Uchwała Sądu Najwyższego przesądzająca, że za całość przyłączenia do wodociągu i kanalizacji płaci mieszkaniec, ma dla samorządów nie tylko pozytywny wydźwięk. Może spowodować problemy z wdrożeniem dyrektywy ściekowej.
Aleksandra Misiun radca prawny, Dr Krystian Ziemski & Partners Kancelaria Prawna / Dziennik Gazeta Prawna
Od lat między mieszkańcami a przedsiębiorstwami wodno-kanalizacyjnymi toczył się spór, kto powinien płacić za przyłączenie do sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. Zwłaszcza za odcinek, który ciągnie się już za nieruchomością. Część gmin domagała się, aby to właściciele płacili za całe przyłącze. Ci natomiast stali na stanowisku, że pokryją koszty, ale tylko za położenie rur w granicach ich posesji.
Reklama
Takie stanowisko popierał też Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Te przedsiębiorstwa, które stosują do dziś inną wykładnię, konsekwentnie karał za nadużywanie pozycji monopolistycznej. Tak było w przypadku krakowskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji, na które prezes UOKiK nałożył blisko milionową karę za niedozwolone praktyki. MPWiK sprawiedliwości szukało w sądach. Jednak sąd I instancji uznał, że z ustawy z 7 czerwca 2001 r. o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków (t.j. Dz.U. z 2017 r. poz. 328) nie wynika, by na właścicielach nieruchomości ciążył obowiązek wykonania lub sfinansowania robót polegających na budowie sieci lub urządzeń wodociągowych bądź kanalizacyjnych na odcinkach zlokalizowanych poza granicą nieruchomości.
Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Najwyższego, który w siedmioosobowym składzie orzekł, że za przyłącze kanalizacyjne uznać należy przewód łączący wewnętrzną instalację kanalizacyjną zakończoną studzienką w nieruchomości odbiorcy usług z siecią kanalizacyjną, na odcinku od studzienki do sieci kanalizacyjnej (czyli obejmujący także przewód poza granicą nieruchomości). Natomiast przyłącze wodociągowe zdefiniował SN jako przewód łączący sieć wodociągową z wewnętrzną instalacją wodociągową w nieruchomości odbiorcy usług na całej swojej długości.

Reklama
Zadowoleni
Przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne nie mają już teraz wątpliwości, jak interpretować przepis. – Uchwała SN nie zmienia definicji ustawowych przyłączy, a jedynie potwierdza dotychczasowe stanowisko nasze i innych przedsiębiorstw, które twierdziły, że realizację budowy przyłączy wodno-kanalizacyjnych zapewnia na własny koszt osoba ubiegająca się o podłączenie do sieci, a po wybudowaniu to także ona zapewnia niezawodne działanie instalacji. Uchwała jest odpowiedzią na liczne wyroki sądów powszechnych oraz decyzje prezesa UOKiK, które próbowały interpretować ustawę na korzyść konsumentów i odbiorców – komentuje Wiesław Pancer, prezes zarządu Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji w Olsztynie.
Niektóre przedsiębiorstwa stosowały jednak wykładnię lepszą dla mieszkańców. – Spółka Sądeckie Wodociągi interpretowała przepisy dotyczące przyłącza kanalizacyjnego na korzyść mieszkańców i zgodnie z wytycznymi w zakresie wydatkowania środków unijnych. Klient płacił za wykonanie odcinka, który znajdował się na jego posesji – wyjaśnia Janusz Adamek, prezes zarządu spółki Sądeckie Wodociągi.
Po uchwale SN gminy mogą jednak nie być takie chętne do stosowania korzystniejszej wykładni. Dodatkowo w ustnych motywach uzasadnienia sąd wskazał bowiem na aspekt społeczny dokonanej przez siebie interpretacji art. 2 pkt 5 i 6 ustawy o zbiorowym zaopatrzeniu w wodę i zbiorowym odprowadzaniu ścieków. Uznał, że nie ma potrzeby, aby obciążać lokalną społeczność kosztami przyłącza, skoro jego budowa służy przede wszystkim interesom osoby ubiegającej się o przyłączenie do sieci.
Dalej od celu
Tymczasem już dzisiaj nie wszyscy mieszkańcy są zainteresowani przyłączaniem do sieci – często dlatego, że na taką inwestycję ich nie stać. Jej koszt to od kilku do kilkunastu tysięcy złotych. Cena zależy m.in. od długości. Za każdy metr kładzionych rur trzeba zapłacić ok. 100 zł. A nieraz część przyłącza biegnącego poza posesją jest o wiele dłuższa niż rury, które znajdują się na nieruchomości.
To może z kolei utrudnić gminom osiąganie unijnych celów. Do końca 2015 r. zaledwie 34 proc. samorządów spełniło wymogi dyrektywy Rady z 21 maja 1991 r. dotyczącej oczyszczania ścieków komunalnych (91/271/EWG). Mimo że czas na wywiązanie się upłynął niemal dwa lata temu, gminy nadal mają przed sobą dużo pracy. Z projektu piątej aktualizacji Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych (KPOŚK) wynika, że trzeba m.in. zbudować 14 185,9 km nowej sieci kanalizacyjnej oraz zmodernizować kolejne 3 406,66 km. To koszt 16,16 mld zł.
