Jedna gmina – jedna kwota gwarantowana, czyli 100 tys. euro. Nie ma znaczenia, że jej jednostki organizacyjne podpisywały osobne umowy na prowadzenie rachunku – na takim stanowisku stoi Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Gminy uważają, że zostały wprowadzone w błąd, a interpretacja ta jest nieprawidłowa.
Po tym, jak Komisja Nadzoru Finansowego zawiesiła od 21 listopada 2015 r. działalność Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Banku) i wystąpiła o ogłoszenie jego upadłości, wiele gmin znalazło się w trudnej sytuacji. Ich konta zostały zablokowane.
Reklama
Kilka dni później Bankowy Fundusz Gwarancyjny i zarząd komisaryczny przekazały gminom informację, w jaki sposób będzie im wypłacana kwota gwarantowana w wysokości 100 tys. euro. Kwota gwarantowana jest obliczana od sumy środków pieniężnych ulokowanych na wszystkich rachunkach w SK Banku przez jednostkę samorządu terytorialnego oraz rachunkach prowadzonych na rzecz jej jednostek organizacyjnych, które nie posiadają odrębnej osobowości prawnej ani zdolności prawnej – wynika z informacji BFG, którą opublikował on 25 listopada na swoich stronach.

Reklama
Niespodziewana zmiana frontu
Dla gmin jest to zupełne zaskoczenie. Twierdzą, że zostały przez zarząd komisaryczny SK Banku oraz przez BFG wprowadzone w błąd, bo inną interpretację prawa obie instytucje przedstawiały kilka miesięcy temu tuż po tym, jak w sierpniu br. został wprowadzony zarząd komisaryczny, a co innego twierdzą obecnie.
– Kilka miesięcy temu otrzymaliśmy zgoła odmienną informację: że każda jednostka organizacyjna samorządu, która była klientem SK Banku, będzie traktowana jako oddzielny klient i jej wkłady do 100 tys. euro będą podlegały zwrotowi w przypadku upadku banku. Taką interpretację przedstawił nam zarząd komisaryczny, takie potwierdzenie uzyskaliśmy od pracownika BFG – relacjonuje Robert Perkowski, burmistrz gminy Ząbki.
Gminy spodziewały się, że każda jednostka zostanie potraktowana jako oddzielny klient, tym bardziej że poszczególne jej jednostki organizacyjne – szkoły, przedszkola, miejskie ośrodki kultury, podpisywały z bankiem oddzielne, samodzielne umowy na prowadzenie rachunków bieżących. – Każdą z umów podpisywał dyrektor danej placówki jako osoba kierująca placówką – wyjaśnia burmistrz. Co więcej – ja jako burmistrz nie mógłbym podpisać żadnej z tych umów, bo dla banku stroną w umowie był dysponent środków, czyli dana jednostka – dodaje.
Pat: jak rozwiązać umowę
Powstaje pytanie, czy gminy nie powinny rozwiązać umów w sytuacji, kiedy kilka miesięcy temu w SK Banku został ustanowiony zarząd komisaryczny. – Umowa z bankiem prowadzącym rachunki gminne musiała być podpisana zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych, a więc poprzedzał ją przetarg. Zwłaszcza że nawet w sytuacji, kiedy w SK Banku ustanowiony został zarząd komisaryczny, a umowa była realizowana prawidłowo, więc nie było podstaw do jej unieważnienia. Mogliśmy wystąpić o rozwiązywanie umowy za porozumieniem stron. Oczywiście wystąpiliśmy o to do zarządu komisarycznego, ale otrzymaliśmy odpowiedź odmowną – wyjaśnia burmistrz Ząbek.
Powstał w ten sposób swoisty pat. – Nie mieliśmy zatem prawa, by rozpisać kolejny przetarg na to samo zamówienie publiczne – dodaje.
Próba obrony
Sytuacja samorządów byłaby jeszcze gorsza, gdyby we wrześniu kilka gmin nie podjęło decyzji o ograniczeniu pieniędzy pozostających na kontach w SK Banku. Wycofaliśmy główne środki, na rachunkach bieżących trzymaliśmy jedynie minimalne kwoty na funkcjonowanie jednostek. Nadwyżki lokujemy na lokatach terminowych w innych bankach – mówi burmistrz Perkowski.
W znacznie gorszej sytuacji są gminy, które tego nie zrobiły. Wieliszew, jeszcze na kilka dni przed zawieszeniem działalności banku, otrzymał znaczną kwotę środków dofinansowania unijnego. Na subkonta gminy wpłynęły unijne pieniądze przeznaczone na dofinansowanie budowy kanalizacji w dwóch miejscowościach: Michałowie-Reginowie i w Łajskach – razem prawie 2,3 mln zł.
Resort finansów wyjaśni
Sprawa interpretacji stanęła już na forum Sejmu. 26 listopada posłowie PiS Piotr Uściński i Jacek Sasin zapytali przedstawiciela resortu finansów, dlaczego BFG i zarząd komisaryczny podawały gminom odmienną interpretację, która wprowadzała w błąd, a teraz przedstawiają odmienną. – Gdyby przyjąć taką interpretację, wiele samorządów poniesie bardzo duże straty sięgające często 1 mln zł wkładu, które będą nie do odzyskania – mówił Jacek Sasin.
– Obecnie nie jestem niestety w stanie dokładnie odpowiedzieć – powiedział Leszek Skiba, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów. Jednocześnie zadeklarował, że resort finansów przyjrzy się działaniom KNF oraz BFG w tej sprawie.
Zdaniem samorządowców to, czy jednostki organizacyjne posiadają osobowość prawną, można różnie intepretować.
Spór o interpretację
Biorąc pod uwagę definicję jednostki budżetowej z art. 11 ust. 1 ustawy z 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 885 ze zm.) – rzeczywiście nie mają osobowości prawnej. Ale już ustawa z 29 stycznia 2004 r. – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 907 ze zm.) mówi co innego. „Jednostka organizacyjna ma prawo przygotowania i przeprowadzenia postępowania o udzielenie zamówienia publicznego oraz udzielenia zamówienia publicznego, czego następstwem jest zawarcie umowy, której jest stroną. Tak określone obowiązki jednostki budżetowej jednoznacznie przesądzają, iż w ramach konkretnego stosunku cywilnoprawnego, jakim jest zawarcie i wykonywanie umowy zawartej w trybie ustawy – Prawo zamówień publicznych, jest ona uznawana za posiadającą zdolność prawną i zdolność do czynności prawnej” – wynika z jednej z interpretacji.