- Radny, wójt czy parlamentarzysta mają prawo i obowiązek informować o tym, jak wykonują swoje zadania. Jeśli nie towarzyszą temu stwierdzenia typu: zrobiłem to i to, więc głosuj na mnie, to taka informacja nie może być wyeliminowana - mówi Krzysztof Lorentz.
Krzysztof Lorentz dyrektor zespołu kontroli finansowania partii politycznych i kampanii wyborczych w Państwowej Komisji Wyborczej / Dziennik Gazeta Prawna
Reklama
PKW wydała ostrzeżenie, by nie prowadzić agitacji zanim wybory nie zostaną oficjalnie zarządzone przez premiera. Czy to reakcja na jakieś zdarzenia, czy tylko przypomnienie?

Reklama
Przed każdymi wyborami Państwowa Komisja Wyborcza o tym przypomina. Sygnały, że przed ogłoszeniem postanowienia o ich zarządzeniu podejmowane są działania o charakterze agitacji wyborczej, pojawiają się od wielu lat. To niestety powtarzający się element, poprzedzający wszystkie wybory. Z podobnymi sytuacjami mamy do czynienia i teraz. Dlatego PKW postanowiła przypomnieć, jakie są zasady prowadzenia kampanii.
Wybory samorządowe odbędą się dopiero w listopadzie 2018 r., co oznacza, że premier Beata Szydło powinna je zarządzić w lipcu lub sierpniu przyszłego roku...
...a wtedy w Dzienniku Urzędowym RP ukaże się postanowienie określające termin wyborów. Ten termin jest zresztą sztywny i wynika z kodeksu wyborczego. Od momentu ogłoszenia postanowienia prezesa Rady Ministrów rusza cała maszyneria wyborcza. Wówczas możliwe staje się tworzenie komitetów wyborczych, zgłaszanie ich i komisarzy wyborczych w celu zarejestrowania przez PKW oraz prowadzenie innych czynności związanych z wyborami – a więc także kampanii. Przy czym największe znaczenie mają tu art. 104 i 105 kodeksu wyborczego. Pierwszy mówi o tym, że kampania wyborcza rozpoczyna się z dniem ogłoszenia aktu ustalającego termin wyborów i kończy się na 24 godziny przed dniem głosowania. Z kolei art. 105 stanowi, że agitacja, zdefiniowana jako publiczne nakłanianie do głosowania w określony sposób, prowadzona jest od przyjęcia przez właściwy organ zawiadomienia o utworzeniu komitetu wyborczego. A więc nawet później niż nastąpiło zarządzenie wyborów! W związku z tym trzeba pamiętać, że kampanię prowadzą wyłącznie komitety.
Jak w takim razie traktować działania już podejmowane i zapowiadane przez partie polityczne? Sukcesywnie przedstawiani są kandydaci na prezydentów miast. Na jesień zapowiedziano konwencje, na których pojawią się założenia programowe.
Działania takie muszą być oceniane wyłącznie jednostkowo. PKW nie może sformułować generalnego stanowiska. Tam, gdzie mamy do czynienia z działaniami wyraźnie podpadającymi pod ustawową definicję agitacji wyborczej, PKW reaguje i przypomina, kto i od kiedy może takie działania podejmować. Ta granica nie jest jednak łatwa do zdefiniowania. Coś, co może się wydawać agitacją, zgodnie z literą prawa może być ocenione inaczej. Dlatego PKW zawsze w swoich komunikatach wskazuje, że w dużym stopniu jest to kwestia bardziej kultury politycznej niż egzekwowania prawa. Nie ma przepisów, które by pozwoliły takie działania wyeliminować. I na to PKW wielokrotnie w ostatnich latach zwracała uwagę, również w swoich wystąpieniach po wyborach z informacją o realizacji prawa wyborczego. I wielokrotnie też wskazywała, że problem prekampanii wyborczej nie jest w żaden sposób uregulowany i że nie ma środków, by zapobiec działaniom, które są gdzieś na granicy.
Ale czy samo wskazanie kandydata np. na prezydenta już w tym momencie jest dopuszczalne?
Przez pryzmat art. 105 kodeksu wyborczego trzeba ocenić, czy doszło do nakłaniania do głosowania w określony sposób lub na konkretnego kandydata. PKW jednak ocenia przede wszystkim to, czy kampania prowadzona przez komitety była właściwie sfinansowana. Żadnych innych zadań, np. dotyczących sposobu prowadzenia kampanii, nie ma prawa podejmować. Może co najwyżej zwracać uwagę, że jeśli kampania jest prowadzona w sposób budzący wątpliwości, to w przyszłości może to powodować trudności z jej rozliczeniem, a w konsekwencji odrzucenie sprawozdania finansowego.
