Samorządom ustawa z 19 lipca 2019 r. o zmianie ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. z 2019 r. poz. 1579; ost.zm. Dz.U. z 2020 r. poz. 875; u.c.p.g.) kojarzy się głównie z koniecznością przebudowy całego mechanizmu gospodarowania odpadami, a większości Polaków z gwałtownym wzrostem opłat za śmieci. Czy więc nowelizacja nie przyniosła żadnych pozytywnych zmian? Co w niej poprawić, by system zaczął działać prawidłowo? Spytaliśmy o to ekspertów i przedstawicieli JST. Swoje propozycje przedstawił też niedawno resort klimatu.

to można ocenić na plus

Mimo zdecydowanej przewagi ocen negatywnych, wręcz irytacji specjalistów nieżyciowymi regulacjami, udało się nam zebrać (niezbyt długą) listę pozytywów. Choć jednocześnie trzeba zauważyć, że to, co niektórzy uważają za pewną wartość, inni odbierają zdecydowanie źle, albo uznają, że teoretycznie dobry pomysł rozbija się o wysokie koszty jego realizacji.

1. Obowiązkowa selekcja

Reklama
Nowelizacja wprowadziła nakaz sortowania śmieci. Dzięki temu, jak wskazują przedstawiciele samorządów, można osiągnąć wyższe – wymagane unijnymi przepisami – poziomy przygotowania do ponownego użycia i recyklingu. – Im więcej sortujemy u źródła, tym mniej mamy odpadów resztkowych. Z odpadów zmieszanych na linii sortowniczej możemy bowiem co najwyżej wysortować ok. 10 proc. odpadów surowcowych. Zatem im lepsza segregacja w domach, tym więcej odpadów surowcowych można poddać recyklingowi – wyjaśnia Olga Goitowska, zastępca dyrektora wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego w Gdańsku. Podaje przy tym konkretne cyfry. Gdy dopuszczalne było oddawanie śmieci zmieszanych, w Gdańsku segregację u źródła deklarowało ponad 90 proc. osób z nieruchomości zamieszkanych i ok. 60 proc. z niezamieszkanych (biura, sklepy itp.). Tymczasem porównując pierwsze półrocze 2019 r. z tym samym okresem w 2020 r., okazało się, że dzięki obowiązkowej selekcji śmieci mieszkańcy i przedsiębiorcy (miasto nie zrezygnowało z obsługi posesji niezamieszkanych, wszyscy przedsiębiorcy zostali w gminnym systemie) wysegregowali o 40 proc. więcej metali, tworzyw sztucznych, papieru i szkła. A do tego powstało o ok. 15 proc. mniej odpadów zmieszanych i nieco spadła ogólna ilość odpadów, co Olga Goitowska przypisuje m.in. działaniom edukacyjnym.

2. Ograniczenie czasu magazynowania

Reklama
Choć nowelizacja nieco poluzowała dopuszczalny czas magazynowania odpadów (z trzech lat do roku), to pozostawiła roczne ograniczenie dla śmieci komunalnych i niebezpiecznych. Mimo wątpliwości części branży odpadowej eksperci uważają ten pomysł za dobry. Jak wyjaśnia dr inż. Jacek Pietrzyk ze spółki Atmoterm SA, odpadów zmieszanych nie ma sensu długo magazynować, a względy higieniczne wręcz przemawiają za tym, by było to jeszcze krócej. Jego zdaniem nie ma też sensu przetrzymywać odpadów wysortowanych, by uzyskać lepsze ceny. – Ich jakość, jeśli pochodzą z odpadów komunalnych, z czasem spada. Dlatego lepszej ceny na pewno nie będzie – przekonuje Jacek Pietrzyk.

