Rząd ma nowy pomysł na to, jak przywrócić do życia upadające połączenia autobusowe. Uzdrowić rynek ma m.in. nowa definicja komunikacji miejskiej. Eksperci są jednak sceptyczni i przekonują, że może nas ona drogo kosztować, a powrót do zdrowia jest niepewny.
Po blisko trzech miesiącach od zakończenia konsultacji publicznych Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przedstawiło długo wyczekiwany projekt ustawy o publicznym transporcie zbiorowym.
Zasadniczo resort nie zmienił głównego kierunku, w którym chce podążać z reformą, na którą branża i samorządy czekają od lat. Dalej panaceum na wykluczenie komunikacyjne i zjawisko białych plam w transporcie (gdy mieszkańcy mają codzienną trudność z dotarciem np. do pracy, szpitala, szkoły) ma być obowiązkowe łączenie tras obleganych i niedochodowych w pakiety, które obsługiwałyby wyłaniane w przetargach firmy.