Lokalni włodarze przygotowują się do zorganizowania ogólnokrajowego plebiscytu w sprawie dwukadencyjności. Nasze informacje potwierdzają urzędnicy z Gdańska. – Samorządowcy chcą powołać komitet referendalny i wkrótce powinno to się udać – deklaruje Magdalena Skorupka-Kaczmarek, rzeczniczka prezydenta Pawła Adamowicza.
Reklama
Pytania miałyby być dwa. Pierwsze dotyczące pomysłu ograniczenia liczby kadencji dla wójtów, burmistrzów i prezydentów. Drugie – wprowadzenia podobnej zasady dla parlamentarzystów.

Reklama
Na razie trwają rozmowy pomiędzy największymi korporacjami samorządowymi. Jednomyślności wciąż nie ma. Trzy z nich – Związek Powiatów Polskich, Związek Województw RP i Unia Metropolii Polskich – na razie nie są przekonane do pomysłu. To jednak nie przekreśla całego przedsięwzięcia. – Obywatelski komitet może powstać nie z inicjatywy korporacji samorządowych, ale np. burmistrzów – twierdzi osoba zaangażowana w przygotowania.
Jakie zastrzeżenia mają sceptycy? Po pierwsze, nie wiadomo, czy mieszkańcy zrozumieją intencje samorządowców. – W świecie widoczny jest trend antyestablishmentowy. Obawiam się, by referendum nie zostało odebrane jako próba dożywotniego utrzymywania się przy stołkach – wskazuje jeden z naszych rozmówców. Po drugie, Sejm otrzymawszy wniosek referendalny z wymaganą liczbą podpisów (500 tys. w przypadku referendum ogólnokrajowego o szczególnym znaczeniu dla państwa), może wiele z nim jeszcze zrobić. PiS może odrzucić wniosek, co byłoby jednak źle odebrane po wcześniejszych deklaracjach, że partia nie będzie wyrzucać do śmietnika inicjatyw społecznych. Poza tym Sejm nie jest zobowiązany do zachowania treści proponowanego pytania referendalnego – dlatego PiS może tak je zmienić, by przekuć całą inicjatywę na swoją korzyść. Tego obawia się część samorządów.
Oficjalnie nie wiadomo, co zrobi rządząca partia. – Dwukadencyjność mieliśmy zapisaną w programie wyborczym. Nie wiem jeszcze, jak się zachowamy, gdy taki wniosek wpłynie do Sejmu – przyznaje Paweł Lisiecki (PiS) z sejmowej komisji ds. petycji.
Co o pomyśle ogólnokrajowego referendum sądzą prezydenci największych miast? Zdania są podzielone. – Uważam, że dla przeciętego człowieka, nieinteresującego się życiem politycznym, to nie jest temat, który zmobilizuje go do pójścia do lokalu wyborczego i oddania głosu – ocenia Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa. Wątpliwości ma też Wojciech Lubawski, prezydent Kielc. – Nie popieram inicjatywy referendum, ponieważ uczestnicy takowego nie powinni się wypowiadać we własnej sprawie – mówi.
Ale inicjatywę popierają np. prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski, Piotr Krzystek ze Szczecina czy Krzysztof Matyjaszczyk z Częstochowy. – Tak poważne zmiany w ordynacji wyborczej, jakie planują rządzący, w tym kwestia dwukadencyjności, powinny być przedmiotem szerokich konsultacji. A także tematem ogólnokrajowego referendum, jeżeli tak zdecydują ludzie, podpisując się pod wnioskiem w tej sprawie – mówi prezydent Matyjaszczyk.
Opozycja sejmowa uważa, że samorządowcy popełniają błąd, decydując się na referendum. – Nie można uwiarygadniać niekonstytucyjnych inicjatyw PiS. To wchodzenie w rolę karpia przed wigilią – uważa Piotr Zgorzelski z PSL.
Referendalne przeciąganie liny między władzami lokalnymi a rządem już trwa. W najbliższych dniach wojewoda mazowiecki będzie musiał podjąć decyzję, czy zezwolić na referenda w sprawie powołania metropolii warszawskiej. Zapowiedziały je trzy samorządy uwzględnione w budzącym kontrowersje projekcie ustawy przygotowanym przez PiS. W przypadku Warszawy termin na ostateczną decyzję wojewody mija jutro (9 marca). Następne w kolejce są Legionowo (termin 11 marca) i Podkowa Leśna (15 marca).