3. Porządki w transporcie

Kilkoro pytanych przez nas ekspertów, w tym Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych, wskazuje, że dzięki noweli udało się uporządkować transport odpadów. – Dobrze, że włączyła się w to policja i Inspekcja Transportu Drogowego. Ogranicza to nielegalny import śmieci z krajów unijnych, z którym zupełnie nie można było sobie poradzić – mówi. Z kolei Jacek Pietrzyk przypomina, że zgodnie z nowelizacją marszałkowie województw musieli wskazać starostów, którzy przygotowali parkingi dla pojazdów z odpadami. Dzięki temu przepisy o zatrzymaniu ciężarówki z nielegalnym czy nieprawidłowym ładunkiem przestały być fikcją. – Samo ustalenie, że służby mogą zabrać samochód z odpadami spowodowało, że w branży transportowej zapanował większy porządek – mówi Pietrzyk. Jego zdaniem spora grupa przewoźników, wiedząc, że prowadzą działalność niezgodnie z prawem i muszą się liczyć z sankcjami, albo zrezygnowała z wożenia śmieci, albo dostosowała się do nowych przepisów. Ekspert wskazuje też, że bardziej rygorystyczne przepisy i późniejsze wejście w życie bazy danych o odpadach (co wynika z odrębnych regulacji) w ogóle przemodelowało rynek i wymusiło zmiany w firmach. Przykładowo ktoś, kto odbierał odpady od mieszkańców na terenie dwóch małych gmin, musiał zmienić profil działalności, a spółka komunalna ograniczyć zakres usług, bo nie dała rady sprostać całej reszcie przepisów.

4. Nie każda kara groźna

Nowelizacja złagodziła niektóre drakońskie obostrzenia dla branży gospodarki odpadami wprowadzone tzw. pożarową nowelizacją ustawy o odpadach z 2018 r. Jak wyjaśnia Karol Wójcik, przewodniczący Rady Programowej Związku Pracodawców Gospodarki Odpadami (ZPGO), dzięki tej zmianie podmioty, na które w ciągu ostatnich 10 lat nie nałożono trzykrotnie administracyjnej kary pieniężnej przekraczającej łącznie 150 tys. zł, nie muszą już obawiać się o przyszłość. Ekspert przypomina, że przepis w poprzednim brzmieniu pozwalał na wyeliminowanie z rynku w zasadzie każdego przedsiębiorcy.
270 zł wynosi od początku 2020 r. opłata marszałkowska za zeskładowanie tony odpadów; dla porównania w 2017 r. wynosiła ona 24,15 zł; potem stopniowo rosła

5. Urynkowienie firmowych śmieci

Zgodnie z art. 6c ust. 2c ustawy o utrzymaniu czystości i porządku w gminach przedsiębiorcy sami decydują o tym, z kim zawierają umowę o wywóz śmieci komunalnych. – Dzięki temu mamy dostęp do fragmentu wolnego rynku, na którym mogą utrzymać się także te mniejsze, często rodzime i rodzinne firmy – mówi przedstawiciel ZPGO Karol Wójcik. Wyjaśnia, że jest to o tyle ważne, że odpadowy in house (bezprzetargowe powierzanie odbioru i zagospodarowania odpadów przez gminy swoim spółkom) odstrasza prywatne podmioty od angażowania się w biznes odpadowy w obawie przed arbitralnym zamknięciem jedną decyzją gminy dostępu do rynku.

6. Więcej swobody dla gmin

Kilkupunktową listę zalet nowelizacji u.c.p.g. – pozwalającą samorządom działać bardziej elastycznie – wylicza Mateusz Karciarz, prawnik z kancelarii Jerzmanowski i Wspólnicy, zastrzega jednocześnie, że zdecydowana większość z nich przyniosła niestety wzrost cen (podobnie jak inne wymienione wyżej). Do tych plusów należy m.in.:
  • możliwości stosowania kryteriów różnicujących odpady i tym samym wprowadzenia różnych stawek opłat przez związki międzygminne dla gmin wchodzących w skład danego związku, chociażby ze względu na rozproszenie zabudowy;
  • umożliwienie złożenia odrębnych deklaracji dla poszczególnych budynków lub ich części – w przypadku nieruchomości zabudowanej budynkami lub budynkiem wielolokalowym – jeżeli poszczególne części posiadają przyporządkowane im oddzielne miejsca gromadzenia odpadów komunalnych, co pozwala łatwiej określić, kto niewłaściwie segreguje;
  • możliwość stosowania w zakresie opłat śmieciowych art. 39 ust. 4 ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 713; ost.zm. poz. 1378), czyli umożliwienie scedowania śmieciowych obowiązków gminy także na jej jednostki pomocnicze;
  • zniesienie regionalizacji (co pozwala przekazać odpady do znacznie większej liczby instalacji, choć akurat tę zmianę część ekspertów ocenia negatywnie, bo teraz śmieci podróżują po kilkaset kilometrów).

