Indywidualny steward, rozrywka pokładowa, codzienna prasa. Spółki autobusowe, kolejowe i lotnicze ostro rywalizują o klientów z pierwszej klasy. Tacy dają więcej zarobić. Ale choć zamożniejsi, także lubią promocje.
Reklama
Dziś o godz. 16.50 z Warszawy Centralnej do Lublina w dziewiczy kurs wyruszy pierwszy z pociągów Dart dostarczonych przez Pesę dla PKP Intercity. Jeśli ktoś zdecyduje się na zakup biletu w I klasie, poza standardowym poczęstunkiem otrzyma np. tortillę z jajecznicą albo sałatę z kurczakiem. Nowa oferta dla I klasy obowiązuje od najnowszego grudniowego rozkładu we wszystkich pociągach EIC.
W I klasie EIP – czyli Pendolino – też ruszyło kuszenie pasażera. W cenie biletu – poza napojami i ciastkiem – otrzymują posiłek ze specjalnego menu, które będzie się zmieniać co dwa tygodnie. Oprócz tego mają dostęp do codziennej prasy, do dyspozycji jest też dodatkowy personel pokładowy, który pomaga m.in. we wsiadaniu, noszeniu bagażu itd. Kolejna nowość: do 3 stycznia do biletu online na ten pociąg premium PKP dołączany jest jednorazowy 50-proc. rabat na taksówkę w sieci iTaxi.

Reklama
– Podróżni wybierający I klasę oczekują niestandardowej oferty i serwisu na najwyższym poziomie – twierdzi Jacek Leonkiewicz, prezes PKP Intercity. – Pracując nad propozycją, podpatrywaliśmy rozwiązania za granicą – dodaje.
– To dobry ruch. Dotąd na kolei klasa I nie wnosiła dużej wartości dodanej. A w DB widać, za co się dopłaca: fotele są szersze i obite skórą (nawet w pociągach regionalnych), a pasażer ma do wyboru kilka dzienników – porównuje Michał Beim, ekspert z Instytutu Sobieskiego.
Skąd zainteresowanie spółek I klasą? – Klient premium pozwala wypracować wyższą marżę – mówi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Ten segment jest mniej wrażliwy na cenę, bo faktury często płaci firma. I dlatego nowej ofercie w PKP IC towarzyszy cicha podwyżka cen dla klasy I o 20 proc. – wyjaśnia.
Beim tłumaczy, że chodzi też o poszerzenie bazy klientów poprzez wysadzenie ich ze służbowych samochodów (w pociągu wygodniej pracować).
Także przewoźnicy autobusowi dostrzegli, że rośnie grupa klientów, którzy są w stanie zapłacić więcej, by jechać wygodniej. Pierwszy był estoński Lux Express, który uruchomił połączenia w wyższym standardzie – z dodatkowym miejscem na nogi i monitorami rozrywki pokładowej – m.in. z Warszawy do Krakowa i Rzeszowa.
– Pasażer oczekuje już od podróży autobusem więcej niż punktualności oraz nie toleruje walki o dobre miejsce na pokładzie – uważa DGP Hannes Saarpuu, prezes Lux Express.
Konkurencyjny Polski Bus także rozwija „złoty” segment. Przewoźnik ogłosił, że kupując bilet online na podróże Polskim Busem Gold, po 11 stycznia klient może wybrać konkretny fotel (jak w czasie odprawy lotniczej przez internet). „Złote” autokary kursują między Warszawą a Krakowem i Wrocławiem, a w 2016 r. zobaczymy je też pewnie na innych trasach.
Właściciel Polskiego Busa Brian Souter stwierdził w rozmowie z DGP we wrześniu, że jego największym konkurentem w naszym kraju jest kolej. Eksperci potwierdzają, że dalekobieżnych autobusów premium by nie było, gdyby nie inwestycje w podwyższanie standardu w pociągach.
W zabiegach o klientów z grubszymi portfelami uczestniczą też linie lotnicze i zarządcy portów. Miesiąc temu LOT uruchomił wydzieloną strefę odpraw, w której 30 stanowisk dla klasy biznes znajduje się tuż przy bramkach kontroli bezpieczeństwa i zaledwie 76 metrów od saloniku biznesowego (to ponoć rekord Europy). W połowie roku zarządca portu otworzył dwa nowe salony dla klientów biznesowych: Fantazja i Preludium. Można tu wejść w promocyjnej cenie 89 zł, w której uwzględniono jedzenie i picie do woli.
Tym tropem idzie Modlin. Tuż przed świętami na tym lotnisku Ryanaira ruszył salonik biznesowy Skylounge „dla pasażerów oczekujących najwyższego standardu obsługi”. Wstęp 69 zł od osoby. W tej cenie jest bufet przekąsek, wybór markowych alkohol i tzw. fast track, czyli bezkolejkowe przejście kontroli bezpieczeństwa.
Choć liczba potencjalnych klientów premium się ostatnio zwiększyła, to w porównaniu z rynkami zachodnimi nie jest to duża grupa. Nasz rynek, jak zauważa Michał Beim, wciąż cechuje się dużą wrażliwością na cenę.