Kilkaset pielęgniarek na Podkarpaciu przebywa na zwolnieniach lekarskich. Według informacji wojewody dotyczy to szpitali w Rzeszowie, Mielcu, Tarnobrzegu i Stalowej Woli. Niektóre placówki wstrzymały planowe przyjęcia. Również Szpital Kliniczny (SPK) nr 4 w Lublinie w związku z akcją protestacyjną wstrzymał przyjmowanie pacjentów. Podwyżek domagają się także pielęgniarki z innych placówek na Lubelszczyźnie, a problemy z nieobecnością personelu mają szpitale m.in. w Lubartowie i Hrubieszowie oraz szpital dziecięcy w Lublinie.

Spory zbiorowe w tamtejszych placówkach trwają od dawna. Ich eskalacja zbiegła się jednak w czasie z podpisaniem porozumienia pomiędzy resortem zdrowia a Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych oraz Ogólnopolskim Związkiem Pielęgniarek i Położnych. Dlaczego nie uspokoiło to sytuacji?

Bez wielkich protestów

Porozumienie dotyczy przede wszystkim tzw. zembalowego, czyli dodatku, który przyznał jeszcze minister Marian Zembala. Są to „znaczone” pieniądze, których szefowie placówek nie mogą przeznaczyć na inny cel. Jest to jednak dodatek, a nie część wynagrodzenia, więc często dochodziło do manipulowania nim. Pielęgniarki skarżyły się, że włącza się go w zapłatę za nadgodziny czy wysługę lat. Dlatego od dłuższego czasu żądały, by włączyć te pieniądze do podstawy wynagrodzenia. I to zagwarantował im minister.

– Dostajemy podwyżkę trzeci raz tymi samymi pieniędzmi. Daje nam to jedynie pewność, że te środki nie zostaną nam odebrane – mówi Sylwia Rękas, przedstawicielka protestujących z Podkarpacia, która zwraca uwagę, że już od kilku lat, gdy mowa o podwyżkach, sprowadzają się one do tego, co pielęgniarki wynegocjowały z ministrem Zembalą. Kolejni ministrowie tylko powielają te gwarancje.

– To jest kompromis. Omawiane kwestie są dla nas ważne, ale na sytuację protestujących nie ma to żadnego wpływu. Pielęgniarki, które są w sporze zbiorowym z pracodawcą, żądają pieniędzy ze środków dyrektora, a nie budżetowych. Te ostatnie już teraz są dla nas zagwarantowane – dodaje Halina Kalandyk z rzeszowskiego regionu OZZPiP.

Wtóruje jej Dorota Ronek z SPK w Lublinie. Jak mówi, pielęgniarki z zadowoleniem przyjmują włączenie dodatku do pensji, ale oczekują realnych podwyżek.

OZZPiP i NIPiP podkreślają, że porozumienie jest korzystne dla zatrudnionych, i wskazują, że kwestia „zembalowego” nie jest jedynym jego elementem. Przyznają jednak, że na szczeblu lokalnym wciąż aktualne są problemy, które trzeba rozwiązać. Związek deklaruje gotowość wsparcia negocjujących, jeśli będzie taka potrzeba. Jednocześnie zwraca uwagę, że w porozumieniu zobowiązał się do niepodejmowania ogólnokrajowych akcji protestacyjnych do 2021 r. pod warunkiem realizacji jego postanowień.

– Trudno ocenić, czy to porozumienie jest wystarczające dla naszego środowiska. Na razie to tylko umowa. Ma ona być podstawą do stworzenia aktów prawnych. Nie jestem w stanie zagwarantować, że ministerstwo w 100 proc. je zrealizuje, bo np. w przypadku rezydentów był z tym problem. Jestem ostrożna w ocenie, ponieważ nie mamy aktu prawnego na piśmie – wskazuje Katarzyna Kowalska, prezes Stowarzyszenia Pielęgniarki Cyfrowe.

– Jednak, jak widać, nawet to porozumienie nie gwarantuje spokoju w regionach, gdyż pielęgniarki są przepracowane. Najwyraźniej postulaty protestujących nie pokrywają się z tym, co zagwarantowano nam w ugodzie – dodaje.