to poszło nie tak

W ocenie nowelizacji ustawy minusy przeważają nad plusami. Większość ekspertów zastrzega jednak, że nie można precyzyjnie oddzielić zmian w ustawie sprzed roku od tych, które wchodziły w życie w międzyczasie, a niekiedy ze względu na COVID-19 (np. zmiany gminnych regulaminów można dokonać do końca 2020 r.). – Nowelizacja u.c.p.g. przyjęta w lipcu 2019 r. wpisuje się w ciąg zmian ustawowych wprowadzanych po 2013 r. , których zamiarem była poprawa działania systemu gospodarowania odpadami komunalnymi, a które w praktyce oznaczają zamieszanie i konieczność wykonywania szpagatu pomiędzy literą ustawy a praktyką wypracowaną w gminach – mówi Paweł Adamczyk, dyrektor wydziału gospodarki komunalnej Urzędu Miasta w Szczecinie. – A jeżeli spróbować najkrócej ocenić, czym się różni ta nowelizacja od poprzednich, to można stwierdzić, bez większej pomyłki, że jest najgorszą z dotychczasowych – dodaje urzędnik.

1. Za niskie stawki

Samorządowcy są przede wszystkim niezadowoleni z wysokości maksymalnych stawek opłat za pojemniki czy worki dla nieruchomości niezamieszkanych, co nie pozwala na bilansowanie się systemu. Tak samo postąpiono w przypadku nieruchomości letniskowych. W Gdańsku deficyt z tytułu niedoszacowania kosztów odbioru odpadów od przedsiębiorców sięga rocznie 14 mln zł, a w Warszawie było to nawet ok. 20 mln zł miesięcznie i w efekcie doprowadziło do wyłączenia takich posesji z miejskiego systemu.

2. Nadmierne i kosztowne wymagania

Ustawa miała m.in. dać odpowiedź na pytanie, jak bilansować coraz wyższe koszty gospodarowania odpadami komunalnymi, które wynikają z trendów światowych albo są skutkiem zmiany przepisów krajowych (choćby tych związanych z przeciwdziałaniem pożarom wysypisk śmieci – nowa regulacja w tym zakresie obowiązuje od 2018 r.). Choć płonęły przede wszystkim nielegalne magazyny i składowiska, to wymogi przeciwpożarowe – kosztowne i trudne do spełnienia – spadły na firmy komunalne. Samorządy oczekiwały więc, że ubiegłoroczna nowelizacja je ograniczy, lecz tak się nie stało. Zamiast tego, jak mówi Piotr Szewczyk, przewodniczący Rady RIPOK, ustawa doprowadziła do wzrostu kosztów, na co wpływ miała m.in. podwyżka opłaty marszałkowskiej za umieszczenie odpadów na składowisku i właśnie konieczność prowadzenia działań przeciwpożarowych. Dodatkowo wymagania wobec miejsc magazynowania spowodowały, że na tej samej powierzchni można przechować tylko połowę tego, co wcześniej.
Z kolei sekretarz Związku Gmin Wiejskich Leszek Świętalski kosmicznym wymysłem nazywa wymaganą przepisami jakość monitoringu wizyjnego w miejscach magazynowania odpadów. Według przedstawicieli resortu środowiska taki system wizyjny miał kosztować kilkanaście tysięcy złotych. Później się okazało, że aby być w zgodzie z rozporządzeniem z 29 sierpnia 2019 r. w sprawie wizyjnego systemu kontroli miejsca magazynowania lub składowania odpadów (Dz.U. z 2019 r. poz. 1755) trzeba się liczyć z wydatkiem co najmniej pół miliona złotych, a niekiedy nawet dwukrotnie wyższym. Przedstawiciele branży powątpiewają również, czy wojewódzkie inspektoraty ochrony środowiska faktycznie są w stanie korzystać ze wszystkich funkcji i możliwości technicznych monitoringu. Zastanawiają się także, czy da się racjonalnie wytłumaczyć olbrzymie wydatki na zakładanie instalacji wizyjnych np. na zamkniętych i zarośniętych krzakami składowiskach.
Kolejnym kosztotwórczym i niepotrzebnym rozwiązaniem, o którym mówią nam samorządowcy, jest narzucenie im minimalnej częstotliwości odbioru niektórych frakcji odpadów na terenach wiejskich. Do odległych gospodarstw, w których i tak odpadów biodegradowalnych prawie nie ma, śmieciarki muszą dojeżdżać nie rzadziej niż raz na dwa tygodnie, a jeżeli w gminie jest choćby jeden dom wielolokalowy, to należy odbierać z niego odpady raz w tygodniu.

