Mateusz Karciarz, prawnik w Kancelarii Radców Prawnych Zygmunt Jerzmanowski i Wspólnicy sp.k. w Poznaniu
Niegdyś było to kwestionowane przez sądy administracyjne, dziś – po nowelizacji ustawy czystościowej – jest prawnie dopuszczalne. Co więcej, faktycznie może przynieść samorządom korzyści. Miks metod stosują już np. Głogów i Wrocław, niebawem wprowadzi go Warszawa.
O możliwości mieszania metod naliczania opłat za odpady komunalne stanowi art. 6j ust. 2a ustawy z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach (t.j. Dz.U. z 2021 r. poz. 888; ost.zm. Dz.U. z 2021 r. poz. 1648; dalej: u.c.p.g.). Obecne jego brzmienie ukształtowane zostało ostatnią nowelizacją, która w swojej zasadniczej części weszła w życie 23 września 2021 r. Zmiana niejako została wymuszona przez sądy administracyjne, które swoim orzecznictwem zaczęły kwestionować intencje ustawodawcy przy uprzednim brzmieniu tego przepisu, zwłaszcza w kontekście dopuszczalności różnicowania metody od gospodarstwa domowego. Obecnie przepis ten stanowi, że „Rada gminy może zróżnicować stawki opłat, o których mowa w ust. 1 i 2, w zależności od powierzchni użytkowej lokalu mieszkalnego, ilości zużytej wody z danej nieruchomości lub lokalu mieszkalnego, liczby mieszkańców zamieszkujących nieruchomość, liczby osób lub ilości zużytej wody w gospodarstwie domowym, odbierania odpadów z terenów wiejskich lub miejskich, a także od rodzaju zabudowy lub od faktu objęcia nieruchomości uchwałą, o której mowa w art. 2a ust. 1. Rada gminy może stosować łącznie różne kryteria różnicujące stawki opłat”. Dopuszczalność takiego działania bez wątpienia jest słuszna - gminy mając do realizacji obowiązkowe zadanie polegające na zapewnieniu odbierania odpadów komunalnych od właścicieli nieruchomości, powinny mieć jak najszerszą swobodę w kształtowaniu reguł, na podstawie których będą obciążać tych właścicieli stosowną opłatą śmieciową.