PO zarzuca rządowi, że polscy przewoźnicy stracą przez jego nieskuteczność w negocjowaniu przepisów unijnego pakietu mobilności. PiS podkreśla, że walka w sprawie regulacji dotyczących sektora transportu jeszcze się nie skończyła.

Parlament Europejski zatwierdził w ostatecznym głosowaniu wywołujący wiele kontrowersji pakiet mobilności. Przepisy, którym sprzeciwiała się Polska i inne kraje naszego regionu, wprowadzają wiele zmian na rynku transportu drogowego. Pakiet zakłada m.in. objęcie przewoźników drogowych przepisami o delegowaniu pracowników i reguluje kwestię czasu odpoczynku kierowców.

"To głosowanie pokazało, że gdy zabraknie profesjonalnej działalności polskiego rządu na forum Rady UE i umiejętności dyplomacji w środowisku europejskim, to nawet największe wysiłki europosłów mogą pójść na marne. Niestety polscy przewoźnicy wiele przez to stracą" - oceniła w czwartek, po ogłoszeniu wyników głosowania w sprawie pakietu, zasiadająca w komisji transportu i turystyki PE europosłanka PO Elżbieta Łukacijewska.

Delegacja PiS w PE podkreśliła z kolei w oświadczeniu, że dzięki jej staraniom w tekście udało się utrzymać rozwiązania korzystne z punktu widzenia polskich firm transportowych. Chodzi m.in. o utrzymanie zwolnienia z przepisów o delegowaniu pracowników kierowców wykonujących przewozy bilateralne i tranzytowe.

Reklama

"Mimo wysiłków polskich eurodeputowanych tekst przyjęty dziś przez PE zawiera również wiele niekorzystnych zapisów, które faworyzują przedsiębiorstwa z państw Europy Zachodniej - głównie Francji, Niemiec czy Włoch, dyskryminując jednocześnie przewoźników z państw Europy Środkowej, takich jak Polska" - czytamy w oświadczeniu PiS.

Za szczególnie szkodliwe delegacja tej partii uznała objęcie zasadami delegowania kierowców wykonujących operacje transportowe w całości świadczone w państwie członkowskim, w którym firma nie ma siedziby. Chodzi o operacje kabotażu, w których europejskim liderem są polscy przewoźnicy.

Reklama

Europoseł PiS Kosma Złotowski, który koordynował prace w tej sprawie z ramienia grupy EKR, ocenił w wypowiedzi dla PAP, że pakiet mobilności jest ewidentnym przykładem protekcjonizmu gospodarczego.

"Dyskryminuje on firmy transportowe z takich krajów jak Polska, Węgry, Bułgaria i państwa bałtyckie. Zasady te są niezgodne z duchem integracji gospodarczej i zasadami jednolitego rynku. Swoboda świadczenia usług jest jedną z wartości, na których zbudowano sukces Unii Europejskiej" - ocenił.

"Oczywiście walka jeszcze się nie skończyła. Z pewnością państwa członkowskie złożą skargi na te przepisy do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości" - dodał europoseł PiS.

Politycy PiS i PO, którzy razem walczyli o lepszy kształt regulacji, zgadzają się, że przepisy w obecnym kształcie są niekorzystne. "Zastosowanie zasad delegowania do każdego rodzaju transportu międzynarodowego poza dwustronnym stworzy olbrzymie obciążenia dla firm, same zapisy będą trudne do wyegzekwowania. Natomiast konieczność powrotu ciężarówki raz na osiem tygodni spowoduje wzrost emisji CO2 i zagęszczenia ruchu na drogach" - zauważyła Łukacijewska.

"Pomimo że udało się przekonać posłów austriackich czy maltańskich, aby nie głosowali za protekcjonizmem, a za wolnym rynkiem, to nie udało się zatrzymać ofensywy niemieckich i francuskich związków zawodowych, wspartych przez polską Solidarność" - zwróciła uwagę europosłanka PO.

Jak oceniła, w skład propozycji szczególnie istotnych dla Polski wchodzi m.in. zmiana zasad wykonywania kabotażu (konieczność odbycia 4-dniowego okresu karencji) czy zakaz odbierania odpoczynku w kabinach ciężarówek podczas weekendowych postojów.

Głosowanie, którego wyniki podano w czwartek, zamyka trwający trzy lata proces legislacyjny. Przepisy wejdą w życie w 2022 r.