Rozmowy z protestującymi kontrolerami ruchu lotniczego trwają nadal, ale jak dotąd kolejne tury negocjacji nie przynoszą przełomu (kiedy zamykaliśmy to wydanie DGP, trwało następne spotkanie). Jest więc niemal pewne, że 1 maja trzeba spodziewać się ogromnego zamieszania na niebie, bo spośród pracujących dotąd w Warszawie 216 kontrolerów ruchu lotniczego zostanie tylko 36. – Trzeba się liczyć z tym, że loty zostaną ograniczone – przyznał wczoraj premier Mateusz Morawiecki. Zgodnie z wydanym w nocy z poniedziałku na wtorek rozporządzeniem Rady Ministrów operacje lotnicze w rejonie Warszawy od początku maja będą realizowane tylko w godzinach 9.30–17.00. W efekcie z Lotniska Chopina i z Modlina trzeba będzie odwołać ponad 300 z zaplanowanych 510 operacji lotniczych. W rozporządzeniu rządu znalazła się lista 32 priorytetowych kierunków, które będą mogły zostać utrzymane. Na jej podstawie Urząd Lotnictwa Cywilnego określił, które konkretnie linie obsłużą te połączenia.
Dziewiętnaście, czyli większość z tras, które mają zostać utrzymane, przypadło LOT-owi. Z Okęcia nasz narodowy przewoźnik będzie mógł nadal obsługiwać m.in. połączenia do niektórych stolic europejskich, np. do Londynu, Berlina czy Pragi. Jednocześnie utrzyma ważne połączenia długodystansowe – do Nowego Jorku, Chicago, Toronto i Seulu. Protestować zaczęli inni przewoźnicy, którzy mogą utrzymać znacznie mniej połączeń. Po dwie trasy przyznano liniom Wizz Air i Ryanair. Ten ostatni z Modlina będzie mógł nadal latać tylko na lotnisko Londyn Stansted i do Dublina. – Rozporządzenie Rady Ministrów to potworek prawny. Nie zostało powiedziane, jakie kryterium zostało przyjęte przy ustalaniu tej listy. Na pewno nie była brana pod uwagę liczba pasażerów na poszczególnych trasach – skarży się Michał Kaczmarzyk, szef linii Buzz, czyli polskiej spółki córki Ryanair. Irlandzki przewoźnik już złożył skargę do Komisji Europejskiej na polski rząd, który w rozporządzeniu ma faworyzować naszego narodowego przewoźnika.
Wczoraj w ULC trwały jeszcze narady z przewoźnikami, w trakcie których przyznanych miało zostać kilkadziesiąt wolnych tzw. slotów, które nie zostały przydzielone w pierwszym rozdaniu.
Reklama
Opozycja o chaos w PAŻP obwinia wiceministra Marcina Horałę
Na liście przewoźników, którzy mogą utrzymać swoje połączenia, nie znalazły się współpracujące z biurami podróży linie czarterowe. Te rozważają przeniesienie części połączeń na inne lotniska w Polsce. – W naszym przypadku bierzemy pod uwagę porty w Katowicach i w Poznaniu. Te awaryjne scenariusze musimy jeszcze uzgodnić z touroperatorami – mówi Andrzej Kobielski, wiceprezes Enter Air. Dodaje, że podróżni będą musieli we własnym zakresie zorganizować sobie przejazd na inne lotniska.

Reklama
Linie lotnicze wstrzymują się jeszcze z odwoływaniem rejsów i wciąż liczą na porozumienie między kontrolerami i szefostwem PAŻP oraz resortem infrastruktury. W liniach Ryanair słyszymy, że decyzja o kasowaniu połączeń zostanie podjęta najwcześniej w czwartek.
Michał Kaczmarzyk tłumaczy, że w przypadku anulowania lotu pasażerom przysługuje zwrot pieniędzy za bilet. Podróżni nie mogą się za to starać o odszkodowanie od przewoźnika, bo nie miał on wpływu na skasowanie rejsu.
LOT też jeszcze liczy na porozumienie, ale szykuje już scenariusze awaryjne. – Możliwe, że niektóre rejsy będą musiały zostać przesunięte na inną godzinę, co pozwoli na uniknięcie ich anulacji – zaznacza rzecznik LOT-u Krzysztof Moczulski. Przewoźnik spodziewa się, że w pierwszych dniach maja utrudnienia mogą spotkać nawet 50 tys. klientów spółki. Przestrzega, że mogą być problemy z dodzwonieniem się do biura obsługi klientów. Linia oferuje bezpłatną zmianę terminu lotu i zachęca, by podróżni robili to przez stronę internetową przewoźnika.
Choć LOT może czuć się uprzywilejowany przy przydziale kierunków, które zostaną utrzymane od 1 maja, to rezygnacja z pracy kontrolerów z Warszawy oznacza, że chaos uderzy w dużym stopniu właśnie w naszego narodowego przewoźnika. To w stolicy ma on swój hub przesiadkowy i de facto najwięcej połączeń. W skali globalnej to właśnie LOT będzie musiał zawiesić największy odsetek połączeń ze swojej siatki. To będzie kolejny cios dla spółki, która próbuje wyjść z problemów finansowych po pandemii. O tym, że protest kontrolerów mocno uderzy po kieszeni LOT, na posiedzeniu sejmowej podkomisji lotniczej mówił wiceprezes spółki Maciej Wilk.
Jednocześnie niektórzy przewoźnicy nieoficjalnie przyznają, że chaos na niebie będzie skutkował składaniem przez linie lotnicze pozwów przeciwko PAŻP. W sądach będą udowadniać, że to właśnie agencja doprowadziła do ich strat.
Jak ujawnił minister Andrzej Adamczyk, kontrolerzy chcą, by ich zarobki były o ok. 30 proc. wyższe niż przed pandemią. Rząd proponuje powrót do stawek podobnych do tych obowiązujących w 2019 r.
Opozycja o chaos w PAŻP obwinia wiceministra infrastruktury Marcina Horałę. Można uznać, że premier Morawiecki też ma pretensje do niego, bo wiceminister został odsunięty od sprawy kontrolerów. Wczoraj Rada Ministrów zdecydowała, że Horała jako pełnomocnik ds. CPK przechodzi z tym projektem do Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej. Jednocześnie nadzór nad PAŻP pozostał w resorcie infrastruktury. ©℗