Nie ma jednej dobrej metody na zadbanie o stojące na terenie gminy cenne nieruchomości. Na ten cel pieniędzy brakuje nawet w dużo bogatszych krajach niż nasz. Czy więc wyjściem jest przekazanie zabytków w prywatne ręce? Być może, ale trzeba uważać.
Bo zdarza się, że sprzedane lub oddane w dzierżawę obiekty niszczeją, a właścicieli interesuje tylko grunt albo złom, który uda się sprzedać, rozbierając to, co w nich najcenniejsze. Niedawno stało się tak z halą stalowni w Warszawie, na której terenie można teraz postawić kolejne osiedle mieszkaniowe. Jeszcze gorzej jest z zabytkami techniki, które znajdują się z dala od miejskich centrów, bo w ogóle nie ma chętnych, którzy chcieliby się nimi zająć.
Skoro część prywatnych właścicieli o zabytki nie dba, to czy nie lepiej byłoby, żeby samorządy same o nie się zatroszczyły? Jak wynika z wypowiedzi pytanych przez nas ekspertów, jest to praktycznie niemożliwe. – Utrzymanie takich obiektów to olbrzymi koszt – mówi Mirosław Rymer, rzecznik prasowy Śląskiego Urzędu Konserwatora Zabytków i radca prawny. – Nie stać na to nawet tak bogatego państwa jak Niemcy. Dlatego sprzedaż czy dzierżawa to nierzadko jedyna możliwość, by obiekt nie popadł w ruinę. – Trzeba przy tym dobrze wybrać inwestora, a jednocześnie z taką decyzją nie można zwlekać zbyt długo – uściśla Artur Tusiński, burmistrz Podkowy Leśnej. Bo im dłużej zabytek czeka na właściciela, tym bardziej niszczeje i tym trudniej znaleźć kogoś, kto się nim rzetelnie zajmie. Na szczęście dobrych przykładów, w których inwestorzy właściwie zadbali o dworki, pałace czy obiekty sakralne, nie brakuje. Ale są i sytuacje odwrotne, gdy najważniejszym powodem zakupu nieruchomości staje się grunt, zwłaszcza że można go kupić za pół ceny.