Najnowszy wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego może doprowadzić do tego, że z rynku zniknie nawet 5 tys. placówek

Od blisko 30 lat przepisy prawa wymagają, by w czynnej aptece zawsze był farmaceuta. To on jest gwarantem, że nie dojdzie do pomyłki i pacjent otrzyma lek, który powinien dostać. Trwały jednak dyskusje, czy może to być każdy magister farmacji, czy jedynie osoba z kompetencjami kierownika, czyli z co najmniej pięcioletnim stażem pracy w aptece (lub trzyletnim, pod warunkiem że ma specjalizację). Zwolennicy pierwszej koncepcji argumentowali, że kierownik nie może być w placówce przez cały czas – te są przecież otwarte dłużej niż przez osiem godzin dziennie, a także w weekendy. W wyroku z 20 lutego 2019 r. NSA przychylił się do drugiej koncepcji. Co to oznacza w praktyce?

– Po pierwsze, że 6 tys. magistrów farmacji stało się systemowo nieprzydatnych: nie mogą sami zostać w aptece, lepiej więc zatrudnić technika, bo jest tańszy – wyjaśnia Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej. – Po drugie, doświadczonych farmaceutów na rynku brakuje, dlatego trzymając się ściśle litery prawa, należy zamknąć ok. 5 tys. aptek – dodaje Tomków.

Wojewódzcy inspektorzy farmaceutyczni już zaczęli ”trzymać się ściśle litery prawa„.

– Z moich rozmów wynika, że zmienili rozumienie przepisów na zgodne z wyrokiem NSA – potwierdza Łukasz Waligórski, redaktor naczelny portalu branżowego Mgr.farm, który jako pierwszy opisał orzeczenie.

Środowisko aptekarskie mówi wprost: szykuje się tragedia. I to zarówno dla właścicieli aptek, jak i młodych farmaceutów. Problem może rozwiązać szybko uchwalona nowelizacja ustawy, która magistrowi farmacji bez wieloletniego doświadczenia pozwoli na pracę w aptece pod nieobecność kierownika.

– Argumenty środowiska farmaceutycznego są godne uwagi i nie wykluczamy zmiany. Musimy jednak zaczekać na pisemne uzasadnienie wyroku NSA – mówi DGP wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski.

Jak interpretować przepis, który jest jasny pod względem gramatycznym, ale zupełnie nieżyciowy? Z tym kłopotem przez lata zmagało się środowisko farmaceutyczne. Artykuł 92 ustawy z 6 września 2001 r. – Prawo farmaceutyczne (Dz.U. z 2019 r. poz 60) określa bowiem, że w godzinach czynności apteki powinien być w niej obecny farmaceuta, o którym mowa w art. 88 ust. 1. Przepis ten z kolei mówi, jakie warunki powinien spełniać kierownik apteki. Wychodzi więc na to, że w aptece zawsze musi być ktoś z kompetencjami kierownika. Tyle że od co najmniej dekady aptek jest wiele, a farmaceutów mało. W efekcie ścisłe stosowanie się przez przedsiębiorców oraz inspekcję farmaceutyczną do art. 92 ustawy oznaczałoby, że jedną trzecią placówek w kraju należałoby zamknąć.

Koniec zamykania oczu

Przez lata inspektorzy farmaceutyczni udawali, że przepisu nie widzą. W 2015 r. jednak jeden z nich zastosował restrykcyjną interpretację i za naruszenie prawa uznał obecność w aptece farmaceuty z jedynie trzyletnim stażem, który uniemożliwiał mu pełnienie funkcji kierownika. Właściciel apteki złożył skargę do sądu. Przegrał jednak i przed wojewódzkim sądem administracyjnym, i – ostatnio – przed Naczelnym Sądem Administracyjnym.

– Wyrok tego ostatniego wywołał ogromne poruszenie w środowisku aptekarskim. Z moich rozmów z kilkoma wojewódzkimi inspektorami farmaceutycznymi wynika, że zmienił on ich podejście do rozumienia art. 92 prawa farmaceutycznego. Znalazło to już odzwierciedlenie w kontrolach przeprowadzanych przez nich w aptekach. Takie podejście potwierdził m.in. wojewódzki inspektor farmaceutyczny w Poznaniu podczas niedawnego Zjazdu Delegatów Wielkopolskiej Okręgowej Izby Aptekarskiej – wskazuje Łukasz Waligórski, członek Naczelnej Rady Aptekarskiej i redaktor naczelny portalu MGR.FARM, który jako pierwszy opisał orzeczenie.

