Brakuje placówek, które mogłyby objąć specjalistyczną kompleksową opieką pary niemogące doczekać się potomstwa.
Pierwsi pacjenci do diagnostyki problemów z niepłodnością w ramach „Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce w latach 2016–2020” zostali przyjęci na leczenie w ostatnich dwóch miesiącach zeszłego roku. Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, który jako pierwszy podpisał umowę z NFZ na leczenie niepłodności, przyjął dotąd kilkadziesiąt osób. Otrzymał na ten cel w ubiegłym roku 159 tys. zł.
– W grudniu przyjęliśmy dwie pary – mówi Iwona Nawrot, rzeczniczka Centrum Ginekologii, Położnictwa i Neonatologii w Opolu. W Poznańskim Ginekologiczno-Położniczym Szpitalu Klinicznym UM przyjęto trzy pary. W Krakowskim Szpitalu Uniwersyteckim w zeszłym roku było 10 par, a zainteresowanie – jak mówi rzeczniczka placówki Maria Włodkowska – rośnie.
Reklama
W zeszłym roku, jak wynika z planu finansowego funduszu, na program leczenia niepłodności przeznaczono 2,8 mln zł. Jednak zamiast 16 placówek działa jedynie 10, i to tylko w połowie województw. Okazało się, że brakuje dobrze przygotowanych placówek, które mogłyby objąć specjalistyczną kompleksową opieką pary niemogące doczekać się potomstwa od co najmniej roku. To był też powód, dla którego cały czas przesuwano uruchomienie programu. Konkurs na dobór placówek był rozpisywany kilka razy. Obniżono wymogi, tak aby więcej szpitali mogło wejść do programu. Leczenie jest dostępne tylko w ośmiu miastach: w Warszawie, Łodzi, Krakowie, Szczecinie, Opolu, Poznaniu, Kielcach i Katowicach.
Jak przekonuje rzeczniczka Ministerstwa Zdrowia Milena Kruszewska, umowy z pozostałymi ośrodkami referencyjnymi zostaną zawarte w 2018 r., kiedy – jak tłumaczy – „zakończy się instalowanie zakupionego sprzętu i dostosowanie pomieszczeń”. Na leczenie osób z problemami niepłodności ma być przeznaczone w tym roku 8,5 mln zł. Na razie jednak nie zostało to wpisane do planu finansowego NFZ na ten rok i fundusz nie może podpisać kolejnych umów. – Pacjenci jednak mogą być przyjmowani. Szpital wystawi rachunek i potem otrzyma zapłatę – wyjaśniono nam w NFZ.

Reklama
Choć program budził wiele kontrowersji – zastąpił in vitro, które było finansowane z pieniędzy Ministerstwa Zdrowia do końca kadencji poprzedniego rządu. Wiele jest opinii, że sztucznego zapłodnienia nie zastąpi, ale na pewno pomoże zdiagnozować, skąd się biorą problemy z niepłodnością. – Badania diagnostycznie robiliśmy razem z partnerem w wielu różnych ośrodkach, każde z nas osobno. Częściowo w ramach funduszu, częściowo prywatnie – opowiada jedna z pacjentek.
Obecnie taka diagnostyka będzie oferowana w jednym miejscu. W ramach badań będzie można zrobić m.in.: laparoskopię (badanie jamy brzusznej), AMH, czyli badanie rezerwy jajnikowej (które obecnie praktycznie nie było dostępne w ramach NFZ), i inne diagnostyczne badania (również dla mężczyzn). Dostępna będzie także opieka psychologiczna.
Dla wielu par może to być wstęp przed zabiegami in vitro, których finansowanie w części miast przejęły samorządy. Tak jest już m.in. w Łodzi, Pile, Bydgoszczy czy w Warszawie. Łódź na ten cel w tym roku przeznaczy milion złotych. Dotychczasowy efekt to ok. 40 dzieci. – W Częstochowie program działa od 2012 r. – dofinansowanie miasta objęło łącznie 100 procedur; urodziło się już 23 dzieci, 14 jest w drodze – mówi Włodzimierz Tutaj, rzecznik UM Częstochowy.
590 tys. zł najwięcej na leczenie niepłodności w 2017 r. otrzymało woj. małopolskie, 20 tys. zł trafiło do woj. opolskiego
22,3 mln zł ma być przeznaczone na finansowanie całego Programu kompleksowej ochrony zdrowia prokreacyjnego w Polsce w 2018 r.