Problem dotyczy wymagań, które musi spełniać od początku 2022 r. flota samorządów, a także firm, które wykonują zadania zlecone przez gminy, powiaty i województwa. Branża budowlana wspólnie z nadzorowanymi przez marszałków zarządami drogowymi zaalarmowała resort klimatu, że w przypadku wykonawców dróg wymagane limity nie są możliwe do spełnienia. Zakładają one, że od 1 stycznia 2022 r. 10 proc. floty przedsiębiorców powinny stanowić pojazdy elektryczne lub na gaz ziemny. Od początku 2025 r. ten odsetek ma wzrosnąć do 30 proc. – O ile na rynku są dostępne elektryczne auta osobowe, to np. ciężarówek na prąd brakuje – mówi Zbigniew Tabor, dyrektor zarządu dróg wojewódzkich w Katowicach. – Problemy będzie też stwarzać ładowanie pojazdów, np. na budowie obwodnicy w szczerym polu. Zasięg ciężkich pojazdów elektrycznych jest na razie ograniczony. By doładować akumulatory musiałyby jeździć wiele kilometrów i w efekcie na budowie spędzałyby niewiele czasu. Instalacja ładowarek o dużej mocy na placu robót byłaby zaś absurdem, bo okazałoby się, że wymaga to przeciągnięcia linii wysokiego napięcia – dodaje Zbigniew Tabor.
Zrzeszająca wykonawców Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa (OIGD) zaznacza, że na rynku brakuje także wyspecjalizowanych pojazdów na gaz ziemny. Organizacja dodaje, że z odpowiedzi na zapytania ofertowe skierowane do producentów wynika, że okres oczekiwania na dostawę takich samochodów waha się od 1 do 4 lat.