Operatorzy kuszą ofertami internetu mobilnego bez limitów. Jednak taka usługa ma bariery, po których prędkość odbioru danych znacząco spada. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów bada, czy konsumenci nie są wprowadzani w błąd.
– Prowadzimy postępowania wyjaśniające w sprawie dwóch przedsiębiorców: Polkomtela oraz Cyfrowego Polsatu – informuje Paweł Ratyński z biura prasowego UOKiK.
Reklama
Urząd sprawdza, czy konsumenci mogli być wprowadzeni w błąd przez reklamę o „nielimitowanym internecie”. Jerzy Minorczyk z Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy IAA Polska przypomina też, że już latem Komisja Etyki Rady Reklamy rozpatrywała kilka skarg konsumenckich dotyczących tych haseł reklamowych. Operatorzy argumentowali wówczas, że klienci zachowują dostęp do sieci nawet po przekroczeniu limitu danych; zmieniają się tylko parametry techniczne usługi, czyli zmniejsza się prędkość do ok. 1 Mbt/s. Według nich nie jest to jednak prędkość uniemożliwiająca korzystanie z internetu.

Reklama
Mimo tych wyjaśnień Komisja Etyki wydała orzeczenie niekorzystne dla operatorów. Jak mówi Marcin Gruszka, rzecznik prasowy Playa, firma przestała już reklamować rzekomy brak limitów w przypadku usług internetu komórkowego. A to dlatego, że w tego rodzaju usługach, w zależności od operatora, sieć zwalnia nawet do 8–32 Kb/s. Korzystanie z internetu o takim przesyle jest niemal niemożliwe.
– Jeśli przedsiębiorca wskazuje w ofercie, że konsument nabywa usługę obejmującą nielimitowany ilościowo dostęp do internetu, po czym okazuje się, że jest to ograniczony pakiet danych, to takie działanie może zostać uznane za nieuczciwą praktykę rynkową lub czyn nieuczciwej konkurencji, naruszające zbiorowe interesy konsumentów – komentuje Krzysztof Muciak, wspólnik w kancelarii JSLegal.
Jak mówi, przedsiębiorca nie może zakładać, że konsument, podpisując umowę, zdaje sobie sprawę, że prędkość transferu po wyczerpaniu pakietu utrudni mu korzystanie z usługi.
– To wiedza techniczna, której nie można oczekiwać od przeciętnego konsumenta – uważa mec. Muciak.
Również Jerzy Minorczyk podkreśla, że oferta musi być możliwie czytelna.
– Zawsze należy piętnować tych, którzy w sposób świadomy wprowadzają klientów w błąd – mówi ekspert.
I dodaje, że warto prowadzić także edukację konsumentów, by zapoznawali się oni z całą ofertą, a nie tylko z jej skrótem, który naturalnie akcentuje przede wszystkim profity. Liczba świadomych klientów wzrasta jednak z każdym rokiem, w efekcie – zdaniem Minorczyka – liczba skarg ze strony konsumentów na oferty rzekomo wprowadzające w błąd będzie malała.