Po ogromnych spadkach w przewozach pasażerowie powoli wracają do pociągów. Poszczególne spółki korzystają z rekompensat w ramach tarczy antykryzysowej.
– W ostatnią niedzielę przewieźliśmy blisko 100 tys. pasażerów. W pierwszą niedzielę lipca 2019 r. było to 172 tys. podróżnych – informuje Katarzyna Grzduk, rzeczniczka PKP Intercity. Liczba podróżnych osiągnęła już zatem prawie 60 proc. stanu sprzed roku. – To całkiem dobry wynik, bo jeszcze w niektórych dniach kwietnia było to zaledwie kilka procent tego, co w 2019 r. – dodaje prezes PKP Intercity Marek Chraniuk.
W czasie obowiązywanie największych obostrzeń spółka zawiesiła większą część połączeń. Od kilku tygodni są one sukcesywnie przywracane. 22 maja wróciły na tory niektóre składy pendolino. Teraz kursuje już większość z nich. Od piątku znowu będą jeździć wagony sypialne i kuszetki do Trójmiasta, Świnoujścia, Kołobrzegu czy Zakopanego. Chraniuk liczy, że lipiec i sierpień pod względem frekwencji będą najlepszymi miesiącami dla przewoźnika. Ma nadzieję, że skoro podróżowanie po Europie jest ograniczone, to Polacy będą tłumnie jeździć pociągami nad Bałtyk czy w polskie góry.
Reklama
Jednocześnie część pasażerów przestała przestrzegać obowiązujących zasad podróżowania i nie zakłada maseczek. – Cały czas spotykamy się z nierozwagą pasażerów. Załoga pociągów przypomina o obowiązku noszenia maseczki. W przypadku bardziej opornych konieczna jest interwencja policji czy Straży Ochrony Kolei. Taka interwencja to jednak ostateczność – mówi prezes PKP Intercity.
Pasażerowie powoli wracają też do innych przewoźników. Według opublikowanych kilka dni temu przez Urząd Transportu Kolejowego danych za maj, liczba podróżnych w stosunku do kwietnia wzrosła o 60 proc. To właśnie kwiecień pod względem przewiezionych pasażerów był najgorszym miesiącem. Z usług kolei skorzystało łącznie 6 mln osób, czyli zaledwie 23 proc. wyniku sprzed roku. W maju ten odsetek osiągnął 35 proc. Choć UTK nie ma jeszcze zbiorczych wyników za czerwiec, poszczególni przewoźnicy informują o kolejnych wzrostach.

Reklama
– Pod względem liczby pasażerów osiągnęliśmy 70 proc. tego, co w czerwcu 2019 r. – mówi Janusz Malinowski, prezes Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej. Dominik Lebda, rzecznik Polregio, czyli największego przewoźnika regionalnego w Polsce, też informuje, że z tygodnia na tydzień spółka odnotowuje regularne przyrosty. Jednak frekwencja nie osiągnie prędko poziomów sprzed pandemii, bo w pociągach wciąż obowiązują obostrzenia. Można zajmować tylko połowę łącznej liczby miejsc siedzących i stojących. Przewoźnicy, których pociągi dawniej jeździły zatłoczone, twierdzą, że udaje się dotrzymywać obecnych ograniczeń.
– Czasem część podróżnych wchodzi przednimi drzwiami i gromadzi się w tej części pociągu. Wtedy obsługa prosi o przechodzenie do dalszej części składu – mówi Kamil Migała, rzecznik warszawskiej Szybkiej Kolei Miejskiej. Jednocześnie przewoźnicy liczą straty za miesiące, w których liczba podróżnych drastycznie spadła, co wiązało się też z wielkim spadkiem wpływów z biletów. Spółki kolejowe nie mają jednak tak źle, jak wiele innych branż, bo mogą korzystać z kilku mechanizmów wsparcia w ramach tarcz antykryzysowych. Przede wszystkim chodzi o możliwość trzymiesięcznego dofinansowania wynagrodzeń w przypadku zmniejszenia wymiaru czasu pracy.
Konkretne rozwiązania pomocowe dla branży dała też tarcza antykryzysowa 3.0. Zapisano w niej, że mimo spadku sprzedaży biletów przewoźnicy będą mogli się starać o podobny poziom dotacji do ulg ustawowych, jak w ubiegłym roku. W tym roku na ten cel rząd zarezerwował 600 mln zł. Dodatkowo Ministerstwo Infrastruktury może przyznawać przewoźnikom rekompensaty z tytułu utraconych przychodów, które zostaną pomniejszone o koszty wstrzymanych pociągów. W Funduszu Przeciwdziałania COVID-19 na ten ostatni cel rząd przyznał limit środków w wysokości 900 mln zł. Wnioski można składać za czas epidemii i trzymiesięczny okres po jej skończeniu. – Łącznie to spora pomoc. Złożyliśmy już odpowiednie wnioski za kwiecień. W efekcie w pierwszym półroczu 2020 r. nie będziemy mieli straty – mówi Janusz Malinowski.
Wiceminister infrastruktury Andrzej Bittel podaje, że pierwsze rekompensaty w ramach tarczy antykryzysowej 3.0 zostały już wypłacone. – We wnioskach pojawiają się jednak błędy. Spółki muszą poprawiać dokumenty – zaznacza Bittel. Z rozwiązań z tarczy antykryzysowej 3.0 korzysta także spółka PKP Intercity. Jej prezes nie wyklucza, że to może nie wystarczyć. Chraniuk chciałby, by straty związane z epidemią uwzględnić także w negocjacjach na temat 10-letniej umowy o dofinansowaniu, którą przewoźnik ma podpisać z Ministerstwem Infrastruktury. Kontrakt będzie dotyczyć świadczenia międzywojewódzkich i międzynarodowych przewozów pasażerskich w latach 2021–2030.
Ministerstwo Infrastruktury w odpowiedzi na pytania DGP przyznaje, że trzeba liczyć się z tym, iż odbudowa oferty wymaga jeszcze czasu. Jednak resort przyjął założenie, że sytuacja na rynku przewozowym wróci do stanu sprzed epidemii w 2021 r. wraz z wejściem w życie nowej umowy z PKP Intercity. W zeszłym roku wstępnie pojawiła się kwota 19,5 mld zł dofinansowania dla przewoźnika do 2030 r., ale dziś resort nie chce mówić o ostatecznych kwotach. Nie został jeszcze definitywnie określony kształt przyszłej oferty przewozowej i zakładanych inwestycji w tabor. To właśnie dzięki tej umowie PKP Intercity chce zamawiać kolejne pociągi, m.in. szybkie składy, które miałyby kursować do Centralnego Portu Komunikacyjnego.
W kwietniu z usług kolei skorzystało łącznie zaledwie 6 mln osób