Nowoczesny system ochrony zdrowia nie może funkcjonować normalnie, jeśli poziom nakładów publicznych na ochronę zdrowia jest poniżej 6 proc. PKB – ustalili związkowcy i pracodawcy w... 2008 r. Od tego czasu niewiele się zmieniło.
O tym, że ustawa gwarantująca wzrost nakładów stanie we wtorek na rządzie, poinformował wczoraj marszałek senatu Stanisław Karczewski. To próba gaszenia protestu lekarzy rezydentów, którzy chcą 6,8-proc. PKB nakładów na zdrowie. Teraz wydajemy 4,7 proc., a europejska średnia to 7,2 proc.
Wielu problemów w ochronie zdrowia nie byłoby, gdyby nie zmarnowano efektów pracy z 2008 r. Powołany w reakcji na falę protestów, głównie pielęgniarek, biały szczyt, którego pracami kierował prof. Marek Safjan, wypracował konsensus w wielu kluczowych sprawach.
Polisy na tak
Reklama
Uczestnicy szczytu wiele miejsca poświęcili w rekomendacjach temu, że priorytetem dla reform musi być bezpieczeństwo i dobro pacjenta. Stąd m.in. postulat, by precyzyjnie określić, jakie ma prawa oraz ile maksymalnie może czekać na operację czy wizytę u specjalisty. Podkreślono, że ochrona zdrowia musi mieć większą rangę w polityce państwa, a bez „budowy mocnych podstaw finansowych dla ochrony zdrowia, nie będzie prawidłowego funkcjonowania systemu, dostępności i jakości udzielanych świadczeń oraz zapewnienia godziwych warunków pracy i płacy jego pracownikom”.

Reklama
W zespołach problemowych opracowano rekomendacje bardziej szczegółowe, które przyjęli uczestnicy szczytu. Ustalono m.in., że powinno się rozwijać rynek prywatnych polis, ale nie mogą one umożliwiać wyjścia z systemu publicznego (zaprzestania płacenia obowiązkowych składek).
Postulowano też konkurencję publicznych i prywatnych ubezpieczycieli o publiczne składki, ale z zachowaniem zasady solidaryzmu społecznego. Dodatkowe ubezpieczenia rzeczywiście się rozwijają, ale głównie jako odpowiedź na coraz dłuższe kolejki do lekarzy specjalistów i badań diagnostycznych. Ustawy w tej sprawie, mimo licznych zapowiedzi, się nie doczekaliśmy.
Dopłaty pacjentów
Dyskutowano też o określeniu listy procedur, które mogłyby być tylko częściowo gwarantowane, czyli wiązałyby się z współpłaceniem.
– W celu racjonalizacji zachowań pacjentów i świadczeniodawców zasadne jest wprowadzenie niewielkiej odpłatności przynajmniej za część zdrowotnych świadczeń gwarantowanych oraz za świadczenia towarzyszące (m.in. koszty zakwaterowania i wyżywienia pacjentów). Jednocześnie należy stworzyć system pomocy finansowej osobom, dla których dopłaty mogłyby stanowić barierę dostępu do świadczeń. Rozwiązanie to pozwoli również na dopływ dodatkowych środków finansowych do systemu – stwierdzono.
Postulowano też informatyzację zdrowia, by mieć większą wiedzę o wykonywanych procedurach.
Składka w górę
Uczestnicy szczytu uzgodnili też, że ze składki na zdrowie w wysokości 9 proc. nie da się zapewnić dostępności opieki medycznej. Zgodził się z nimi ówczesny premier Donald Tusk i na zakończeniu szczytu mówił, że w 2010 r. rekomenduje podniesienie składki do 10 proc.
– Przedstawię partii koalicyjnej problem zracjonalizowania składki zdrowotnej w KRUS – dodał. Uczestnicy szczytu chcieli, by rolnicy płaci składkę jak inni obywatele.
Sprawę składek od rolników Tusk przekazał zespołowi kierowanemu przez Michała Boniego, który wprowadził kosmetyczne zmiany, a z podwyżki do 10 proc. się wycofał.
Prawo wolnej sprzedaży
– Publiczne i niepubliczne podmioty opieki zdrowotnej powinny mieć równe prawo wolnej sprzedaży świadczeń. Nie może to naruszać praw osób korzystających ze świadczeń gwarantowanych w ramach systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego – ustalili uczestnicy szczytu.
Podobna zapowiedź resortu zdrowia sprzed kilku miesięcy spotkała się z ostrą krytyką, a projekt wycofano z konsultacji.
Prawa pacjenta
Wiele miejsca poświęcono prawom chorych, ale też gwarancji wynagrodzeń pracowników medycznych. Ustalono, że powinna powstać ustawowa regulacja gwarantująca stopniowy wzrost wynagrodzenia pracowników medycznych. Gwarancje minimalnych płac powinny obejmować cały sektor ochrony zdrowia.
Czarna rozpacz
Wielkie nadzieje towarzyszące szczytowi zostały zaprzepaszczone. A system ochrony zdrowia kolejne lata dryfował.
– Szczyt okazał się klasyczną próbą gry na czas i pokazaniem, że rząd chce dobrze, a środowisko nie umie się porozumieć. Dlatego ustalono np. tak szeroki skład – mówi DGP Maria Ochman, szefowa sekcji zdrowotnej w NSZZ „Solidarność”. – Gdy myśmy tkwili w tym dialogu, w parlamencie szły poza konsultacjami, jako projekty poselskie, ustawy m.in. przekształcające szpitale w spółki. PO zagrało poniżej pasa – dodaje.
Po doświadczeniach tamtego i innych zespołów uważa, że kolejność powinna być odwrócona. – Rząd kładzie projekty na stół, a partnerzy społeczni i eksperci je oceniają. Jeśli dochodzi do porozumienia, są wdrażane – wyjaśnia.
I podkreśla, że z prac w zespołach nic nie wychodzi, jeśli na koniec rząd stwierdza, że nie ma pieniędzy na realizację ustaleń. Dlatego większość partnerów społecznych odmówiła udziału w ministerialnym zespole, który ma zacząć prace w piątek. ⒸⓅ
OPINIA
Finansowanie musi się zmienić
Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego / Dziennik Gazeta Prawna
Biały szczyt pokazał, że strony dialogu społecznego są w stanie ustalić wspólne stanowisko co do wielu kluczowych kwestii dotyczących ochrony zdrowia. Wiele z ówczesnych rekomendacji jest nadal aktualne, ponieważ potrzeby polskiego systemu ochrony zdrowia zdiagnozowane są od lat i zmieniają się w niewielkim zakresie.
Problemy będące powodem zwołania białego szczytu są absolutnie wspólne z teraźniejszym protestem lekarzy rezydentów i innych grup pracowników medycznych, które ich poparły. Szkodliwym dla wszystkich działaniem w tej sytuacji jest próba podważania autorytetu i racji protestujących, która uderza w relacje pacjent – lekarz. Nie powinno to mieć miejsca.
To, czego teraz pilnie potrzebujemy, to znalezienie formuły na obniżenie napięcia pomiędzy protestującymi a stroną rządową i przystąpienie do prac, których efektem musi być wdrożenie zmian w finansowaniu ochrony zdrowia.