3. Kłopotliwe zabezpieczenie roszczeń

Kolejnym problemem z nowelizacją jest zabezpieczenie roszczeń przy magazynowaniu odpadów, co ma znaczenie dla gminy, gdy pozostaje ona z porzuconymi odpadami. Na absurd w tym zakresie zwraca uwagę Leszek Świętalski ze Związku Gmin Wiejskich. Bo o ile łatwo sobie wyobrazić, że firma prywatna z dnia na dzień może zlikwidować instalację i postawić JST przed koniecznością zagospodarowania odpadów, o tyle trudno zrozumieć, po co samorząd ma zabezpieczać się przed samym sobą – w sytuacji gdy to jego jednostka zajmuje się odbiorem odpadów.
Jakby tego było mało, rynek usług zabezpieczenia roszczeń nie został właściwie przygotowany. Choć teoretycznie można wykupić polisę ubezpieczeniową zamiast blokować lokatę na określona kwotę, to z art. 48a pkt 5 ustawy z 14 grudnia 2012 r. o odpadach t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 797; ost.zm. poz. 875) wynika, że ubezpieczyciel na każdą zgłoszoną szkodę powinien zareagować i uregulować zobowiązanie. Szkopuł w tym, że ubezpieczyciele takich klauzul podpisywać nie chcą. Podobny problem jest również z gwarancjami bankowymi.

4. Zarobek tylko na papierze

W nowelizacji ustawy wprowadzono przepis dający prawo, by określając wysokość opłat dla mieszkańców, odjąć dochody ze sprzedaży „surowców wtórnych i produktów przygotowanych do ponownego użycia”. – Konia z rzędem temu, kto po roku funkcjonowania przepisu wskaże gminy, które skorzystały z tego wątpliwego przywileju – mówi Paweł Adamczyk. Jak wyjaśnia, przy zamkniętym rynku chińskim, który przestał przyjmować śmieci z Europy, podmiotem określającym warunki gry stały się krajowe instalacje przetwarzające odpady. Tych instalacji jest jednak na tyle mało, że dysproporcja między podażą odpadów a popytem na nie przyczynia się nie do spadku, ale do wzrostu kosztów ich zagospodarowania. Według Pawła Adamczyka ten zapis zwiększył presję mieszkańców na obniżki opłat, a te tymczasem trzeba było podnosić. Oliwy do ognia dolały tłumaczenia przedstawicieli resortu środowiska o możliwościach zarobkowania na wysegregowanych odpadach, z którymi już w momencie wprowadzania zmian samorządy nie miały co robić.

5. Nierealne poziomy

Zmiany przepisów miały służyć wzrostowi recyklingu odpadów komunalnych. Gminy, chcąc być w zgodzie z unijnymi wymogami, już w tym roku mają osiągnąć 50-proc. poziom recyklingu; w 2019 r. miało to być 40 proc. Ale choć przyrost części selektywnej w stosunku do ogólnie zbieranych odpadów nastąpił, to tylko o kilka procent. W ubiegłym roku wyniósł 32,1 proc.
Przepisy zawarte w nowelizacji nie wskazują konkretnych warunków, na podstawie których można uznać, że odpady są zbierane w sposób selektywny. – Pozostawia się to gminom do samodzielnego uregulowania, co powoduje, że w każdej jednostce samorządu może to wyglądać inaczej – mówi Mateusz Karciarz.
– Po siedmiu latach od wdrożenia rewolucji odpadowej dalej nie ma odpowiedzi, czym jest selektywna zbiórka – potwierdza Paweł Adamczyk. – Na pewno nie udziela jej rozporządzenie ministra środowiska z 29 grudnia 2016 r. w sprawie szczegółowego sposobu selektywnego zbierania wybranych frakcji odpadów (t.j. Dz.U. z 2019 r. poz. 2028), bo choć w treści tego aktu jest dużo słów, to nie ma konkretów – uważa przedstawiciel Szczecina. W takiej sytuacji ustalenie tego, co znaczy „selektywna zbiórka”, jest rolą samorządu i powinno zostać zapisane w regulaminach utrzymania czystości i porządku. Gminy próbują to ustalać na bazie swoich doświadczeń, dialogu z zarządzającymi nieruchomościami i podmiotami świadczącymi usługi odbioru i zagospodarowania – stąd w każdej jednostce wygląda to inaczej. Samorządy wolałyby mieć określone jasne kryteria przez stronę rządową.

