Dwóch kierowców zatrudnionych w stołecznej firmie Fal-Bruk od miesięcy próbuje zainteresować organy kontrolne praktykami stosowanymi w ich firmie. – Kierowcy muszą jeździć po 11, a nawet 12 godzin. To niezgodne z przepisami o czasie pracy kierowców. Ale wystarczy, że ktoś włoży kartę do tachografu np. cztery godziny po rozpoczęciu pracy i na papierze wszystko się zgadza. Widziałem też, jak niektórzy koledzy wyrzucają zużyte tarczki do tachografów albo od razu, by nie było dowodów, je palą. Dwie takie niezniszczone tarczki zabezpieczyłem nawet dla inspekcji – mówi nam jeden z kierowców, który prosi o zachowanie anonimowości.

Słowo przeciwko słowu

Gdy skontaktowaliśmy się z właścicielem firmy, ten wszystkiemu zaprzeczył. – To pomówienia złośliwych pracowników. Każdy kierowca musi się stosować do obowiązującego w firmie regulaminu i powszechnie obowiązującego prawa. Poza tym mamy rynek pracownika. Gdyby jakikolwiek pracodawca kazał zatrudnionemu zostać choćby dwie godziny dłużej, to na drugi dzień ten nie przyszedłby do pracy – odpiera zarzuty Bogdan Falenta, właściciel Fal-Bruku.

źródło: DGP

Chyba że dłuższa praca, z naruszeniem przepisów o czasie pracy, opłaca się nie tylko pracodawcy, ale i kierowcom, którzy mogą dzięki temu zarobić więcej. – Nie ma możliwości, by kierowca wziął na siebie taką odpowiedzialność. Zresztą u mnie w firmie nie ma takiej potrzeby, by kierowcy jeździli aż tak długo, bo jeśli ktoś pracowałby po 11 czy 12 godzin na dobę, to następnego dnia byłby zupełnie niewydajny. Dlatego jestem zdziwiony tymi insynuacjami – ucina Bogdan Falenta.

Wiele skarg napływających do ITD okazuje się elementem walki konkurencyjnej podmiotów gospodarczych na rynku

Wszystkie wątpliwości mogłaby rozwiać kontrola Inspekcji Transportu Drogowego w firmie. Mimo oficjalnych zawiadomień składanych przez kierowców na policji i w ITD, nie została jednak wszczęta. – Do mazowieckiego wojewódzkiego inspektora transportu drogowego w 2018 r. wpłynęły dwie określone z imienia i nazwiska skargi. W odpowiedzi MWITD wskazał, że dotychczas przeprowadzone kontrole drogowe nie wykazały naruszeń, tym samym brak jest podstaw prawnych do przeprowadzenia ich w siedzibie przedsiębiorstwa. Jednocześnie informacje o zgłoszonych nieprawidłowościach zostały przekazane inspektorom i będą wykorzystane podczas kontroli drogowych – informują przedstawiciele biura prasowego Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego.

Inspekcja wskazuje na art. 72 pkt 2 ustawy o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2140 ze zm.), który stanowi, że kontrolowany jest obowiązany „w uzasadnionych przypadkach wynikających z przeprowadzonej kontroli pojazdu na drodze” udostępnić kontrolerom „obiekt, siedzibę przedsiębiorcy oraz wszystkie pomieszczenia, w których przedsiębiorca prowadzi działalność gospodarczą bądź też przechowuje mienie przedsiębiorstwa”.

Ważniejsza ocena ryzyka

Czy stwierdzenie nieprawidłowości na drodze jest jedyną i wyłączną podstawą do przeprowadzenia kontroli w siedzibie firmy? – Zgodnie z ustawą – Prawo przedsiębiorców kontrole planuje się i przeprowadza po uprzednim dokonaniu analizy prawdopodobieństwa naruszenia prawa w ramach wykonywania działalności gospodarczej. Analiza obejmuje identyfikację obszarów, w których ryzyko naruszenia przepisów jest największe. Sposób jej przeprowadzenia określa organ kontroli lub organ nadrzędny – tłumaczy Szymon Huptyś, rzecznik prasowy Ministerstwa Infrastruktury. Dodaje też, że zgodnie z dyrektywą 2006/22/WE w sprawie minimalnych warunków wykonania rozporządzeń dotyczących przepisów socjalnych odnoszących się do działalności w transporcie drogowym państwa członkowskie są zobowiązane do wprowadzenia systemu oceny ryzyka w przedsiębiorstwach, opartego na względnej liczbie i wadze naruszeń przepisów rozporządzenia (WE) nr 561/2006 i (UE) nr165/2014, popełnionych przez określony podmiot. W Polsce określa go rozporządzenie w sprawie systemu oceny ryzyka podmiotów wykonujących przewóz drogowy w zakresie występowania naruszeń dotyczących czasu prowadzenia pojazdu, obowiązkowych przerw i czasu odpoczynku kierowców (Dz.U. z 2019 r. poz. 2123).

Zgodnie z tym aktem ustalanie współczynnika ryzyka następuje na podstawie analizy wyników kontroli drogowych. – Przedsiębiorstwa o wysokim stopniu ryzyka są sprawdzane dokładniej i częściej, działania takie są planowane z uwzględnieniem dotychczasowych doświadczeń i prowadzone także w przypadkach, gdy kontrole drogowe ujawniły poważne naruszenia – tłumaczy Szymon Huptyś. I zaznacza, że wiele zgłoszeń i skarg napływających do ITD okazuje się elementem walki konkurencyjnej podmiotów gospodarczych na rynku, a część informacji w nich zawartych jest nieprawdziwa. – Dlatego też niezwykle ważne jest dokonanie analizy posiadanych informacji pod kątem zasadności podjęcia kontroli w siedzibie przedsiębiorcy, tak aby niepotrzebnie nie zakłócać legalnie prowadzonej działalności gospodarczej – dodaje rzecznik MI.

Trzeba zaostrzyć prawo

Problem z zainicjowaniem kontroli mają nawet związki zawodowe. – A jak się już to uda, to kontrole trwają po 1,5 roku albo 2 lata i końca nie widać. W takich sytuacjach jesteśmy bezradni. Dlatego radzimy kierowcom zmuszanym do przekraczania czasu pracy, by widząc na drodze patrol ITD, sami się zatrzymywali i zgłaszali to inspektorom – mówi Tadeusz Kucharski z Krajowej Sekcji Transportu Drogowego NSZZ „Solidarność”. – Jako osoby zgłaszające unikną kary, a ITD będzie miała obowiązek wejść do firmy. Inna sprawa, że często kierowcy nie mają nic przeciwko dłuższej jeździe, bo wówczas zarabiają więcej. Dlatego postulujemy zaostrzenie prawa w taki sposób, żeby kierowcom nie opłacało się go naruszać. Osoba, która stosuje wyłączniki albo jeździ na cudzej karcie, powinna mieć zabierane prawo jazdy na określony czas – postuluje Kucharski.