Łukasz Waligórski tłumaczy, że dla właścicieli aptek to zła informacja.

– W praktyce bowiem oznacza, że w wielu z nich nie jest spełniony obowiązek zapewnienia obecności farmaceuty w godzinach czynności apteki. Dotyczy to tych placówek, gdzie pod nieobecność kierownika jedynym farmaceutą w aptece jest magister ze stażem pracy krótszym niż pięć lat – tłumaczy Waligórski. I dodaje, że dla wielu aptek będzie to oznaczać istotne zmiany kadrowe. A w zasadzie jeszcze większe problemy kadrowe. Już teraz są kłopoty ze znalezieniem pracowników. Jak bowiem spostrzega redaktor naczelny MGR.FARM, nie jest tajemnicą, że aktualnie na statystyczną aptekę przypada 1,78 farmaceuty. Gdy wykluczymy tych nieposiadających uprawnień umożliwiających pełnienie funkcji kierownika apteki, czyli ok. 6 tys. osób, ta liczba drastycznie spada.

Wyjazd na Zachód

Kłopoty dotkną także samych młodych farmaceutów. Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, mówi nam, że samorząd już otrzymuje sygnały, iż właściciele aptek rezygnują ze stażystów. Bo po co wychowywać sobie pracownika, skoro potem przez pięć lat nie będzie można go zostawić samego w aptece? Bardziej się opłaca zatrudnić gorzej wykształconych i mniej zarabiających techników farmaceutycznych.

– Restrykcyjna interpretacja prowadzi do tego, że państwo polskie mówi sześciu tysiącom młodych ludzi ”dziękuję, nie potrzebujemy was„. Paradoksalnie łatwiej zostać farmaceutą w Londynie niż w Lądku – wskazuje Marek Tomków. Zarazem apeluje do inspekcji farmaceutycznej, by wstrzymała się z zamykaniem aptek choć przez kilka miesięcy; tak aby zareagować mogło Ministerstwo Zdrowia (to zapowiada, że przyjrzy się tematowi i nie wyklucza nowelizacji).

– Inspektor to urzędnik, a urzędnik nie jest od zastanawiania się, czy powinien stosować nierozsądne prawo. Od tego są ustawodawca i sądy. Skoro jest wyrok NSA, musimy działać – mówi nam jeden z wojewódzkich inspektorów farmaceutycznych. Choć zastrzega, że jego zdaniem przepis rzeczywiście jest głupi.

– Miał sens, gdy aptek było o kilka tysięcy mniej. Dziś jego przestrzeganie jest nierealne. Trudno tu jednak doszukiwać się winy sądu. To ministerstwo powinno pilnować, by nie doszło do takiej sytuacji, do której niestety właśnie doszło – uważa nasz rozmówca.

Biznesowe reperkusje

Kłopoty z obsadą apteczną to stała bolączka właścicieli placówek. Wielu z nich chciałoby zatrudniać farmaceutów, lecz najzwyczajniej w świecie brakuje kadr. W zaledwie pięciu województwach przypada co najmniej dwóch farmaceutów na jedną aptekę (w statystykę wliczani są także ci bez pięcioletniego stażu). Oczywiście obsada jest nierównomierna – w niektórych miejscach, np. z dobrym dojazdem, pracuje nawet po czterech magistrów. W małych miasteczkach i wsiach trudno o zmiennika dla kierownika apteki. Jednocześnie konkurencja na rynku aptecznym jest duża, więc właściciele chcą mieć jak najdłużej otwarte placówki. Ponadto od czasu do czasu właściciel musi mieć otwartą placówkę w nocy, pełniąc dyżur nocny, za który nie otrzymuje pieniędzy od powiatu.

Z analiz DGP oraz portalu MGR.FARM wynika również, że krucho jest z obsadą farmaceutyczną po godz. 16 oraz w weekendy. Część właścicieli oszczędza, licząc, że inspektorzy, będący po godzinach swojej pracy, nie przyjdą. Niektórzy przedsiębiorcy jednak przekonują, że chętnie zatrudniliby aptekarza na wieczory. Tyle że nie ma chętnych. 

ORZECZNICTWO

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 20 lutego 2019 r., sygn. akt II GSK 5609/16.