6. Niejasności ustawowe

Brak definicji selektywnego zbierania to jedna z wielu ustawowych nieścisłości. Z kolejną grupą mało konkretnych regulacji muszą się borykać podmioty występujące o odpadowe pozwolenia czy zezwolenia. – We wnioskach o pozwolenie trzeba np. określić maksymalną masę, jaka będzie magazynowana jednocześnie, ale każdy urząd interpretuje to po swojemu. Pojawiła się też ministerialna interpretacja mówiąca, że maksymalna masa magazynowanych odpadów to taka, ponad którą więcej już się nie zmieści w miejscu magazynowania – mówi Jacek Pietrzyk. Kłopot w tym, że śmieci są czasem przechowywane na otwartym placu i wówczas nie da się jednoznacznie określić, ile odpadów może się na nim zmieścić. Tymczasem wysokość zabezpieczenia roszczeń wylicza się także na podstawie największej masy odpadów. Przedsiębiorcy starają się więc uzasadniać, że technologicznie nie są w stanie ułożyć więcej niż np. jednej warstwy odpadów niebezpiecznych w odpowiednio dostosowanych tysiąclitrowych kontenerach. – I takie wnioski przechodzą. Ale wymaga to kombinowania i każdy wymyśla jakiś sposób, zamiast stosować jednoznaczną regulację – dodaje ekspert. Brak uściślenia ustawowych definicji utrudnia, a często wręcz uniemożliwia ustalenie, ile odpadów rzeczywiście w danym miejscu można zmagazynować. To z kolei często uniemożliwia nałożenie sankcji na łamiącego przepisy przedsiębiorcę.

