Czy hałas na gminnym placu zabaw narusza mir domowy? Prawnicy są podzieleni

autor: Leszek Jaworski01.08.2018, 10:16; Aktualizacja: 01.08.2018, 10:28
Oceniając zapis regulaminu, NSA podkreślił, że ustalając godziny korzystania z gminnych obiektów, należy brać jednak pod uwagę przepisy cywilnego prawa sąsiedzkiego

Oceniając zapis regulaminu, NSA podkreślił, że ustalając godziny korzystania z gminnych obiektów, należy brać jednak pod uwagę przepisy cywilnego prawa sąsiedzkiegoźródło: ShutterStock

Lato. Piękna pogoda. Rodzice chcieliby, żeby ich pociechy od świtu do zmierzchu mogły się bawić na placu zabaw. Irytują się, gdy gmina ten czas ogranicza. Ale nie zawsze mają rację. Bo niejednokrotnie władze samorządowe muszą godzić potrzeby różnych stron. Ba, wręcz są zobligowane do skracania czasu otwarcia sądowymi orzeczeniami. Sądy stoją bowiem na stanowisku, że ustalając czas, w którym zabawy, a więc i dobiegający stamtąd hałas jest dopuszczalny, trzeba brać pod uwagę także interesy sąsiadów, dla których takie miejsce może stanowić uciążliwość, a nawet uniemożliwiać normalne korzystanie z nieruchomości. Przy czym zdaniem niektórych prawników, stawiając interes prywatnych osób ponad dobro społeczności, gminy powinny bardzo uważać, by nie nadużyć swoich kompetencji. I to nawet wtedy, gdy wprowadzone na placu zabaw ograniczenia są pokłosiem decyzji sądu.

Z reguły zasady i tryb korzystania z gminnych obiektów i urządzeń użyteczności publicznej określa rada gminy w formie uchwały, która jest aktem prawa miejscowego. Okazuje się jednak, że czasami to sąd wchodzi w buty samorządu. W Łodzi nakazał skrócić miastu czas korzystania z placu zabaw na jednym z osiedli. Postanowienie zostało wydane wskutek pozwu, jaki wniósł jeden z mieszkańców przeciwko miastu. Twierdził on, że przeszkadza mu hałas dobiegający z placu zabaw (z siłownią) i niszczone jest jego mienie. Miasto wyznaczyło jako zabezpieczenie powództwa godziny korzystania z tego terenu – w tygodniu do godz. 18, a w weekendy – do 15.

Dlatego już na etapie podejmowania decyzji o lokalizacji placu zabaw z urządzeniami rekreacyjnymi dla dorosłych gmina powinna się zastanowić, gdzie sytuować takie atrakcje i na ile będą one wzbudzały konflikty. Casus łódzki jest bowiem dla samorządu terytorialnego wskazówką – że ustalając zasady korzystania z obiektów użyteczności publicznej, trzeba brać pod uwagę interesy właścicieli sąsiednich posesji. Inaczej należy określić reguły użytkowania placu zabaw położonego np. w parku, a inaczej tego, który mieści w pobliżu budynków mieszkalnych. Jednak nawet prawnicy nie są zgodni, czy tym razem sąd nie poszedł za daleko.

Naruszenie autonomii samorządu

– Postanowienie sądu dotyczące zabezpieczenia powództwa przez wprowadzenie ograniczeń godzinowych w korzystaniu z placu zabaw należy uznać za kompletnie niezrozumiałe – twierdzi dr Mariusz Bidzyński, radca prawny i wspólnik w kancelarii Chmaj i Wspólnicy. I wyjaśnia, że w polskim porządku prawnym istnieją regulacje dotyczące placów zabaw, jednak – co należy podkreślić – żadne z nich nie poruszają kwestii możliwości ograniczania czasu korzystania z nich. Zdaniem prawnika w sytuacji, gdy plac zabaw zarządzany jest przez samorządowe jednostki organizacyjne, należy odnieść się do ustawy z 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym (t.j. DZ.U. z 2018 r. poz. 994 ze zm.), w tym do zadań związanych z gospodarowaniem mieniem komunalnym. Przepisy te upoważniają organy samorządowe do wydania zarządzenia regulującego funkcjonowanie placów zabaw, m.in. przez stworzenie regulaminu. – Nie ma żadnych wskazań, aby ograniczać prawo do korzystania z tego rodzaju obiektu, kierując się interesem jednostki, tym samym nadużywając prawa podmiotowego – twierdzi mecenas Bidziński. Jego zdaniem ograniczenie godzinowe w korzystaniu z placów zabaw należy uznać za absurdalne i niemające odzwierciedlenia w przepisach prawa, tym samym uznać za naruszenie autonomii samorządu w zakresie tworzonego prawa miejscowego.


Pozostało jeszcze 55% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Reklama

Komentarze (3)

  • gosc123(2018-08-02 07:15) Zgłoś naruszenie 80

    twierdzenia mecenas Bidziński uległyby diametralnej zmianie, gdyby jego lokum znajdowało się tuż obok placu. Nagle odczytałby sens przepisów o immisjach i zrozumiał ochronę, którą gwarantują

    Odpowiedz
  • Lech(2019-03-04 00:22) Zgłoś naruszenie 110

    Z wypowiedzi pana mecenasa wynika , że dzieci mają większe prawa od nas ludzi dorosłych pracujących i podatników, z których to pieniędzy takie place są budowane. Czy my dorośli nie mamy prawa do ciszy i odpoczynku?. A te rozporządzenia prawne nie mają pokrycia z rzeczywistością i stosunkami międzyludzkimi. U mnie pod blokiem postawiono plac zabaw i to ogólnodostępny gdzie w odległości ok. 40 m hałas dochodzi do 80 decybeli przy normie do 55 decybeli. I co pan na to szanowny panie. Głupie prawo nadal będzie obowiązywać przed zdrowym rozsądkiem ?. Pozdrawiam i życzę spokojnego odpoczynku po dniu pracy.

    Odpowiedz
  • Sławek(2019-08-27 07:59) Zgłoś naruszenie 10

    Zapraszam na plac zabaw przy ul Korkowej 135, hałas dochodzi do 130 decybeli, od 14.00-21.00. Cały dzień zamknięte okna, bo chwili spokoju nie ma, najbardziej się cieszę jak pada deszcz. Dzieci jak święte krowy, przy aprobacie rodziców, nie zwrócisz uwagi- bo to przecież tylko dziecko, ja też byłem dzieckiem, ale nauczono mnie szacunku do sąsiadów i zrozumiałe było że ktoś może być zmęczony, lub wrócił dopiero z pracy .Nie jestem za likwidacja placów zabaw, ale uwaga do rodziców dzieci się wychowuje a nie chowa.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Galerie

Wyszukiwarka kancelarii

Szukaj

Polecane