statystyki

Alfabet kolejowych absurdów

autor: Konrad Majszyk09.05.2014, 08:30; Aktualizacja: 09.05.2014, 08:39
Im więcej pieniędzy pompuje się w kolej, tym bardziej wychodzi na jaw jej ciemna strona mocy.

Im więcej pieniędzy pompuje się w kolej, tym bardziej wychodzi na jaw jej ciemna strona mocy.źródło: ShutterStock

Pod względem jakości taboru i stanu dworców kolej w Polsce zmienia się na lepsze. Ale wciąż jest siedliskiem absurdów, których wyplenienie potrwa lata.

Alkohol. Nie jest żadną tajemnicą, że kolejarze za kołnierz nie wylewają, a jednocześnie ubiegają się o zgodę na sprzedaż alkoholu na dworcach PKP. Dlaczego? Bo do utrzymania dworców trzeba dopłacać 150 mln zł rocznie, a bez alkoholu trudniej znaleźć najemców lokali komercyjnych. Ponieważ dla restauratorów lokal bez piwa oznacza przychody mniejsze o ok. 30 proc., to – jak to w Polsce – trzeba go obchodzić. Aprobowanym przez kolej sposobem jest zgoda na osobne wejście do restauracji: nie z dworcowej hali głównej, ale „z miasta”. Na takiej zasadzie działają lokale na stacjach m.in. w Jeleniej Górze i Malborku.

Dworcowy zakaz wynika z ustaw o wychowaniu w trzeźwości i o transporcie kolejowym. Kolej czuje się jednak dyskryminowana, bo w przeciwieństwie do dworców kolejowych pić można np. na lotniskach. Kolejnym absurdem jest to, że za popijanie na stacji grozi mandat od Straży Ochrony Kolei (do 500 zł), ale już w pociągu wjeżdżającym na tę samą stację można alkohol legalnie kupić i wypić. W tym kontekście nowego znaczenia nabiera żart: „Czy na torach wolno trąbić? Tak, ale z butelki”.

Bankomaty. Koleją zarządzają obecnie byli bankowcy, którzy częściej niż pociągami podróżują samolotem albo służbową limuzyną z kierowcą. Desant tzw. bankomatów na spółki kolejowe odbył się za czasów ministra transportu Sławomira Nowaka. Za pomysłodawcę tej operacji specjalnej uważa się jednak byłego premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, jednego z najbliższych doradców Donalda Tuska. W środowisku desant został odebrany – i słusznie – jako wotum nieufności wobec kolejowych fachowców, którzy doprowadzili firmę do ruiny. Nowa ekipa potrafi korzystać z Excela, rozumie skrót EBITDA i nie boi się wyzwań prywatyzacyjnych. W branży dominuje jednak opinia, że brak jej kolejarskiej fantazji (prawda jest taka, że sprowadzeni na kolej bankowcy mają w sobie tyle szaleństwa i polotu, co żarty Karola Strasburgera na początku „Familiady”).

Nowa ekipa w całości wywodzi się ze stajni Leszka Balcerowicza. Prezes PKP Jakub Karnowski, czyli kolejowy szef wszystkich szefów, pracował wcześniej w NBP, Banku Światowym i BRE. Do współpracy zaprosił Piotra Ciżkowicza (wcześniej w NBP). Na czele PKP Polskich Linii Kolejowych stanął Remigiusz Paszkiewicz (Ministerstwo Finansów i NBP). Giełdową spółkę PKP Cargo pilotuje Adam Purwin (PKO BP, Pekao i BRE Bank). Wicepremier Elżbieta Bieńkowska na nowego prezesa Przewozów Regionalnych wskazała Tomasza Pasikowskiego (resort finansów i NBP).

Caryca. Na patriarchalnej kolei kobiety nie mają zbyt wiele do gadania, ale akurat wicepremier Elżbiety Bieńkowskiej prawie wszyscy się boją. Relacja jest toksyczna, bo minister też wobec kolei czuje respekt. W styczniu przez jedno nieopatrznie wypowiedziane zdanie – „Sorry, taki mamy klimat”, kiedy pociągi na wiele godzin utknęły z pasażerami z powodu zamarzniętej trakcji, o mało nie wypadła z medialnych szyn. A zwrot „Sorry, taki mamy klimat” wszedł już do potocznego języka Polaków na równi z „Yes, yes, yes!” Kazimierza Marcinkiewicza.

Drogi. W krajach cywilizowanych gałęzie infrastruktury rozwijają się w sposób zrównoważony. Ale w Polsce mamy zależność odwrotnie proporcjonalną: im bardziej przybywa dróg, tym bardziej ubywa torów. Od wejścia Polski do UE – w ciągu 10 lat – liczba kilometrów autostrad i dróg ekspresowych urosła do 2,8 tys. km, czyli przybyło ich grubo ponad 2 tys. Tymczasem przez ostatnich 25 lat w naszym kraju zbudowano mniej niż 30 km nowych torów, a zamknięto 8 tys. km starych. Kiedy upadał komunizm, torów PKP było 26 tys. km, dzisiaj jest już 18 tys. km. Teoretycznie, gdyby tempo zamykania torów przez spółkę PKP PLK zostało utrzymane, to ok. 2070 r. sieć kolejowa w Polsce powinna zniknąć.


Pozostało jeszcze 83% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Dowiedz się więcej

Galerie