I nic nie wskazuje na to, by sytuacja miała się w najbliższym czasie uspokoić. W negocjacje, zarówno na Podkarpaciu, jak i na Lubelszczyźnie, zaangażowane są władze województw. Oba regiony odwiedziła wiceminister zdrowia Józefa Szczurek-Żelazko. Również tamtejsze oddziały NFZ biorą udział w rozmowach z protestującymi i monitorują sytuację pod kątem bezpieczeństwa pacjentów. Ani do lubelskiego, ani do rzeszowskiego oddziału nie wpłynęły dotąd żadne skargi pacjentów w związku z zaistniałą sytuacją. Tymczasem rzeszowski ZUS na wniosek pracodawców wszczął kontrole dotyczące zwolnień ponad 800 osób.

Czubek góry lodowej?

Choć największy związek pielęgniarski zobowiązał się, że nie będzie organizował w najbliższych latach protestów na skalę ogólnopolską, to jednak nie oznacza to spokoju w ochronie zdrowia. Wznowienie swojego protestu zapowiedzieli niedawno rezydenci, którzy są rozczarowani sposobem realizacji ich porozumienia. Rozważają to także ratownicy medyczni. Lokalne akcje trwają już w niektórych regionach. Coraz głośniej o strajku mówią również psycholodzy.

Porozumienie Zawodów Medycznych, skupiające przedstawicieli rożnych profesji związanych z ochroną zdrowia, już pod koniec czerwca zorganizowało „czarny piątek”. Na znak sprzeciwu wobec warunków zatrudnienia wiele osób przyszło do pracy ubranych na czarno.

Niezadowolenie w środowisku narasta, a oliwy do ognia dolewają porozumienia zawierane przez ministra z poszczególnymi grupami – jak to miało miejsce np. w przypadku rezydentów. To dzielenie pracowników na lepszych i gorszych – podsumowują związkowcy. 

Bez zgody w sprawie podwyżek w budżetówce

Rząd i partnerzy społeczni nie uzgodnili wspólnego stanowiska w sprawie założeń przyszłorocznego budżetu oraz podwyżek w sferze budżetowej i płacy minimalnej. W trakcie ostatniego posiedzenia plenarnego Rady Dialogu Społecznego OPZZ i NSZZ „Solidarność” skrytykowały rządowe propozycje w tej sprawie.

– Nie możemy zaakceptować dalszego zamrożenia płac w sferze budżetowej i podwyżki minimalnej płacy w kwocie tylko o 3 zł wyższej od tej gwarantowanej ustawą. Rząd sam blokuje strategię odpowiedzialnego rozwoju, która zakłada przecież wyraźny wzrost wynagrodzeń – tłumaczył Jan Guz, przewodniczący OPZZ.

Podobne stanowisko przedstawiła też Solidarność. Z kolei pracodawcy krytykowali nadmierny optymizm resortu finansów co do prognoz wzrostu gospodarczego i inwestycji. Postulowali też m.in. zmianę metodologii ustalania przeciętnej płacy oraz racjonalizację zatrudnienia i warunków wynagradzania w sferze budżetowej.

Elżbieta Rafalska, minister rodziny, pracy i polityki społecznej, podkreśliła, że płaca minimalna w ostatnich latach rosła szybko, podobnie jak oczekiwania zatrudnionych. Potwierdziła, że jest upoważniona do negocjowania kwoty minimalnej płacy ze strony rządu. Jakiekolwiek wiążące uzgodnienia w trakcie posiedzenia RDS nie były jednak możliwe. Przyczyną był brak kworum (Forum Związków Zawodowych odmówiło uczestnictwa w posiedzeniu). Istotne znaczenie miała też zapewne nieobecność większości liderów związków zawodowych i organizacji pracodawców. Nie było też Teresy Czerwińskiej, minister finansów (reprezentował ją wiceminister Leszek Skiba). Nie najlepiej świadczy to o kondycji dialogu społecznego i samej RDS.

Partnerzy społeczni mają teraz czas na przedstawienie wspólnych lub indywidualnych stanowisk w sprawie założeń budżetu i wzrostu płac. Związkowcy podtrzymują wcześniejsze zapowiedzi przeprowadzenia akcji protestacyjnych, jeśli rząd nie uwzględni ich propozycji dotyczących podwyżek wynagrodzeń w budżetówce i wyższej płacy minimalnej (rząd proponuje, aby była to kwota 2220 zł). Miałyby się odbyć jesienią.