Ma być szybciej, bezpieczniej i bez wpadek. Zmieniający operatora nie dostanie już faktur od dwóch firm za ten sam miesiąc. W ciągu dwóch miesięcy UKE będzie kontrolował wszystkie wnioski o przeniesienie numeru.
Reklama
Zmiany będą możliwe dzięki Platformie Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych (PLI CBD), którą UKE buduje od kilku lat. Kontrola wniosków o przeniesienie numeru do innego operatora to nowa funkcja systemu uruchomiona pod koniec czerwca. W razie wykrycia nieprawidłowości UKE będzie mógł nakazać operatorowi, by zmienił sposób postępowania. UKE może też być mediatorem w ewentualnym sporze z abonentem, a wreszcie – w przypadku nagminnego naruszania przepisów – może nałożyć na operatora karę finansową.
Choć dziś przenoszenie numerów jest relatywnie proste, procesowi temu od lat towarzyszą problemy. Sytuacja opisywana na jednym z internetowych forów: klient przeniósł numer, a pod koniec miesiąca dostał dwie faktury od każdego z operatorów. Teraz – twierdzi UKE – koniec z tym. Przenoszenie numerów ma być proste, bezbolesne i przebiegać z poszanowaniem praw abonenta.

400 tys. osób tylu abonentów przeniosło numer telefoniczny w 2009 r.

PLI CBD to zarządzany przez regulatora system informatyczny służący do wsparcia pracy służb ratunkowych, gromadzenia danych użytkowników telefonii, komunikacji z operatorami i kontroli respektowania praw abonentów. System jest tworzony przy wsparciu środków unijnych, koszt po stronie polskiej administracji wyniesie 12,5 mln zł. Całościowa wartość systemu musi być wyższa, bo operatorzy mieli obowiązek dorzucić się do inwestycji – w końcu wszyscy mają z niego korzystać. Konkretnych kwot jednak nie ujawniają.
– Chodziło o to, żeby usprawnić rozliczanie się między operatorami, zachować kontrolę nad stosowaniem się przez telekomy do uprawnień klientów i całkowicie ten proces scyfryzować – mówi rzecznik UKE Dawid Piekarz. – To, co obecnie funkcjonuje na rynku w zakresie obsługi przenoszenia numeru, trudno uznać za system, ale raczej za zlepek wielu różnych sposobów, często prowadzących do prób pozbawienia abonentów ich uprawnień – dodaje i wskazuje, że największe problemy występowały w związku z przeniesieniem numerów stacjonarnych.
Dzisiejsze problemy klientów z przenoszeniem numerów to i tak spacerek w porównaniu do lat ubiegłych. Dawniej już po numerze można było określić, z jakiej sieci korzysta jego posiadacz. Numery z piątką z przodu należały do Idei (dziś Orange), te z szóstką – do Ery (dziś T-Mobile). Choć już dekadę temu użytkownicy mieli pewne możliwości przeniesienia numeru, mało kto z nich korzystał, bo wiązało się to z kosztami i długą procedurą. W 2006 r. taka usługa kosztowała jednorazowo nawet 150 zł. W przepisach nie określono bowiem górnej granicy opłaty, a jedynie ogólną zasadę, że jej „wysokość nie powinna zniechęcać do korzystania z tego uprawnienia”. Na domiar złego, nie zawsze udało się numer przenieść, a telekomy w oświadczeniach zrzucały winę jeden na drugiego.
Aż przyszedł 2009 r. i sprawą zainteresowała się Komisja Europejska. Według jej szacunków procedura zajmowała w Polsce średnio 28 dni, a kosztowała ok. 50 zł. Nic więc dziwnego, że na przeniesienie numeru decydowało się ok. 0,5 proc. posiadaczy komórek. Te cyfry lokowały Polskę na ostatnim miejscu w UE. W innych państwach numery przenosiło średnio 20–30 proc. użytkowników. – Mamy problem: w niektórych krajach przeniesienie numeru do innego operatora trwa bardzo długo. Człowiek ma szczęście, jeśli jest Irlandczykiem albo Maltańczykiem. Polscy konsumenci nie mają już tyle szczęścia – komentowała Viviane Reding, ówczesna komisarz ds. społeczeństwa informacyjnego.

1,2 mln tylu przeniosło numer w 2014 r.

KE naciskała na Polskę, by złagodziła przepisy. Zmiany wprowadzono w połowie 2009 r. Przenoszenie stało się darmowe, a rozpatrzenie wniosku miało potrwać od kilku godzin do doby. Przy okazji ukrócono telekomom kilka pobocznych kanałów zarobku, bo dostały np. zakaz zawierania pierwszej umowy z klientem na dłużej niż dwa lata, co dla klienta było równoznaczne ze związaniem rąk i przepłacaniem. Choć zmiany zostały wprowadzone w połowie roku, od razu dało się zauważyć, jak mocno przepisy blokowały klientów.
W 2009 r. numer przeniosło 400 tys. osób, czterokrotnie więcej niż w 2008 r. Ich liczba systematycznie rosła; w 2011 r. dobiła do historycznego miliona, w ubiegłym roku numer przeniosło ponad 1,2 mln abonentów. Najbardziej skorzystał na tym Play, bo odliczając tych, którzy z numerami uciekli do innych operatorów, rok zakończył z 590 tys. numerów przeniesionych z innych sieci. Reszta operatorów miała ujemne bilanse – z Orange uciekło 47 tys. numerów, z T-Mobile 236 tys., z Plusa aż 298 tys.
PLI CBD wciąż będzie oferować pierwotną funkcję, jaką była lokalizacja. – Ktoś dzwoni, by zgłosić wybuch gazu, i połączenie zostaje przerwane. Jesteśmy w stanie namierzyć obszar, z którego dzwonił i wysłać odpowiednie służby – mówi Dariusz Piekarz. Namierzenie zajmuje średnio trzy sekundy. System jest w stanie obsłużyć 15 tys. wywołań na minutę i 40 mln na miesiąc. W zeszłym roku UKE otrzymał 24 mln zapytań o lokalizację.

24 mln tyle razy w zeszłym roku UKE wspomógł służby ratunkowe, lokalizując zgłaszającego wypadek