Boom na loty czarterowe i popyt na wycieczki do krajów arabskich sprzyja wzrostowi konkurencji na rynku.
W kraju działa już niemal 4,5 tys. organizatorów i pośredników turystycznych – wynika z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki. To oznacza, że od 2015 r. branża powiększyła się o ok. 20 proc. firm, choć w latach poprzednich rosła znacznie wolniej – w tempie średnio 3 proc. rocznie.
Reklama

Reklama
Świadomość kontra szara strefa
Ruch w branży turystycznej coraz większy. Liczba firm rezygnujących z prowadzenia działalności pozostaje na podobnym poziomie – od kilku lat oscyluje w okolicy 300. Rośnie za to liczba przedsiębiorców uzyskujących wpis do Centralnej Ewidencji Organizatorów i Pośredników. W każdym z ostatnich dwóch lat było ich po ponad 600, podczas gdy w latach poprzednich około 400–450.
To m.in. efekt wychodzenia firm z szarej strefy. Ale też nowych przedsiębiorców, którzy chcą spróbować swoich sił w tej branży. Przekonuje ich do tego rosnący popyt na zagraniczne wycieczki.
– Po latach marazmu, trwającego od 2009 r. z małą tylko przerwą w 2014 r., rynek turystyki czarterowej znowu przeżywa boom. I to na niespotykaną dotychczas skalę. W ubiegłym roku zwiększył się o około 23 proc. To oznacza, że z biurami podróży za granicę wyjechało ok. 4,5 mln osób – wylicza Andrzej Betlej, ekspert Instytutu Badań Rynku Turystycznego TravelData.
Według niego w tym roku ten trend będzie kontynuowany. Świadczy o tym wysoka sprzedaż wycieczek na sezon turystyczny 2017/2018. Według raportu MerlinX (system rezerwacyjny biur podróży) liczba wycieczek lotniczych jest wyższa o 44,7 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.
– Ceny wycieczek nie rosną, w przeciwieństwie do dochodów gospodarstw domowych, na które wpływa sukcesywny wzrost wynagrodzeń, ale i środki z rządowego programu 500+. Tym samym coraz więcej osób stać na zorganizowany urlop za granicą – mówi Krzysztof Piątek, prezes Polskiego Związku Organizatorów Turystyki.
Chcą się sprawdzić w biznesie
Do zwiększenia konkurencji w branży przyczyniło się też powołanie jesienią 2016 r. Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Jego celem jest zapewnienie środków na pokrycie kosztów powrotu do kraju oraz zwrotu wpłat za niezrealizowane wycieczki dla klientów biur podróży, które ogłoszą niewypłacalność. Konto funduszu zasilają wpłaty od touroperatorów, którzy muszą zapłacić od 10 do 15 zł od każdego sprzedanego wyjazdu, w zależności od miejsca docelowego. De facto płacą za to klienci, na których ta opłata została przerzucona.
Jak zauważa Piotr Henicz, wiceprezes Itaki, wraz z pojawieniem się funduszu nowo powstałe biura nie muszą już walczyć o zaufanie klientów. To ułatwia start w biznesie i pozwala szybciej pozyskać klientów.
Dlatego Andrzej Betlej spodziewa się, że w tym i kolejnych latach może pojawić się jeszcze więcej nowych firm na rynku.
Zakładaniu działalności w branży turystycznej sprzyja też odradzający się popyt na wycieczki do krajów arabskich. To kierunki, z którymi najłatwiej zaistnieć w biznesie turystycznym. Operatorzy hoteli w Egipcie, Turcji czy Tunezji nie przywiązują aż tak dużej wagi do wiarygodności oraz doświadczenia touroperatora. Dla nich liczy się zawarty kontrakt. Zwłaszcza teraz, gdy chcą odbudować rynek po fali zamachów terrorystycznych oraz zamieszek, do których doszło w ostatnich latach.
Taka sytuacja nie cieszy działających już od lat graczy. Mają świadomość, że napływ nowej konkurencji oznacza nieuchronny powrót do walki cenowej o klienta. Dla nowych biur najlepszym sposobem na przebicie się z ofertą jest bowiem promocja cenowa.
– Duże biura, by utrzymać turystów, będą musiały zrezygnować z części swojej marży. Jest to im nie na rękę, bo dopiero co udało im się zwiększyć zyskowność biznesu. Dziś rentowność wynosi ok. 3–4 proc. – dodaje Andrzej Betlej.