Grzegorz Czarnocki, wiceprzewodniczący Krajowej Rady Regionalnych Izb Obrachunkowych / Materiały prasowe
Jakie najważniejsze wnioski płyną ze „Sprawozdania z działalności regionalnych izb obrachunkowych i wykonania budżetu przez jednostki samorządu terytorialnego w 2020 r.”, które ostatnio zostało opublikowane?
W tym roku zmieniliśmy formułę sprawozdania. Staraliśmy się, aby dostarczyło ono informacji w jak najbardziej przystępnej formie, zrozumiałych także dla zwykłych obywateli, radnych itd. Coraz więcej osób interesuje się bowiem tą kwestią. Obserwujemy to szczególnie od czasu rewolucji śmieciowej. Chyba z tego względu, że opłaty za wywóz odpadów stają się coraz bardziej dotkliwe dla mieszkańców, bardziej niż np. podatek od nieruchomości, który wynosi kilkadziesiąt złotych rocznie, więc nie jest to duża kwota. Opłata śmieciowa dla przeciętnej rodziny to koszt nawet ponad 100 zł miesięcznie, i to już jest istotna pozycja dla domowego budżetu. Myślę, że właśnie dlatego obywatele bardziej interesują się obecnie tym, co się z tymi pieniędzmi dzieje, co zrobić, aby opłaty nie rosły, i czy gmina może dopłacić do systemu.
Dla ułatwienia w sprawozdaniu znajduje się wiele infografik, bo kultura obrazkowa jest dziś najbardziej przystępna. Pozwalają one zobaczyć, jak wygląda sytuacja poszczególnych gmin i powiatów na tle jednostek z innych województw. To bardzo ciekawy punkt odniesienia.
I co z tych danych wynika?
Uwidacznia się na przykład temat demograficzny z uwagi na 500+. Na mapach zawartych w sprawozdaniu widać wyraźnie, że sytuacja w kraju jest bardzo różna. Są takie regiony, gdzie do gmin wpływają znaczne środki z 500+, a są takie, że dochodów z tego tytułu jest o wiele mniej. Może to oznaczać, że przyrost naturalny jest tam niewielki albo że mieszkańcy danego regionu nie pobierają 500+, bo otrzymują świadczenia z innych krajów UE.
Które regiony wyróżniają się na tym tle?
Bardzo duże środki z tytułu 500+ pojawiają się w województwach pomorskim i małopolskim. Najmniejsze są w województwie opolskim i rzeczywiście ten region zmaga się z problemem depopulacji.
Jakie jeszcze wnioski można wyciągnąć ze sprawozdania?
Mamy trzystopniowy podział terytorialny – gminy, powiaty, województwa, a także miasta na prawach powiatu i miasto stołeczne Warszawa. W ramach tych grup są gigantyczne różnice. Przykładowo mamy 65 miast na prawach powiatu, a wśród nich Sopot i Świnoujście, a także Wrocław, Kraków i Łódź. Te różnorodne jednostki funkcjonują na tej samej podstawie prawnej, mają takie same zadania i takie same reguły finansowania. Choć jest dla nas oczywiste, że skala wykonywanych przez nie operacji wymusza inną specyfikę działania.
Najbardziej niepokojące jest natomiast zróżnicowanie między gminami. Mamy 472 gminy, których budżet jest niewielki, nie przekracza 25 mln zł. A z drugiej strony są 52 gminy z budżetem przekraczającym 250 mln zł. To są znowu podmioty, które mają dokładnie takie same zadania, a skala finansowania jest zupełnie inna. Pojawia się pytanie, czy rzeczywiście najmniejsze gminy są w stanie udźwignąć cały zakres powierzonych im zadań, który wynika z ustawy o samorządzie gminnym.
Może w takim razie samorządowy podział kraju powinien być inny?
Naszą rolą nie jest przedstawianie rozwiązań związanych z ustrojem państwa, ale zawracamy uwagę na pewne rażące dysproporcje w kwestiach finansowych, które mają podstawowy wpływ dla jakość życia mieszkańców poszczególnych gmin. Trzeba zdawać sobie sprawę z tych dysproporcji, wprowadzając zmiany ustawowe. Przykładowo plan przeniesienia wypłaty 500 plus do ZUS spowoduje, że budżety gmin jeszcze bardziej zmaleją. Dla niektórych jednostek będzie to znacząca część ich dochodów. A zatem tym gminom, które mają niewielki budżet, może być jeszcze trudniej realizować wszystkie działania. Być może sposobem na to jest większa współpraca między gminami na rzecz wspólnego wykonywania powierzonych im zadań.
Może związki międzygminne rozwiązałyby ten problem?
