Bezpieczeństwo danych osobowych to temat dyskutowany we wszystkich krajach. Znalezienie rozsądnego kompromisu między zakresem danych ściśle chronionych a ich dostępnością dla służb bezpieczeństwa publicznego jest problemem, który chyba już zawsze będzie nam towarzyszył. Wynika to z gwałtownie rozszerzających się konfliktów międzynarodowych i światowego terroryzmu oraz z szybkiego rozwoju technologii teleinformatycznych umożliwiających gromadzenie danych.
Ale to niejedyny problem związany z wykorzystywaniem wielkich zbiorów danych. Historią ilustrującą inne możliwości fatalnych konsekwencji dostępu do szerokich danych dotyczących poszczególnych osób było pewne znamienne wydarzenie w stanie Oregon w USA. 13 lat temu policja zaaresztowała tam kobietę pod zarzutem morderstwa byłego kochanka. Po prowadzonym przez dwa lata śledztwie skazano ją na 15 lat więzienia. Koronnym, w istocie jedynym, dowodem winy skazanej były dane pozyskane od operatora sieci komórkowej, wskazujące na fakt przebywania przez nią w momencie morderstwa na miejscu zbrodni.
Reklama
Po 10 latach spędzonych w więzieniu kobieta została niedawno zwolniona w wyniku kolejnej rozprawy, która w pełni uniewinniła ją od postawionego zarzutu. Powodem uniewinnienia było wykazanie przez biegłych braku wiarygodności danych dostarczonych przez operatora sieci. W celu wyjaśnienia istoty omawianej sytuacji przedstawili oni analizę dotyczącą sposobu realizowania połączeń w sieciach komórkowych. Otóż, zapewne wbrew typowej intuicji, telefon komórkowy nie zawsze łączy się z siecią za pośrednictwem najbliżej położonej anteny stacji bazowej (wieży przekaźnikowej).

Reklama
W rzeczywistości nawet dzwoniąc dwa razy z tego samego miejsca możemy połączyć się z dwiema antenami oddalonymi od siebie często o wiele kilometrów. Zależy to od wielu czynników, także takich, jak grubość ścian w pomieszczeniu, z którego telefonujemy, ruchu samochodowego na zewnątrz, obecności w okolicy zbiorników wody czy jakości używanego telefonu, przy czym informacja o drodze połączenia nie jest zazwyczaj zapisywana. W omawianym przypadku okazało się, że w okolicach miejsca zbrodni połączenia mogły być realizowane za pośrednictwem anten położonych w odległości przekraczającej 30 km. Biegli sądowi udowodnili, że o ile takie dane mogą być wykorzystane do orientacyjnego ustalenia miejsca wykonywania połączenia, precyzyjne ustalenie tego miejsca jest niemożliwe. Byłoby to możliwe wyłącznie przy specjalnym wykorzystaniu aż trzech sąsiadujących ze sobą anten, czego na obszarze będącym przedmiotem sporu nie stosowano.
Sprawa jest naprawdę poważna. W Stanach Zjednoczonych tylko jeden operator, AT&T, na potrzeby różnych procedur śledczych i sądowych dostarcza ponad 60 tys. informacji dotyczących lokalizacji rocznie. A stan faktyczny, powtórzmy, jest dzisiaj taki, że o ile pewne orientacyjne ustalenia dotyczące na przykład miasta, z którego dokonano połączenia, można uznać za dostatecznie wiarygodne, o tyle wykorzystywanie takich danych do bardziej szczegółowego ustalania lokalizacji budzi zasadnicze wątpliwości. 10 lat spędzonych niewinnie w więzieniu to przykład drastyczny – ale ile innych, na szczęście zapewne mniejszych omyłek wynikających ze złej interpretacji danych teleinformatycznych popełniają codziennie różne sądy na całym świecie.