statystyki

Minął rok od gruntownej nowelizacji śmieciowych regulacji. Kontrowersji i niespełnionych oczekiwań jest więcej niż pozytywów

autor: Zofia Jóźwiak09.09.2020, 11:15; Aktualizacja: 09.09.2020, 11:16
W ocenie nowelizacji ustawy minusy przeważają nad plusami. Większość ekspertów zastrzega jednak, że nie można precyzyjnie oddzielić zmian w ustawie sprzed roku od tych, które wchodziły w życie w międzyczasie, a niekiedy ze względu na COVID-19 (np. zmiany gminnych regulaminów można dokonać do końca 2020 r.).

W ocenie nowelizacji ustawy minusy przeważają nad plusami. Większość ekspertów zastrzega jednak, że nie można precyzyjnie oddzielić zmian w ustawie sprzed roku od tych, które wchodziły w życie w międzyczasie, a niekiedy ze względu na COVID-19 (np. zmiany gminnych regulaminów można dokonać do końca 2020 r.).źródło: ShutterStock

Samorządom ustawa z 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r. poz. 1579; ost.zm. Dz.U. z 2020 r. poz. 875; u.c.p.g.) kojarzy się głównie z koniecznością przebudowy całego mechanizmu gospodarowania odpadami, a większości Polaków z gwałtownym wzrostem opłat za śmieci. Czy więc nowelizacja nie przyniosła żadnych pozytywnych zmian? Co w niej poprawić, by system zaczął działać prawidłowo? Spytaliśmy o to ekspertów i przedstawicieli JST. Swoje propozycje przedstawił też niedawno resort klimatu.

Mimo zdecydowanej przewagi ocen negatywnych, wręcz irytacji specjalistów nieżyciowymi regulacjami, udało się nam zebrać (niezbyt długą) listę pozytywów. Choć jednocześnie trzeba zauważyć, że to, co niektórzy uważają za pewną wartość, inni odbierają zdecydowanie źle, albo uznają, że teoretycznie dobry pomysł rozbija się o wysokie koszty jego realizacji.

Nowelizacja wprowadziła nakaz sortowania śmieci. Dzięki temu, jak wskazują przedstawiciele samorządów, można osiągnąć wyższe – wymagane unijnymi przepisami – poziomy przygotowania do ponownego użycia i recyklingu. – Im więcej sortujemy u źródła, tym mniej mamy odpadów resztkowych. Z odpadów zmieszanych na linii sortowniczej możemy bowiem co najwyżej wysortować ok. 10 proc. odpadów surowcowych. Zatem im lepsza segregacja w domach, tym więcej odpadów surowcowych można poddać recyklingowi – wyjaśnia Olga Goitowska, zastępca dyrektora wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Podaje przy tym konkretne cyfry. Gdy dopuszczalne było oddawanie śmieci zmieszanych, w Gdańsku segregację u źródła deklarowało ponad 90 proc. osób z nieruchomości zamieszkanych i ok. 60 proc. z niezamieszkanych (biura, sklepy itp.). Tymczasem porównując pierwsze półrocze 2019 r. z tym samym okresem w 2020 r., okazało się, że dzięki obowiązkowej selekcji śmieci mieszkańcy i przedsiębiorcy (miasto nie zrezygnowało z obsługi posesji niezamieszkanych, wszyscy przedsiębiorcy zostali w gminnym systemie) wysegregowali o 40 proc. więcej metali, tworzyw sztucznych, papieru i szkła. A do tego powstało o ok. 15 proc. mniej odpadów zmieszanych i nieco spadła ogólna ilość odpadów, co Olga Goitowska przypisuje m.in. działaniom edukacyjnym.

Choć nowelizacja nieco poluzowała dopuszczalny czas magazynowania odpadów (z trzech lat do roku), to pozostawiła roczne ograniczenie dla śmieci komunalnych i niebezpiecznych. Mimo wątpliwości części branży odpadowej eksperci uważają ten pomysł za dobry. Jak wyjaśnia dr inż. Jacek Pietrzyk ze spółki Atmoterm SA, odpadów zmieszanych nie ma sensu długo magazynować, a względy higieniczne wręcz przemawiają za tym, by było to jeszcze krócej. Jego zdaniem nie ma też sensu przetrzymywać odpadów wysortowanych, by uzyskać lepsze ceny. – Ich jakość, jeśli pochodzą z odpadów komunalnych, z czasem spada. Dlatego lepszej ceny na pewno nie będzie – przekonuje Jacek Pietrzyk.

Kilkoro pytanych przez nas ekspertów, w tym Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych, wskazuje, że dzięki noweli udało się uporządkować transport odpadów. – Dobrze, że włączyła się w to policja i Inspekcja Transportu Drogowego. Ogranicza to nielegalny import śmieci z krajów unijnych, z którym zupełnie nie można było sobie poradzić – mówi. Z kolei Jacek Pietrzyk przypomina, że zgodnie z nowelizacją marszałkowie województw musieli wskazać starostów, którzy przygotowali parkingi dla pojazdów z odpadami. Dzięki temu przepisy o zatrzymaniu ciężarówki z nielegalnym czy nieprawidłowym ładunkiem przestały być fikcją. – Samo ustalenie, że służby mogą zabrać samochód z odpadami spowodowało, że w branży transportowej zapanował większy porządek – mówi Pietrzyk. Jego zdaniem spora grupa przewoźników, wiedząc, że prowadzą działalność niezgodnie z prawem i muszą się liczyć z sankcjami, albo zrezygnowała z wożenia śmieci, albo dostosowała się do nowych przepisów. Ekspert wskazuje też, że bardziej rygorystyczne przepisy i późniejsze wejście w życie bazy danych o odpadach (co wynika z odrębnych regulacji) w ogóle przemodelowało rynek i wymusiło zmiany w firmach. Przykładowo ktoś, kto odbierał odpady od mieszkańców na terenie dwóch małych gmin, musiał zmienić profil działalności, a spółka komunalna ograniczyć zakres usług, bo nie dała rady sprostać całej reszcie przepisów.