Raczej chodziło mi o zwykłą współpracę między sąsiednimi gminami. Choć trzeba przyznać, że związki międzygminne np. w zakresie gospodarki odpadami rzeczywiście się sprawdzają. Z analiz prowadzonych przez Krajową Radę RIO wynika, że niedobór pieniędzy w gospodarce śmieciowej rzadziej występuje w przypadku związków, a na pewno w mniejszej skali. Związki mają wyspecjalizowanych pracowników, którzy zajmują się m.in. organizacją przetargów w gospodarce odpadami, egzekucją opłaty śmieciowej i są po prostu dużo poważniejszym graczem na rynku niż pojedyncza gmina wiejska. To pokazuje, że związki komunalne rzeczywiście są w stanie odciążyć samorządy i realizować zadania publiczne.
A jak obecnie samorządy radzą sobie z realizowaniem powierzonych im zdań?
Sprawnie realizują zadania publiczne. Mimo pojawiających się trudności administracja samorządowa jest wysoko oceniana. Zebrane przez nas dane pokazują, że podmiotów, które borykają się z problemami finansowymi i są zmuszone do realizowana programu naprawczego lub zaciągania pożyczki z budżetu państwa, jest niewiele. To zaledwie kilkanaście podmiotów w całym kraju.
Ale my jako Krajowa Rada RIO staramy się patrzeć na gospodarkę finansową samorządów długofalowo i wskazywać zagrożenia, które mogą się pojawić. Dlatego widzimy, że pojawiają się różnice między samorządami. Niektóre nie rozwijają się tak szybko jak inne jednostki i to w przyszłości może być poważny problem, dlatego staramy się go sygnalizować. Nie oznacza to, że teraz sytuacja jest dramatyczna, ale to, że jeśli w przyszłości zmiany legislacyjne będą szły w tym kierunku, aby odbierać samorządom zadania i przekazywać kolejne bez adekwatnych środków, może poważnie nadszarpnąć ich budżety.
Coraz większą uwagę opinii społecznej przyciąga kwestia gospodarowania publicznymi pieniędzmi w zakresie dotowania przez samorządy organizacji pozarządowych. Czy samorządy kierują do tego sektora większy strumień pieniędzy?
Pieniędzy jest więcej, ale nieznacznie. Wydatki bieżące samorządów w 2020 r. wzrosły o 9,3 proc. w stosunku do 2019 r., a dotacje na zadania bieżące, gdzie klasyfikuje się środki dla trzeciego sektora, jedynie o 6 proc.
Czy dostrzega pan nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy, które kierowane są do organizacji pozarządowych?
Oczywiście kontrolujemy udzielanie i rozliczanie tych środków. Wskazujemy czasem na nieprawidłowości w tym zakresie. Zdarza się, że występuje konflikt interesów – przykładowo pracownik samorządu, który uczestniczy w procedurze konkursowej o udzielenie dotacji, jest również członkiem zarządu w organizacji, dla której te pieniądze mają być przyznane.
A liczba tych nieprawidłowości rośnie?
Z naszej obserwacji wynika, że w szczególności w zakresie finansowania sportu w ostatnich latach samorządy starają się unikać finansowania na podstawie dotacji, bo to jest obwarowane licznymi procedurami. Wybierają finansowanie kapitałowe bądź w formie zakupu usług promocyjnych. Przedstawialiśmy te wyniki w Sejmie, ale konkluzja była taka, że to dobrze, że metody finansowania m.in. organizacji pozarządowych są różne, bo potrzeby też są różne.
Czyli rozumiem, że samorządy korzystające z innego typu finansowania mogą starać się uciekać przed procedurami, które są im nie na rękę…
Jeżeli mówimy o dotacjach w kwocie 20–30 tys. zł, to pytanie jest takie, czy rzeczywiście rozbudowane procedury udzielania ich są aż tak potrzebne. Dochodzi czasem do takich paradoksów, że aby uzyskać dotację w wysokości 5 tys. zł, trzeba złożyć ofertę w konkursie, która jest oceniana przez komisję, ustalić harmonogram i kosztorys, monitorować wykonanie itd. Natomiast w przypadku zakupu usług promocyjnych na tę kwotę wystarczą umowa i rachunek.
Czyli jakie zmiany byłyby konieczne, aby uniknąć konfliktu interesów?
Kluczowym elementem wydatkowania środków publicznych jest jawność dysponowania nimi, w szczególności udzielania i rozliczania dotacji. Nikt nad tym lepiej nie będzie czuwał niż obywatele i konkurenci tych podmiotów. Nie ma lepszego środka kontrolnego. Izby obrachunkowe ze swoimi kilkuset inspektorami w skali całego kraju naprawdę nie są w stanie tego wszystkiego skontrolować.
Rozmawiała Urszula Mirowska-Łoskot