statystyki

Klinger: Bat na in vitro czy naprotechnologię?

autor: Klara Klinger28.09.2017, 07:37; Aktualizacja: 28.09.2017, 08:07
Klara Klinger

Klara Klingerźródło: DGP

Prawo i Sprawiedliwość zabroni in vitro? Jeszcze w trakcie posiedzenia komisji zdrowia były minister Bartosz Arłukowicz wypuścił dramatyczny tweet na temat przygotowywanych przez swój były resort przepisów dotyczących m.in. programów zdrowotnych. „Rząd dostaje w ustawie możliwość karania samorządów za wprowadzanie regionalnych programów in vitro #StrajkKobiet”. W pierwszym momencie uznałam to za daleko posuniętą manipulację. Ale w drugim...

O co chodzi? PiS wprowadziło nową zasadę. Żeby samorząd mógł sfinansować projekt zdrowotny, musi mieć zgodę Agencji Oceny Technologii Medycznej i Taryfikacji, która ocenia, czy projekt ma ręce i nogi, czyli podstawy naukowe, i czy na pewno jest przydatny w danym regionie. Do tej pory – choć trzeba było poprosić o opinię – najczęściej chodziło o czystą formalność. Bo nawet jeśli AOTMiT mówiła, że pomysł samorządu to wyrzucanie pieniędzy w błoto, ten i tak mógł wprowadzać swój program. Od dawna trwały dyskusje – również za czasów rządów Platformy Obywatelskiej – że taka forma jest absurdalna. Bo Agencja wydaje pieniądze na ekspertów, a samorząd robi, co chce.

Skąd więc nagła interpretacja, że minister zdrowia kręci bat na in vitro? Owszem, wsparcie dla tej metody to jeden z programów samorządowych. O tyle ważny, że po tym, jak nowe kierownictwo resortu zdrowia wycofało się z finansowania tego rodzaju leczenia niepłodności, to jedyna szansa na chociażby częściowy zwrot kosztów za in vitro, dla wielu niedostępnego z powodu cen. Ale uwaga – do tej pory samorządowe programy in vitro otrzymywały zielone światło od ekspertów agencji. Dziś jednak zapaliła mi się czerwona lampka.

Zaniepokoiła mnie wypowiedź jednego z posłów PiS (wiceprzewodniczącego komisji zdrowia), który pytany, czy proponowane zmiany nie będą uniemożliwiać samorządom finansowania in vitro, odparł: „No, mam nadzieję, że nie”. Zastrzegł jednak, że nie chce się wypowiadać w tej sprawie za ministra zdrowia. A później dodał, że są ważniejsi chorzy. To nie brzmi dobrze. Ważniejsze problemy niż niepłodność to choroby serca czy onkologiczne? A może choroby dzieci? Fakt faktem, że AOTMiT to agencja podległa ministrowi. I to ministrowi, który za in vitro – delikatnie mówiąc – nie przepada. Przypomniałam sobie akcję w Gdańsku. Tutaj pisowski wojewoda pomorski zablokował inicjatywę władz miasta, które chciały wprowadzić in vitro. Powód? Chciały przyjąć program przed wysłaniem projektu po opinię do AOTMiT.


Pozostało jeszcze 47% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (1)

  • xxx(2017-09-28 20:38) Zgłoś naruszenie 11

    Faktem jest że rząd z jednej strony bębni w sprawie zwiększenia dzietności w Polsce z drugiej nic nie robi w sprawie leczenia niepłodności młodych kobiet. Nieplodność dotyczy 15 procent kobiet w wieku rozrodczym. Nie ma nowoczesnych metod leczenia endometriozy, nie ma noża plazmowego, chcesz się leczyć jedź za granicę i wydaj kilkadziesiąt tysięcy z własnej kieszeni. Skąd młode malżeństwa mają na to brać? In vitro które jest szansą na dziecko w przypadku endometriozy zostaje właśnie uwalone przez rząd. Wyrzuca się grube miliony na idiotyczne oddziały leczenia nieplodności kalendarzykiem malżeńskim itp. który jest zgodny z ideologią kk.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie

Polecane