Diagnostyka i leczenie onkologiczne w Polsce poszło na żywioł: mamy wiele ośrodków, ale też problemy z jakością i pieniędzmi.
Reklama



Walka z rakiem to jedno z głównych wyzwań systemu ochrony zdrowia w Polsce. Co roku na nowotwory zapada coraz więcej osób, tylko na złośliwe ok. 160 tys., m.in. ze względu na niezdrowy tryb życia.
Równocześnie jednak dzięki lepszym terapiom wielu pacjentom udaje się wydłużyć życie o kolejne lata lub nawet ich wyleczyć. Ale nawet wtedy wymagają szczególnej opieki. Niestety rosnące nakłady na onkologię są wciąż niewystarczające, a na dodatek część pieniędzy wydawanych jest nieefektywnie, bo w systemie brakuje koordynacji. O tym, jak to zmienić, decydenci, pacjenci i lekarze rozmawiali wczoraj podczas debaty zorganizowanej przez Najwyższą Izbę Kontroli.
Potrzebna sieć-bis
Dostępność leczenia onkologicznego generalnie się poprawia. Jednak zbyt wiele placówek zajmuje się leczeniem chorych na nowotwory mając jednak ograniczone doświadczenie i zaplecze. Przez to spada jakość opieki i szanse na przeżycie. Są szpitale, które przyjmują pacjentów i oferują im jedynie leczenie chirurgiczne, bez niezbędnej w wielu przypadkach chemioterapii. Są też i takie, jak twierdzą onkolodzy, które koncentrują się tylko na realizacji opłacalnych procedur. – Jak wynika z badań, chory trafiając do placówki, która ma małe doświadczenie w leczeniu onkologicznym, w niektórych przypadkach ma nawet o połowę mniejsze szanse na przeżycie, niż gdyby trafił do dużej, specjalistycznej placówki – mówił Piotr Wasilewski, dyrektor departamentu zdrowia NIK.
Stąd postulaty szefów szpitali, by jak najszybciej stworzyć sieć placówek onkologicznych, wyznaczając te wiodące w regionach, które będą koordynować diagnostykę i leczenie u siebie i w innych, mniej specjalistycznych. Jak powiedział nam Andrzej Jacyna, pełniący obowiązki prezesa NFZ, rozmowy w tej sprawie trwają. MZ i NFZ są orędownikami takiego uporządkowania systemu, bo ogólna sieć szpitali, która weszła w życie 1 października, kryteriów jakości czy referencyjności nie uwzględnia.
Badanie badaniu nierówne
Problemy występują też w diagnostyce. Wielu chorych trafia do lekarza zbyt późno, a jak już trafi, część wykonywanych im badań jest zbyt słabej jakości, by skierować pacjenta do leczenia w szpitalu specjalistycznym. Winę za to ponosi też część placówek, które robią np. badania patomorfologiczne po stawce niższej niż koszty np. w outsourcingu.
– W efekcie, gdy pacjent w końcu trafia do szpitala specjalistycznego, musi mieć powtórzoną diagnostykę, co generuje dodatkowe koszty – zwracał uwagę Andrzej Marszałek, konsultant krajowy w dziedzinie patomorfologii. Podobnie jest zresztą z badaniami radiologicznymi, które chory na raka robi w ramach NFZ lub prywatnie. Też trzeba je powtarzać. Stąd postulat, by ministerstwo zadbało o ich jakość oraz wydzielenie patomorfologii jako osobno finansowanej procedury.
Narodowy Instytut Raka?
Wśród pomysłów na poprawę efektywności zapobiegania nowotworom i ich leczenia pojawia się też idea stworzenia ośrodka koordynującego kwestie profilaktyki w całym kraju. Nieoficjalnie wiadomo, że onkolodzy rozmawiają z politykami o utworzeniu Narodowego Instytutu Raka, który m.in. wyznaczałby standardy, wydawał rekomendacje, badał jakość, szkolił kadry, zbierał dane. Pomysł nie jest nowy, a projekt ustawy w tej sprawie jest już od lat w resorcie zdrowia. Instytut mógłby powstać na bazie jednego z centrów onkologii.
W praktyce większość spraw rozbija się o pieniądze. – Onkologia wymaga wielkich nakładów i zdaję sobie sprawę, że środki, jakimi dysponujemy na ten cel, są niewystarczające – przyznał minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.
Zapowiedział m.in., że do koszyka świadczeń wprowadzi procedurę kompleksowej opieki onkologicznej, by placówki dające szeroki zakres opieki były lepiej opłacane. MZ będzie też starało się skoncentrować świadczenia z zakresu chirurgii onkologicznej w doświadczonych ośrodkach, za to w chemioterapii planuje dekoncentrację, by podawanie leków było bliżej pacjentów.
10 miesięcy w kolejce do leczenia raka piersi
Niemal 9 miesięcy na leczenie raka prostaty, o miesiąc dłużej przy raku piersi. Średnio czas oczekiwania na leczenie onkologiczne wyniósł 6,6 tygodnia – padł kolejny rekord w długości kolejek nowotworowych. To najnowsze dane OnkoBarometru WHC dotyczące pacjentów bez tzw. zielonej karty (DILO), przyspieszającej leczenie onkologiczne. Dla porównania w latach 2014–2016 czas oczekiwana wahał się od 4,4 do 5,8 tygodnia. Pacjenci, którzy otrzymali DILO, czekają o wiele krócej – w badaniach z września czas ten wyniósł średnio 2,2 tygodnia.
Zieloną kartę wprowadzono w styczniu 2015 r. w ramach pakietu onkologicznego. Zakładał on całkowite zniesienie limitów na diagnostykę i leczenie w tej dziedzinie. Zasada jest taka, że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej oraz specjaliści po stwierdzeniu nowotworu wydają kartę, która uprawnia pacjenta do szybkiej terapii onkologicznej. W 2016 r. nie powinno to trwać dłużej niż 8 tygodni. Docelowo – 7. Jednak nadal wielu pacjentów karty nie dostaje. A w przypadku innych czas 7 tygodni jest przekraczany – przy raku piersi od wykrycia podejrzenia do końca diagnostyki średnio wynosi 8,8 tygodnia (bez zielonej karty 38,2 tygodnia). Przy raku prostaty chorzy bez karty czekają 35,4 tygodnia od wykrycia do leczenia, z kartą 13,6 tygodnia. Raport pokazuje, że również pacjenci z DILO nie mają łatwo: największym problemem jest zapis na pierwszą wizytę do specjalisty lub na badanie diagnostyczne.