to trzeba naprawić

Samorządy i przedstawiciele branży odpadowej nie mają wątpliwości, że przepisy należy zmienić. Taką potrzebę widzi też Ministerstwo Klimatu, które zapowiedziało kolejną nowelizację ustawy, przedstawiając publicznie pod koniec sierpnia jej główne kierunki [ramka].
Resort Klimatu proponuje:
• Zmianę sposobu wyliczania poziomu recyklingu odpadów komunalnych.
• Wzrost maksymalnej stawki dla właścicieli nieruchomości niezamieszkanych – nawet do 300 zł za pojemnik 1100-litrowy.
• Konieczność umieszczania kodów na workach ze śmieciami od mieszkańców domów wielorodzinnych.
• Możliwość podziału odpadów na trzy frakcje, a nie jak dotychczas na pięć, ale pod warunkiem zapewnienia możliwości technicznych i zgody resortu środowiska na taką zmianę.
• Ułatwienia przy zabezpieczaniu roszczeń dla recyklerów.
• Bardziej surowe kary za zaśmiecanie – do 5 tys. zł za zaśmiecanie miejsc publicznych czy podrzucanie ich np. na pola.
Przedstawicielom miast i gmin iluzoryczne wydaje się zapewnienie o większej decyzyjności JST przy wyborze liczby frakcji do segregowania. Zwłaszcza że mimo spełnienia wymogów organizacyjnych i technicznych zgoda na zmianę będzie następowała tylko na wniosek gminy – po zaproponowaniu przez nią „autorskiego” systemu selektywnej zbiórki. Przy czym decydujący głos zawsze będzie mieć Ministerstwo Klimatu. Samorządowcy mają też wątpliwości, czy zmniejszenie liczby frakcji jest dobrą drogą i faktycznie przyniesie oszczędności. – Ograniczymy w ten sposób koszty odbioru, ale podwyższymy koszty w instalacjach, bo trzeba będzie zebrane łącznie odpady rozsortować. A łącząc je, należy się liczyć z ich zanieczyszczeniami, które uniemożliwią recykling – mówi Leszek Świętalski. Według niego tego typu poprawek nie wolno robić bez konsultacji. Z kolei Paweł Adamczyk ze Szczecina wskazuje na konieczność doprecyzowania sposobu rozliczeń za gospodarowanie odpadami komunalnymi w zabudowie wielorodzinnej. – Nie pomoże zaklinanie rzeczywistości i przywoływanie przez przedstawicieli rządu przykładu z Ciechanowa (działa tam system, który pozwala na otwarcie pojemnika tylko unikalnym kodem). Jedno osiedle i 800 mieszkańców to, przy całej sympatii dla tego prototypowego projektu, za mało – mówi.
Kwestią, która nadal niepokoi, są poziomy liczenia recyklingu. Zwłaszcza że rząd – w ocenie naszych rozmówców – sam nie zaprezentował w tej sprawie jasnego stanowiska. Wskazując 19 sierpnia kierunki zmian, wiceminister klimatu Jacek Ozdoba mówił, że poziomy recyklingu będą liczone po staremu, czyli dla pięciu frakcji odpadów komunalnych (tj. papier, metale, tworzywa sztuczne i szkło, odpady wielomateriałowe z uwzględnieniem wskaźników GUS i mało aktualnych badań odpadów). Tymczasem u.c.p.g. zakłada już inny, nowy sposób wyliczania poziomów recyklingu: jest to stosunek odpadów poddanych recyklingowi (lub przydatnych do ponownego użycia) do wszystkich wytworzonych śmieci komunalnych, czyli także zielonych, gabarytów itp. Brakuje do niej jednak rozporządzenia wykonawczego. Kilka dni po wystąpieniu wiceministra na stronie Rządowego Centrum Legislacji pojawił się jednak projekt rozporządzenia w sprawie sposobu obliczania poziomów recyklingu, przygotowania do ponownego użycia i odzysku innymi metodami, z którego wynika, że poziom recyklingu będzie liczony na nowych zasadach (tak jak to określa nowelizacja). Smaczku temu wszystkiemu dodaje fakt, że data powstania projektu to 7 sierpnia, czyli występując na konferencji, minister powinien wiedzieć, że taki projekt już istnieje. To zamieszanie powoduje, że JST wciąż nie wiedzą, jak będą liczyć poziomy recyklingu w 2020 r.

Kłopoty z recyklerami

A tym, na czym obecnie najbardziej zależy samorządom, jest poprawa sytuacji w zakresie recyklingu. Recyklerów nieustająco brakuje, część przedsiębiorców odchodzi z branży, a nowi nie podejmują takiej działalności. – Często są to bowiem niewielkie firmy, które nie są w stanie sprostać coraz bardziej rozbudowanym biurokratycznym wymaganiom. Ministerstwo powinno się skupić na rozwiązaniu tego problemu, a nie na kolejnych zmianach w sposobie samej segregacji u źródła, gdyż w ten sposób nadal taniej nie będzie – zauważa Olga Goitowska z gdańskiego magistratu.
Z kolei Jacek Pietrzyk wskazuje na kłopot z uzyskiwaniem pozwoleń przez tych przedsiębiorców. – Od czasu zmiany przepisów o porządku i czystości i odpadach urzędy marszałkowskie są zarzucone wnioskami o zmianę pozwoleń odpadowych i nie z własnej winy nie są w stanie rozpatrywać nowych na bieżąco – dodaje ekspert. – To opóźnia wydawanie nowych zgód, także dla nowych instalacji w istniejących zakładach. Zamiast ustawowych 60 dni takie postępowanie ciągnie się nawet kilkanaście miesięcy – wyjaśnia. Jak dowiadujemy się od przedstawicieli branży, bywają przedsiębiorcy, którzy znajdując się w takiej sytuacji, na własne ryzyko instalują zakupione maszyny i je uruchamiają, bo inaczej grozi im plajta. – Jeśli ktoś wydał pół miliona złotych na urządzenie albo płaci w leasingu 20 tys. zł miesięcznie, to nie może czekać na pozwolenie. Po prostu mieli odpady, a w papierach pisze, że przyjął je już zmielone – słyszymy.
Część branży uważa, że jeśli chodzi o odpadowe inwestycje, to należy pójść jeszcze dalej. – Wydaje się, że prawdziwe odblokowanie inwestycji związanych z instalacjami do zagospodarowania odpadów, w tym przetwarzania mechanicznego i przekształcania termicznego, wymaga specustawy – twierdzi Karol Wójcik. – Takiej, która pozwoli nadrobić zaległości inwestycyjne i uniknąć wieloletnich procedur środowiskowych oraz oporu społecznego. Bo bez profesjonalnej i odpowiadającej rynkowym potrzebom infrastruktury taniej w gospodarce odpadami nie będzie – konkluduje przedstawiciel ZPGO.