Granica między tym co wolno, a czego nie najwyraźniej jest płynna. W przyszłym roku czeka nas zapewne masowe otwieranie inwestycji i przecinanie wstęg. Czyli cały aparat władzy jest do dyspozycji obecnie ją sprawujących...
Tu w grę wchodzą działania samorządu podejmowane w ramach jego normalnych zadań. Bo przecież budowanie dróg, otwieranie obiektów sportowych czy kulturalnych to zadania własne samorządu. Jeśli temu przecinaniu wstęgi nie towarzyszy nakłanianie do głosowania w określony sposób lub na wybranych kandydatów – a więc to, o czym mowa w art. 105 kodeksu wyborczego – trudno wtedy czynić zarzut, że władze samorządowe robią źle. To, czy te efektowne inwestycje są wykonywane w pierwszym czy ostatnim roku kadencji, nie może być podstawą do zarzutu, że ma to charakter kampanii wyborczej. To by szło zbyt daleko.
Ale np. chwalenie się burmistrzów na billboardach, że udało się wybudować jakąś drogę, chyba trudno zaliczyć do kosztów związanych bezpośrednio z jakąś inwestycją, a tym bardziej do zadań własnych samorządu?
Organy publiczne – rządowe czy samorządowe – mają prawo i obowiązek informować o swojej działalności. Granica musi być tak określona, by nie naruszała możliwości informowania o sposobie wykonania ustawowych zadań i działalności przez osoby pełniące funkcje publiczne. Przy okazji kampanii wyborczej pojawia się też pytanie: a co ze sprawozdaniami z działalności w kończącej się kadencji? Powszechnie uważa się, że służą one zareklamowaniu się kandydatów na przyszłą kadencję. O tym PKW też wielokrotnie wspominała. Równocześnie musimy jednak pamiętać, że radny, wójt, parlamentarzyści czy członkowie Rady Ministrów mają prawo i obowiązek informować o tym, jak wykonują swoje zadania. Jeśli nie towarzyszą temu oczywiste objawy prowadzenia agitacji typu: zrobiłem to i to, więc głosuj na mnie, to taka informacja nie może być wyeliminowana. Bo to oznaczałoby, że już w okresie poprzedzającym kampanię nagle PKW zamyka wszystkim usta, zarzucając, że to może mieć związek z wyborami. A dopóki w podejmowanych działaniach nie ma wprost elementu agitacyjnego, to nie można ich zabraniać.
Obecnie wiele kontrowersji wzbudza kampania „Sprawiedliwe sądy”, za którą odpowiada Polska Fundacja Narodowa (PFN). Choć sfinansowana jest z pieniędzy z państwowych spółek i reklamuje punkt widzenia PiS, sama partia i rząd próbują się od niej dystansować. A co jeśli w przyszłym roku na tej samej zasadzie PFN wyjdzie np. z kampanią „Sprawiedliwe samorządy”, w której nie padną żadne konkretne nazwiska kandydatów, a postulaty będą bardzo ogólnikowe? Czy wolno będzie ją prowadzić?
Co do zasady, rząd również obowiązuje kodeks wyborczy. Zawsze jednak jest gdzieś granica, której nie wolno przekraczać. Szczególnie teraz, bo wybory samorządowe jeszcze nie zostały nawet zarządzone. Ale także później, bo prowadzenie kampanii, zgłaszanie kandydatów, jak już wspominałem, jest domeną komitetów wyborczych. Problem uregulowania kampanii był, jest i będzie trudny, bo te przepisy muszą regulować coś, co w świecie rzeczywistym wygląda inaczej, niż chce tego ustawodawca. Jak by nie patrzeć, z politologicznego punktu widzenia kampania zaczyna się już dzień po wyborach. To jest źródło wszystkich sprzeczności i problemów.
W takim razie co i jak powinno być uregulowane, byśmy nie musieli więcej się zastanawiać, czy dane działania mają charakter niedozwolonej agitacji wyborczej, czy też nie?
To bardzo trudny temat. PKW, zgłaszając od wielu lat, że brakuje takich regulacji, nigdy nie sformułowała żadnych propozycji, bo nie do tego jest powołana. PKW jako organ apolityczny może jedynie zasygnalizować jakieś problemy, ale nie może wyręczać ustawodawcy. Rzecz jest z pewnością trudna do uregulowania, bo z jednej strony mamy obowiązek informowania obywateli przez władzę publiczną i wolność słowa, a z drugiej chęć uporządkowania sposobu prowadzenia kampanii wyborczej, tak by nie dochodziło do obchodzenia przepisów gwarantujących równość wszystkim podmiotom, także tę finansową. To niestety wymagałoby nałożenia pewnych ograniczeń. Pytanie, jak tego dokonać, by nie pójść za daleko.