Ministerstwo Transportu i GDDKiA wsłuchały się w głos wzburzonego ludu i zaczynają weryfikować zasadność stawiania fotoradarów i ograniczeń prędkości na niektórych odcinkach dróg. Mają też zrobić porządek ze znakami.
Oplatanie kraju siecią fotoradarów, czego jesteśmy świadkami od kilku miesięcy, nie przysporzyło rządowi sympatii. Dlatego postanowił nieco złagodzić swoją radarową politykę i wyciągnął rękę do kierowców. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oraz Ministerstwo Transportu zbierają od obywateli informacje o drogowych absurdach: źle ustawionych fotoradarach, zbyt restrykcyjnych ograniczeniach prędkości czy niepotrzebnych znakach. Jak ustalił DGP, poprzez specjalną aplikację na stronie GDDKiA kierowcy zgłosili ok. 700 takich absurdów drogowych. I codziennie dopisują do nich nowe.
– Uwagi w większości dotyczą oznakowania pionowego i poziomego. Najczęściej powtarzającym się tematem jest zbyt restrykcyjne ograniczenie prędkości na wybranych drogach lub skrzyżowaniach – wyjaśnia Urszula Nelken, rzeczniczka GDDKiA. Chaos w miastach jednak zostanie – dyrekcja nie przyjmuje bowiem zgłoszeń dotyczących dróg miejskich, gdyż te pozostają poza jej kompetencjami.