Potrzeba kompleksowej zmiany

Zdaniem Macieja Kiełbusa, partnera w kancelarii Dr Krystian Ziemski i Partnerzy, jedną ze niezwykle potrzebnych zmian, o której nie ma słowa w rządowych zapowiedziach, jest konieczność uregulowania tego, czy można różnicować metodę ustalania stawki za śmieci w zależności liczby osób wchodzących w skład danego gospodarstwa. Jak mówi prawnik, w ostatnim czasie sądy i organy nadzoru coraz częściej kwestionują taką możliwość, a jest to metoda wygodna, w wielu przypadkach sensowna i stosowana stosunkowo często. Potrzebne są też zmiany dotyczące nieruchomości niezamieszkanych i letniskowych, dotyczące zarówno zasad ich uczestniczenia w systemie, jak i stawek. – Ważne jest uelastycznienie systemu, który ma przecież funkcjonować w prawie 2500 niezwykle zróżnicowanych gmin – podkreśla Maciej Kiełbus. A jak przekonuje, w przypadku selektywnej zbiórki istotne jest nie tylko poluzowanie liczby frakcji, lecz także tego, w jaki sposób się zbiera odpady z poszczególnych kategorii. Jego zdaniem należy dopuścić możliwość odstępstw od zbiórki pięciopojemnikowej, np. dla domów jednorodzinnych, a w to miejsce wprowadzić tzw. system dzwonowy – zgrupowań pojemników na segregowane śmieci, do których odpady wyrzuca tylko pewna grupa mieszkańców.
Maciej Kiełbus uważa jednak, że wyrywkowe zmiany w u.c.p.g. to za mało i przekonuje do napisania całkiem nowej ustawy. Według niego każda kolejna nowelizacja będzie ze swej istoty rozwiązywać tylko doraźne problemy. – Wszystkim potrzeba gruntownych zmian i spójnej wizji funkcjonowania systemu. Nowa ustawa musi być wspólnym dziełem specjalistów od odpadów, samorządu, podatków i zamówień publicznych. Kluczowym jej założeniem musi być określenie celów dla samorządu oraz szerokiej palety narzędzi, pozwalających na osiągnięcie wskazanych celów bez odgórnego narzucania jedynie słusznej drogi – proponuje prawnik. Za kompleksowym rozwiązaniem optuje również Daniel Chojnacki, radca prawny z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. – Po raz kolejny zmiany mają dotyczyć wybranych – można dyskutować, czy zawsze dobrze – punktów systemu. Rząd zdaje się nie dostrzegać potrzeby kompleksowego ujęcia przyjmowanych zmian m.in. w związku z koniecznością wdrożenia zasad rozszerzonej odpowiedzialności producenta za dużą część strumienia odpadów dzisiaj ujmowanych w ramach odpadów komunalnych – uważa Daniel Chojnacki.
Ustawa o utrzymaniu czystości i porządku w gminach z 13 września 1996 r. (t.j. Dz.U. z 2020 r. poz. 1439)
Art. 3b
„1. Gminy są obowiązane osiągnąć poziom recyklingu i przygotowania do ponownego użycia odpadów komunalnych, z wyłączeniem innych niż niebezpieczne odpadów budowlanych i rozbiórkowych stanowiących odpady komunalne, w wysokości co najmniej:
50 proc. wagowo – za każdy rok w latach 2020–2024;
55 proc. wagowo – za każdy rok w latach 2025–2029;
60 proc. wagowo – za każdy rok w latach 2030–2034;
65 proc. wagowo – za 2035r. i za każdy kolejny rok.
2. Gminy są obowiązane osiągnąć poziom recyklingu, przygotowania do ponownego użycia i odzysku innymi metodami innych niż niebezpieczne odpadów budowlanych i rozbiórkowych stanowiących odpady komunalne w wysokości co najmniej 70 proc. wagowo rocznie”.