Dlatego samorządy już obecnie szukają sposobów, aby mieszkańców odciążyć. Wprowadzają dopłaty do budowy przyłączy kanalizacyjnych. – Urząd Miasta w Nowym Sączu przeznaczył na ten cel w ciągu ostatnich trzech lat ponad 3 mln zł – informuje Janusz Adamek.
Unia wymaga
Dalsze opóźnienie we wdrażaniu unijnej dyrektywy może gminy słono kosztować. Ministerstwo Środowiska podkreśla, że zapewnienie zbiorowego odprowadzania ścieków jest zadaniem własnym gminy i w związku z tym to na gminie spoczywa obowiązek wypełnienia zobowiązań wynikających z KPOŚK, a więc dyrektywy ściekowej. Dodaje, że na razie Komisja Europejska nie wszczęła wobec Polski formalnej procedury z powodu niewdrożenia unijnych wymogów.
Zgodnie z traktatem akcesyjnym Polska powinna wykonać zobowiązania wynikające z dyrektywy ściekowej do 31 grudnia 2015 r. Gminy, mimo wydatkowania łącznie ponad 60 mld zł do końca 2015 r., nie były w stanie wywiązać się ze wszystkich inwestycji. Za to Polsce grożą unijne sankcje. Kar spodziewać mogą się też gminy, które nie zrealizują postanowień dyrektywy. W związku z tym z inicjatywy poselskiej i przy poparciu Ministerstwa Środowiska 16 grudnia 2015 r. uchwalono ustawę o zmianie ustawy – Prawo ochrony środowiska, odraczając ponoszenie administracyjnych kar pieniężnych za niewypełnienie tych zobowiązań, ale na razie tylko do 31 grudnia 2018 r.
Uchwała składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 22 czerwca 2017 r., sygn. akt III SZP 2/16
OPINIE EKSPERTÓW
Warto zadbać o dodatkowe pieniądze
Zofia Jóźwiak / Dziennik Gazeta Prawna
Na uchwałę Sądu Najwyższego w przedmiocie wykładni definicji przyłączy czekała cała branża wodociągowo-kanalizacyjna. Orzeczenie z pewnością przyczyni się do uporządkowania dotychczasowego chaosu interpretacyjnego, z którym musiały mierzyć się nie tylko gminy, lecz także podmioty eksploatujące sieci. Oczywiście należy liczyć się z krytycznymi głosami właścicieli przyłączanych nieruchomości, którzy zmuszeni będą w określonych przypadkach ponosić wyższe koszty przyłączenia. Trudno jednak nie zgodzić się w tym przypadku z argumentem podniesionym przez Sąd Najwyższy w ustnych motywach rozstrzygnięcia, że nie ma potrzeby, aby cała lokalna społeczność obciążana była kosztami budowy przyłącza do danej nieruchomości (koszty poniesione przez przedsiębiorstwo uwzględniane są bowiem przy konstruowaniu taryf wodociągowych i kanalizacyjnych, a co za tym idzie, przekładają się na ceny i stawki opłat, którymi obciążani są wszyscy odbiorcy usług danego przedsiębiorstwa).
Należy przy tym pamiętać, że ustawa z 13 września 1996 r. o utrzymaniu czystości i porządku w gminach nakłada na właścicieli nieruchomości obowiązek przyłączenia nieruchomości do istniejącej sieci kanalizacyjnej (poza nielicznymi wyjątkami przewidzianymi ustawą). W związku z tym treść podjętej uchwały i wynikający z niej zakres obowiązków odbiorców usług nie powinny mieć bezpośredniego wpływu na poziom realizacji obowiązków wynikających z dyrektywy ściekowej.
Oczywiście warto rozważyć – w kontekście skutków uchwały dla właścicieli nieruchomości – wprowadzenie odpowiednich instrumentów służących dofinansowywaniu kosztów budowy przyłączy, które pozwoliłyby nie tylko częściowo odciążyć odbiorców usług, lecz także skutecznie zmotywować mieszkańców do szybkiego i sprawnego przyłączenia do sieci, z korzyścią dla nich samych i dla całej wspólnoty samorządowej.
Pomóc biednemu czy płacić kary
Choć kanalizacji przybywa w Polsce w ostatnich latach w szybkim tempie, to nadal spora grupa mieszkańców jest jej pozbawiona. Widać to wyraźnie, porównując choćby wielkość sieci wodociągowej i kanalizacyjnej. Kto najczęściej nie odprowadza ścieków do oczyszczalni? Ci, których na to nie stać. Czyli biedniejsi mieszkańcy, którzy nie są w stanie sfinansować przyłącza nawet w granicach działki. I ci, którzy mieszkają w ubogich i niezaradnych gminach, którym nie udało się zdobyć na ten cel unijnych funduszy.
Teraz, po wyroku SN, te właśnie grupy będą musiały płacić także za rury znajdujące się na terenie gminnym. To prosta droga do niewykonania unijnych zobowiązań w zakresie dyrektywy ściekowej i zapłacenia przez gminy i nasz kraj wysokich kar. Dlatego warto się zastanowić, czy rzeczywiście użyty przez SN ustny argument, że nie ma potrzeby, aby cała lokalna społeczność obciążana była kosztami budowy przyłącza do danej nieruchomości, jest trafny. Bo więcej korzyści przynieść może pomoc biedniejszym niż płacenie pokaźnych kar do unijnej kasy.