Jednak ogłaszając tę niezwykle ważną dla lokalnej społeczności decyzję, władze spółki CPK oraz odpowiedzialny za inwestycję wiceminister infrastruktury Marcin Horała popełnili błąd. Decyzji nie przekazali mieszkańcom osobiście. Na spotkanie do remizy strażackiej w Baranowie wysłali podwładnych. To m.in. dlatego spotkanie z mieszkańcami zamieniło się w wielką awanturę z rzucaniem jajkami. Oliwy do ognia dolał nieprzebierający w słowach szef AgroUnii Michał Kołodziejczak (rolnik spod Sieradza), ale na spotkaniu liczebnie dominowali mieszkańcy, którzy mają mnóstwo obaw w związku z szykowanymi wywłaszczeniami. W procedowanej teraz ustawie o gospodarce nieruchomościami rząd chce bowiem odejść od tzw. zasady korzyści, która określa, że grunt wycenia się według sposobu przyszłego użytkowania. Władza zorientowała się, że za dominujące tam grunty rolne musiałaby zapłacić fortunę. Już teraz z powodu bliskości autostrady A2 jest presja na stawianie w tej okolicy np. magazynów firm logistycznych, co zdecydowanie podwyższa wartość ziemi. Teraz mieszkańcy boją się, że po zmianie prawa wyceny będą nawet niższe, niż wynikałoby to z wartości rynkowej. Wszystko przez to, że teren przyszłego lotniska jest na razie zamrożony dla inwestycji, a właściciele pól otrzymają za nie tyle, jakby to były działki wyłącznie rolne.
Jednocześnie wiceminister Horała wciąż podaje nierealne terminy ukończenia inwestycji już za sześć lat. Zastrzega przy tym, że byłoby to duże osiągnięcie, bo w Europie nie udało się nigdy tak szybko skończyć tak dużego przedsięwzięcia. Nierealność założeń spółka potwierdza choćby w przesłanym w zeszłym tygodniu liście do mieszkańców Baranowa. Przyznaje w nim, że według harmonogramu decyzja lokalizacyjna, która w 100 proc. potwierdzi położenie lotniska i będzie oznaczać wywłaszczenie działek, zostanie wydana w III kw. 2023 r. Jednocześnie spółka w tym samym roku chce zacząć budowę, choć jak zaznacza minister Horała, na razie będą to prace przy niwelacji gruntu czy usuwaniu roślinności. A co z projektowaniem? Pełnomocnik przyznaje, że ten etap też na dobre będzie można rozpocząć w 2023 r. Wynika z tego, że budowa zacznie się bez żadnego projektu. W praktyce będą to tylko pozorowane roboty. Ten zapowiadany harmonogram potwierdza przypuszczenia wielu obserwatorów, że z powodu wypadających wtedy wyborów rządowi zależy jedynie na symbolicznym wbiciu łopaty. Kalendarzowi wyborczemu najwyraźniej jest podporządkowana też zapowiadana od dawna data otwarcia portu w 2027 r.