Prawie 4 tys. km autostrad i dróg ekspresowych oraz 57 obwodnic ma powstać do 2023 r. Niestety, tego typu budowy prowadzą często do degradacji lokalnych jezdni
NIK krytycznie o ochronie lokalnych dróg / Dziennik Gazeta Prawna
Tak wynika z najnowszego raportu Najwyższej Izby Kontroli, pod której lupą znalazło się 14 gminnych, 12 powiatowych i sześciu wojewódzkich zarządców dróg. Okazuje się, że nie potrafią oniwystarczająco chronić podległych sobie jezdni podczas budowy dróg krajowych. Przy czym odpowiedzialność za to ponosi także Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA).
Niepełny nadzór
Z raportu wynika, że GDDKiA co prawda wprowadziła do kontraktów z wykonawcami robót wymóg zawierania umów z samorządami w celu ochrony i naprawy zniszczonych dróg lokalnych, ale nie sprawdzała, czy firmy wywiązują się ze swoich zobowiązań. Co więcej, ani GDDKiA, ani większość jej oddziałów terenowych nie prowadziły wśród samorządów akcji informacyjnej, które by im uświadomiły, że mogą zawrzeć porozumienia zabezpieczające ich interesy. Dyrekcja oraz jej oddziały nie informowały też samorządowców o planowanych inwestycjach – o szczegółach budowy na swoim terenie dowiadywali się najczęściej w momencie rozpoczęcia prac.
– Niestety, problem jest aktualny i samorządy nie są dostatecznie zabezpieczone w sytuacji, gdy na drogę lokalną zostanie przeniesiony ruch w związku z budową autostrady i poruszają się po nich ciężarówki wożące np. materiały budowlane. Nie wystarcza nam środków na ich remonty – mówi Edward Trojanowski ze Związku Gmin Wiejskich RP.
Z raportu NIK wynika jednak, że po części winę za zdegradowane jezdnie ponoszą także ich zarządcy. Bo ci, którzy podpisywali porozumienia, równolegle zaniedbywali swoje obowiązki. Większość nie prowadziła m.in. systematycznych przeglądów stanu technicznego dróg wykorzystywanych przy budowach; nie udokumentowała stanu jezdni przed zawarciem porozumienia, co później utrudniało naprawę ewentualnych zniszczeń.
– Można wskazać zarówno przykłady dobrych, jak i złych praktyk związanych z zawieraniem porozumień. Zdarzało się że inwestor wywierał presję – albo zgodzicie się na warunki rekompensaty ewentualnych zniszczeń, albo drogi nie będzie. Teraz z uwagi na planowane inwestycje związane z budową kolejnych dróg krajowych samorządy będą stawiały twarde warunki – zapewnia Marek Wójcik ze Związku Powiatów Polskich. I przypomina sytuację, gdy samorząd został z problemem zniszczonych dróg lokalnych przez budowę autostrady A2.
– Chiński wykonawca zwinął interes, a zniszczenia na naszych drogach zostały. Samorządowcom mówiło się wówczas, że mogą dochodzić swoich roszczeń. Ale nie jest to łatwe. Dlatego to inwestor, który zleca wykonawcy budowę autostrady, powinien zapewnić wszelkie gwarancje zarządcy drogi, na którą będzie przeniesiony ruch, że uzyska rekompensatę – wskazuje Wójcik.
Ten problem sygnalizuje także NIK. Z jej ustaleń wynika, że upadłość generalnych wykonawców kontraktów drogowych nie tylko przedłużała budowę autostrady, ale uniemożliwiała też realizację porozumień zawartych z zarządcami dróg lokalnych.
Chcą rekompensat
– Drogi lokalne są ofiarą nie tylko budowy autostrad, ale także wypadków samochodowych, gdy trzeba przenieść ruch na lokalne jezdnie – wskazuje Wójcik. I wylicza, że jeżeli po drodze powiatowej przejedzie jedna nienormatywna ciężarówka, to tak jakby przejechało nią 250 tys. samochodów. W efekcie niszczona jest nie tylko jezdnia, ale i pobocze. – Lokalne trasy są częściej wybierane również w sytuacji, gdy równolegle do nich przebiega autostrada, za którą podróżni nie chcą płacić. Dlatego również w takich przypadkach zarządcy dróg gminnych, powiatowych czy wojewódzkich powinni otrzymywać rekompensatę – uważa Marek Wójcik. Dlatego proponuje np., aby Program Rozwoju Gminnej i Powiatowej Infrastruktury Drogowej zaplanowany na lata 2016–2020, w ramach którego samorządowcy mogą starać się o środki na schetynówki, uzupełnić o wydzielony strumień pieniędzy na takie trasy albo chociaż lepiej oceniać projekty przebudowy tych dróg.