Urząd Komunikacji Elektronicznej zakończył konsultacje w sprawie decyzji dotyczącej obowiązków regulacyjnych nałożonych na Orange na rynku szerokopasmowego internetu. Gdyby została przyjęta w proponowanym przez UKE kształcie, Orange nie miałby już obowiązku udostępniania konkurencji swoich łączy na obszarze większości największych szerokopasmowych rynków miejskich z wyłączeniem Gdańska, Krakowa i Poznania. Deregulacja objęłaby 76 gmin w całej Polsce.
Reklama
Zdjęcie z operatora obowiązku dzielenia się infrastrukturą z takimi graczami jak Netia zachęcałoby do inwestowania w sieci światłowodowe.
Orange podkreśla, że kilka lat temu, gdy regulacja wchodziła w życie, miał ponad 80 proc. udziału w rynku usług internetowych. Dziś, jak wynika z wyliczeń UKE, na terenach zaproponowanych przez urząd do deregulacji średnio nie osiąga nawet 30 proc.
Wprawdzie UKE nie opublikował jeszcze opinii zgłoszonych w trakcie konsultacji, ale jak informował branżowy portal Rpkom, alternatywni operatorzy protestują przeciwko zdjęciu z Orange regulacyjnych kajdan, chociaż większość (16 na 24) podmiotów składających opinie poparło plany UKE.
Netia, która przez kilka lat była największym beneficjentem regulacji ciążących na Orange (dzięki nim ma nadal około 250 tys. abonentów internetu), domaga się ponownej analizy. Uważa, że urząd nie zbadał faktycznej sytuacji użytkowników.
Zgadza się z tym Adam Jasser, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. W opinii złożonej w konsultacjach wytknął UKE, że „stanowiącą podstawę rozstrzygnięcia analizę rynku przeprowadzono w oparciu o nieaktualne i nieobrazujące trendów rynkowych dane”. Szef UOKiK dodaje także, że UKE nie uwzględnił danych z 2011 r. a „pominięcie szerszej perspektywy czasowej narusza przepisy prawa telekomunikacyjnego”.