Mniejsza liczba zleceń zmusza firmy budowlane do większej konkurencyjności cenowej. To może odbić się na czynszach i cenach gotowych projektów. Ale o tym, czy będzie taniej, dowiemy się za 1–1,5 roku.



Lokalne władze szacują ubytek dochodów z powodu epidemii na 13,5 mld zł. Dlatego większość samorządów zapowiada ograniczenie skali nowych projektów. – Cięcia obejmą inwestycje, które się jeszcze nie rozpoczęły i nie mają wsparcia unijnego. Warto też przedefiniować podejście do inwestycji z budżetu obywatelskiego – mówi prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski.
Reklama
Wykonawcom pozostaje ubieganie się o dopuszczenie do udziału w dużych rządowych projektach czy współpraca z prywatnymi inwestorami. – Ci ostatni również hamują z nowymi projektami. W marcu miałem podpisać trzy umowy na budowę domów i jedną na realizację przychodni. Żadna z nich nie doszła do skutku i nie wiem, kiedy to nastąpi – mówi Robert Trojak, właściciel firmy budowlanej Trotis.
Liczba firm budowlanych utrzymuje się natomiast na podobnym poziomie. Z danych Coface wynika, że w I kw. 2020 r. upadłość ogłosiło 30 z nich, o 14 mniej niż przed rokiem. Dlatego należy oczekiwać nasilenia walki o nowe projekty. Jak wynika z analizy CBRE, w marcu i kwietniu proponowane kosztorysy nie różniły się jeszcze od tych z ostatnich miesięcy ubiegłego roku. Firma przewidywała jednak ich korektę w kolejnych miesiącach.
CBRE wylicza, że w branży budowlanej w ciągu dekady koszty wzrosły o ok. 20 proc. z wahaniami w górę szczególnie w 2015 i 2016 r. – Na rynku magazynowym już widać obniżki cen wykonawstwa. Wpływa na to nie tylko wyhamowywanie inwestycji w innych sektorach, ale też korekta wynagrodzeń czy spadek cen materiałów budowlanych – mówi Tom Listowski z firmy Cresa. Podobnie jest na rynku biurowym. Natomiast w mieszkaniówce, jak mówi Emil Górecki z Echo Investment, obserwuje się na razie stabilizację cen usług.
Przedstawiciele firm budowlanych, w tym podwykonawców, mówią, że są coraz większe oczekiwania na wykonywanie prac o kilka do kilkunastu procent taniej niż przed epidemią. Na razie bronią się przed obniżkami, bo ciągle mają co robić na mocy wcześniej zawartych kontraktów i liczą, że niedługo sytuacja wróci do normy.
– Od podwykonawców zawsze oczekiwano elastyczności. Teraz to oczekiwanie jest jeszcze większe, bo wszystkim zależy na utrzymaniu ciągłości robót – mówi właściciel firmy specjalizującej się w konstrukcjach żelbetonowych.
Potwierdza to przedstawiciel spółki MM Konstrukcje Stalowe, który składał ostatnio ofertę na wykonanie kilku prac. Stawki, które mu zaproponowano, były poniżej opłacalności. Odmówił. Aneksy do obowiązujących umów przewidują zwykle wzrost cen realizacji tylko w przypadku zwiększenia zakresu prac. Wynegocjowanie go na skutek zwiększenia kosztów jest niezwykle trudne. – Do końca roku mam pracę w związku z kontraktami zawartymi przed koronawirusem. Co będzie potem, czas pokaże. Jeśli moi pracownicy zgodzą się na niższą pensję, przystanę na nowe warunki. Jeśli nie, zacznę szukać nowego zajęcia – deklaruje Robert Trojak.
Niższe ceny wykonawstwa mogą doprowadzić do spadku czynszów i cen gotowych projektów. Jeśli do tego dojdzie, będzie to widoczne w przyszłym roku. Obniżce podlegałyby nowe projekty, a czas ich realizacji wynosi średnio 12–18 miesięcy. W grę wchodzi jednak nieznaczna, kilkuprocentowa korekta. – To branża wolno reagująca na zmiany – mówi Górecki. – Ceny materiałów i robót budowlanych spadają. Dzięki temu koszty realizacji inwestycji powrócą do normalności. Jednocześnie będzie łatwiej o podwykonawców i pracowników, więc obecny spadek kosztów działa na korzyść nowych realizacji – podsumowuje Robert Dobrzycki ze specjalizującej się w powierzchniach przemysłowych firmy Panattoni.