Nowelizacja złagodziła niektóre drakońskie obostrzenia dla branży gospodarki odpadami wprowadzone tzw. pożarową nowelizacją ustawy o odpadach z 2018 r. Jak wyjaśnia Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami (ZPGO), dzięki tej zmianie podmioty, na które w ciągu ostatnich 10 lat nie nałożono trzykrotnie administracyjnej kary pieniężnej przekraczającej łącznie 150 tys. zł, nie muszą już obawiać się o przyszłość. Ekspert przypomina, że przepis w poprzednim brzmieniu pozwalał na wyeliminowanie z rynku w zasadzie każdego przedsiębiorcy.

270 zł wynosi od początku 2020 r. opłata marszałkowska za zeskładowanie tony odpadów; dla porównania w 2017 r. wynosiła ona 24,15 zł; potem stopniowo rosła

Zgodnie z art. 6c ust. 2c ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach przedsiębiorcy sami decydują o tym, z kim zawierają umowę o wywóz śmieci komunalnych. – Dzięki temu mamy dostęp do fragmentu wolnego rynku, na którym mogą utrzymać się także te mniejsze, często rodzime i rodzinne firmy – mówi przedstawiciel ZPGO Karol Wójcik. Wyjaśnia, że jest to o tyle ważne, że odpadowy in house (bezprzetargowe powierzanie odbioru i zagospodarowania odpadów przez gminy swoim spółkom) odstrasza prywatne podmioty od angażowania się w biznes odpadowy w obawie przed arbitralnym zamknięciem jedną decyzją gminy dostępu do rynku.

Kilkupunktową listę zalet nowelizacji u.c.p.g. – pozwalającą samorządom działać bardziej elastycznie – wylicza Mateusz Karciarz, prawnik z kancelarii Jerzmanowski i Wspólnicy, zastrzega jednocześnie, że zdecydowana większość z nich przyniosła niestety wzrost cen (podobnie jak inne wymienione wyżej). Do tych plusów należy m.in.:

W ocenie nowelizacji ustawy minusy przeważają nad plusami. Większość ekspertów zastrzega jednak, że nie można precyzyjnie oddzielić zmian w ustawie sprzed roku od tych, które wchodziły w życie w międzyczasie, a niekiedy ze względu na COVID-19 (np. zmiany gminnych regulaminów można dokonać do końca 2020 r.). – Nowelizacja u.c.p.g. przyjęta w lipcu 2019 r. wpisuje się w ciąg zmian ustawowych wprowadzanych po 2013 r. , których zamiarem była poprawa działania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi, a które w praktyce oznaczają zamieszanie i konieczność wykonywania szpagatu pomiędzy literą ustawy a praktyką wypracowaną w gminach – mówi Paweł Adamczyk, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miasta w Szczecinie. – A jeżeli spróbować najkrócej ocenić, czym się różni ta nowelizacja od poprzednich, to można stwierdzić, bez większej pomyłki, że jest najgorszą z dotychczasowych – dodaje urzędnik.

Samorządowcy są przede wszystkim niezadowoleni z wysokości maksymalnych stawek opłat za pojemniki czy worki dla nieruchomości niezamieszkanych, co nie pozwala na bilansowanie się systemu. Tak samo postąpiono w przypadku nieruchomości letniskowych. W Gdańsku deficyt z tytułu niedoszacowania kosztów odbioru odpadów od przedsiębiorców sięga rocznie 14 mln zł, a w Warszawie było to nawet ok. 20 mln zł miesięcznie i w efekcie doprowadziło do wyłączenia takich posesji z miejskiego systemu.

Ustawa miała m.in. dać odpowiedź na pytanie, jak bilansować coraz wyższe koszty gospodarowania odpadami komunalnymi, które wynikają z trendów światowych albo są skutkiem zmiany przepisów krajowych (choćby tych związanych z przeciwdziałaniem pożarom wysypisk śmieci – nowa regulacja w tym zakresie obowiązuje od 2018 r.). Choć płonęły przede wszystkim nielegalne magazyny i składowiska, to wymogi przeciwpożarowe – kosztowne i trudne do spełnienia – spadły na firmy komunalne. Samorządy oczekiwały więc, że ubiegłoroczna nowelizacja je ograniczy, lecz tak się nie stało. Zamiast tego, jak mówi Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady RIPOK, ustawa doprowadziła do wzrostu kosztów, na co wpływ miała m.in. podwyżka opłaty marszałkowskiej za umieszczenie odpadów na składowisku i właśnie konieczność prowadzenia działań przeciwpożarowych. Dodatkowo wymagania wobec miejsc magazynowania spowodowały, że na tej samej powierzchni można przechować tylko połowę tego, co wcześniej.


Pozostało 70% tekstu

Prenumerata wydania cyfrowego

Dziennika Gazety Prawnej
9,80 zł
cena za dwa dostępy
na pierwszy miesiąc,
kolejny miesiąc tylko 79 zł
Oferta autoodnawialna
KUPUJĘ

Pojedyncze wydanie cyfrowe

Dziennika Gazety Prawnej
4,92 zł
Płać:
KUPUJĘ
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane