Nowe wsparcie dla podupadających mniejszych miast jeszcze nie ruszyło, a już zdążyło podzielić samorządy. Spierają się, kto ma gorzej, by załapać się na preferencyjne programy.
Koniec z pompowaniem pieniędzy w duże aglomeracje, które i bez hojnego wsparcia radzą sobie dobrze. Czas zasilić finansową kroplówką regiony do tej pory zaniedbane, które potrzebują prorozwojowego bodźca, by nie osuwać się w demograficzną przepaść. Mowa szczególnie o średnich miastach (często byłych miastach wojewódzkich), które dziś tracą swoje funkcje społeczno-gospodarcze, a do tego mierzą się z odpływem ludzi młodych i przedsiębiorców do większych ośrodków.
To właśnie dla nich rządzący przygotowali Krajową Strategię Rozwoju Regionalnego 2030 r. (KSRR). Do rozdysponowania (do 2025 r.) ma być ponad 200 mld zł. Jej pomysłodawca – Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju – pracuje właśnie nad ostateczną wersję projektu. Mają w nim zostać uwzględnione uwagi i postulaty samorządów. A tych nie brakuje i – poza kilkoma wspólnymi stanowiskami dotyczącymi m.in. zbyt sztywnych kryteriów udzielania wsparcia – są bardzo rozbieżne, zależnie od regionu, który zgłasza swoje uwagi.