W kończącej się perspektywie unijnej na lata 2014–2020 na duże projekty transportowe Polska ma do wydania ponad 100 mld zł. 42 mld zł ma trafić na budowę dróg. Jak przyznało właśnie koordynujące wydawanie pieniędzy Centrum Unijnych Projektów Transportowych, drogowcy mają najlepsze tempo wykorzystania funduszy z Brukseli. Według danych na koniec zeszłego roku zatwierdzono już 58 proc. płatności na budowę dróg.

Choć, jak przyznaje Joanna Lech, szefowa CUPT, jesteśmy na ostatniej prostej z realizacją tej perspektywy unijnej, to w przypadku kolejarzy odsetek zatwierdzonych płatności z UE sięgnął zaledwie 29 proc. Jest zatem o połowę niższy niż w przypadku dróg.

W kolejach największym beneficjentem jest spółka PKP Polskie Linie Kolejowe, która ma do wydania kilkadziesiąt miliardów na modernizację torów. Te inwestycje rozkręcają się jednak powoli. Część przetargów długo czekała na rozstrzygnięcie, bo zgłaszane ceny znacznie przekraczały kosztorysy. W efekcie kolejarze musieli czekać, aż resort infrastruktury przyzna brakujące środki.

Szef PKP PLK Ireneusz Merchel zaznacza, że kiedy w 2016 r. przejmował stery w spółce, nie mógł ogłaszać zbyt wielu przetargów, bo poprzednicy zostawili mało gotowych projektów.

Według Joanny Lech są szanse, że kolejarze nadrobią zaległości i wykorzystają przyznane im środki. Zgodnie z zasadą „N+3” wszystkie pieniądze z perspektywy na lata 2014–2020 muszą być wydane do końca 2023 r.

Także miasta nie śpieszą się z wydawaniem unijnych pieniędzy. Tu odsetek zatwierdzonych płatności również wyniósł 29 proc. Samorządy często niezbyt sprawnie przygotowują przetargi na zakup taboru czy budowę nowych tras tramwajowych. W przypadku Warszawy nie jest pewne, czy do 2023 r. uda się zbudować planowaną linię do Wilanowa. Jak dotąd, zlecono jedynie przygotowanie projektów.

Pewne jest już, że w kolejnej perspektywie, na lata 2021–2027, Unia nie będzie już tak hojnie dofinansowywać projektów drogowych. Nacisk postawiony ma być na kolej i projekty związane z rozwojem transportu publicznego w miastach. Przedstawiciele CUPT zaznaczają, że projekty drogowe nie będą z góry odrzucane, jednak przy ocenianiu pomysłów więcej punktów dostaną te, które będą miały pozytywny wpływ na środowisko. Zapewne szanse na dofinansowanie będą miały inwestycje dotyczące budowy obwodnic miast. Komisja Europejska raczej nie będzie chciała dopłacać do budowy tras ekspresowych.

Nową politykę Brukseli chce wykorzystać spółka Centralny Port Komunikacyjny. Oprócz nowego lotniska szykuje się też do budowy tras kolejowych. Nie tylko pomogłyby dostać się w szybki sposób do CPK, lecz także znacznie usprawniłyby podróż po całym kraju. Wiceprezes CPK Piotr Malepszak zakłada m.in., że do 2030 r. uda się zbudować linię „Igrek”, czyli szybką trasę z Warszawy przez port w Baranowie, Łódź do Wrocławia z odnogą do Poznania. Dzięki niej podróż ze stolicy do Wrocławia ma się skrócić do dwóch godzin.

W tym roku mają rozkręcić się prace środowiskowe, a przetargi na konkretne projekty nowych linii mają zostać ogłoszone w 2021 r. CPK liczy, że na przygotowanie dokumentacji uda się jeszcze znaleźć środki z UE w ramach obecnego budżetu. Jak dotąd, z programu „Łącząc Europę” udało się zdobyć 2 mln euro na projekt nowej linii z Katowic do Ostrawy. Dzięki niej usprawniony ma zostać przejazd pociągiem z Polski do Czech. Jednocześnie ma być przywrócony transport kolejowy do Jastrzębia-Zdroju, które teraz jest największym miastem w Polsce bez dostępu do torów PKP.

Polski rząd naciska Komisję Europejską, by w nowej perspektywie budżetowej zostały uwzględnione także środki na udrożnienie rzek. Ministerstwo Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej w pierwszej kolejności zamierza przywrócić dobrą żeglowność na Odrze.