Rail Baltica ma sprawić, że kolej znowu będzie mieć duże znaczenie w przewozach pasażerów i towarów z Europy Zachodniej i Środkowej na Litwę, Łotwę czy do Estonii. Realizacja inwestycji jednak się ślimaczy. W krajach nadbałtyckich trudno będzie skończyć przedsięwzięcie w tej dekadzie. Spółka PKP Polskie Linie Kolejowe zarzeka się za to, że polski odcinek z Warszawy do granicy z Litwą zostanie skończony w 2027 r.
To jednak też bardzo niepewny termin. Wszystko przez opóźnienia z kolejnymi zamówieniami publicznymi. Wbrew obietnicom z jesieni 2020 r. kolejarzom nie udało się ogłosić przetargu na gruntowną przebudowę odcinka z Białegostoku do Ełku, gdzie pociągi miałyby się rozpędzać do 200 km/h. Spółka PKP PLK późno wybrała bowiem projektanta, który przygotuje aktualizację założeń dotyczących wyższej prędkości. Z kolei w przypadku ostatniego odcinka - z Ełku przez Suwałki do granicy z Litwą w Trakiszkach - dopiero w grudniu tego roku podpisano umowę na projektowanie. Według założeń pociągi miałyby się tu rozpędzać nawet do 250 km/h. W takim wariancie na długich odcinkach linia prowadziłaby w nowym przebiegu, a to oznaczałoby konieczność wykupu gruntów, trzeba też liczyć się z możliwością protestów, które zawsze wybuchają przy przygotowaniu takich inwestycji. Budowa odcinka Ełk-Trakiszki pochłonie przynajmniej 4,5-5 mld zł.