Od prawie dwóch lat gminy mogą zakładać centra usług społecznych (CUS). W założeniu mają to być instytucje, w których są koncentrowane i rozwijane różnego typu usługi społeczne kierowane do ogółu mieszkańców, a nie tylko takich, którzy na co dzień korzystają z systemu pomocy społecznej. Jednak na razie nowa formuła nie okazała się zachęcająca dla samorządów, bo tylko nieliczne z nich zdecydowały się na przekształcenie swojego ośrodka pomocy społecznej (OPS) w CUS.
Wątpliwe korzyści
Regulująca zasady zakładania centrów ustawa z 19 lipca 2019 r. o realizowaniu usług społecznych przez CUS (Dz.U. poz. 1818) trafiła do Sejmu jako inicjatywa ustawodawcza prezydenta i zaczęła obowiązywać 1 stycznia 2020 r. Od tego czasu, jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej, zaczęło działać 41 centrów, z czego 35 powstało dzięki środkom z konkursu organizowanego przez resort na początku ubiegłego roku i finansowanego z pieniędzy UE. Sześć kolejnych CUS, które również zostały objęte dotacją, jest obecnie w fazie tworzenia, a do podpisania została jeszcze jedna umowa na uruchomienie centrum. Łącznie daje to 48 instytucji, które już działają lub w niedługim czasie zaczną funkcjonować, co wydaje się dość skromnym osiągnięciem, biorąc pod uwagę liczbę ponad 2,4 tys. gmin, do których skierowane zostały nowe przepisy.
- Tak małe zainteresowanie mnie nie dziwi, bo już na etapie prac nad projektem byliśmy sceptyczni i wskazywaliśmy, że CUS jako nowa forma organizacyjno-prawna mająca zastąpić OPS nie jest rozwiązaniem, które przyniesienie jakieś dodatkowe korzyści. To, że powstanie centrum, nie oznacza, że nagle zwiększy się zakres oferowanych usług społecznych lub że poprawi się ich jakość - mówi Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich.
Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich RP dodaje, że nie bez znaczenia są też koszty wiążące się z tworzeniem CUS, zatrudnieniem dodatkowych pracowników, które dla małych samorządów są zbyt wysokie.
Co ciekawe, właśnie z myślą o mniejszych gminach w ustawie znalazł się przepis dający możliwość powołania centrum dla minimum dwóch samorządów, ale nikt z niego na razie nie skorzystał (zainteresowane tym nie były też samorządy, które brały udział we wspomnianym konkursie).
Pomoc dla rodzin / Dziennik Gazeta Prawna - wydanie cyfrowe
Nowe, ale jakby stare
Z kolei Paweł Maczyński, przewodniczący Polskiej Federacji Związkowej Pracowników Socjalnych i Pomocy Społecznej, zwraca uwagę, że CUS miały stać się takimi OPS+, które mają świadczyć dodatkowe usługi społeczne (patrz infografika), ale w praktyce tak się nie stało. - Jesteśmy właśnie w trakcie zbierania informacji do raportu na temat funkcjonowania centrów. Okazuje się, że w większości wykonują one po prostu dotychczasowe zadania OPS, a związane np. z ochroną zdrowia czy mieszkalnictwem zdarzają się sporadycznie - podkreśla.
Co więcej CUS-y, dopytywane przez federację o to, jakie nowe zadania realizują, wymieniają m.in. obsługę gminnej komisji rozwiązywania problemów alkoholowych, realizację rządowych programów, takich jak „Opieka wytchnieniowa”, a nawet świadczenie usług opiekuńczych. Są to więc rzeczy, które robią „zwykłe” OPS-y, a zapewnianie usług opiekuńczych należy wręcz do ich obowiązkowych zadań. - Jedno z centrów zatrudniło psychiatrę, a inne oferuje usługi złotej rączki, czyli wykonywania drobnych napraw dla starszych osób. Powstaje jednak pytanie, czy to jest ta wartość dodana i nowa jakość, dla której konieczne było utworzenie CUS - zastanawia się Paweł Maczyński.
Ewolucja, nie rewolucja
Czy tak mała liczba CUS nie jest rozczarowaniem? Zapytaliśmy o to dr hab. Marka Rymszę z działającej przy prezydencie Narodowej Rady Rozwoju, który stał na czele zespołu przygotowującego ustawę. Jego zdaniem jest jeszcze za wcześnie, aby podejmować próbę oceny czy formułowania jakichś uogólniających wniosków, zwłaszcza że gminy są na różnych etapach tworzenia centrów, a niedługo po wejściu w życie ustawy wybuchła pandemia. Podkreśla jednak, że koncepcja CUS od samego początku miała charakter zmiany kroczącej, składającej się z trzech faz: pilotażowej, skalowania innowacji oraz dojścia do rozwiązania systemowego. - Teraz jesteśmy w trakcie fazy pilotażu, ale ona zakończy się tak naprawdę za rok, bo zgodnie z przepisami ustawy po trzech latach jej obowiązywania rząd jest zobligowany do przedstawienia sprawozdania z jej realizacji. Powołany został zespół ds. monitorowania CUS i w przyszłym roku będzie czas na podsumowanie pierwszej fazy oraz opracowanie w oparciu o jej doświadczenia projektu nowelizacji - tłumaczy Marek Rymsza.
Dodaje, że mimo to pewne pozytywne efekty są już zauważalne. Pierwszym jest próba otwarcia pomocy społecznej i wyjścia przez centra do ogółu mieszkańców. Drugi to szukanie szerszej współpracy z organizacjami pozarządowymi, bo CUS wcale nie jest od tego, aby wszystkie usługi świadczyć samemu, tylko raczej koordynować lokalny system, w którym są czynni różni usługodawcy. Trzeci element to organizowanie społeczności lokalnej, czyli wykorzystywanie potencjału pomocy sąsiedzkiej czy wolontariatu.
Natomiast druga faza - skalowania innowacji - zacznie się, kiedy ruszy wsparcie z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS), który w unijnej perspektywie finansowej na lata 2021-2027 zastąpi program POWER (ma to nastąpić w przyszłym roku). Wtedy też zamiast jednego ogólnopolskiego konkursu, który miał miejsce w 2020 r., będą one organizowane w każdym z 16 województw. W tych konkursach będą dostępne środki na rozwijanie usług społecznych, zwiększanie bazy usługowej w działających CUS oraz na tworzenie nowych, co powinno przełożyć się na znaczący wzrost ich liczby. ©℗