Prowadzenie uboju zwierząt niezgodnie z elementarnymi zasadami zdrowotnymi ujawnione przez TVN negatywnie wpływa na opinie o polskim mięsie za granicą. Ale efekt nie powinien być trwały.
Eksport był motorem wzrostu produkcji / DGP
Komisja Europejska wysłała do Polski inspektorów, by przyjrzeli się skandalowi z mięsem. Grupa ekspertów odwiedza ubojnie i masarnie, będzie też rozmawiać z przedstawicielami służb weterynaryjnych. Wizyta potrwa do piątku. Wnioski z niej posłużą do przygotowania raportu, który ma być gotowy za miesiąc.
Jak dowiedział się DGP, unijni inspektorzy mają przede wszystkim zbadać, jak działa system identyfikacji i rejestracji zwierząt prowadzony przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR). Obowiązek znakowania i rejestrowania zwierząt narzuca na rolników unijna dyrektywa. Jej celem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa żywności. W prowadzonej przez ARiMR bazie znajdują się informacje od rolników na temat zmian zachodzących w stadach bydła, trzody chlewnej, owiec i kóz. Rolnicy mogą łatwo aktualizować informacje za pośrednictwem internetowego systemu. Unijni inspektorzy chcą jednak sprawdzić, czy system działa prawidłowo i czy dostarczane dane są wiarygodne.
Reklama

Więzienie za łamanie prawa

Reklama
Skandal wokół polskiej wołowiny rozlał się szeroko na całą Europę, wywołując pytania o to, czy nad bezpieczeństwem żywności nie powinna czuwać jedna unijna agencja sanitarna. Przypomniała o tym w poniedziałek francuska minister ds. europejskich Nathalie Loiseau. Przypomniała, że Paryż postuluje utworzenie paneuropejskiego inspektoratu sanitarnego od dawna. W odpowiedzi Komisja Europejska podkreśliła, że proponował to również przewodniczący KE Jean-Claude Juncker w ramach swoich scenariuszy dotyczących przyszłości Europy. Na rozszerzenie uprawnień UE musiałyby się jednak zgodzić kraje członkowskie. Nie wiadomo, czy rzeczywiście byłaby taka potrzeba, ponieważ już dzisiaj unijne prawo narzuca wiele obowiązków w tym zakresie.
Na rynku krajowym cena skupu żywca wołowego spadła o ok. 7 proc.
Własny audyt prowadzi również Główny Inspektorat Weterynarii. Z kolei zmiany w ustawie dotyczącej inspekcji sanitarnej zapowiedział minister rolnictwa Jan Ardanowski. Za łamanie prawa mają być przewidziane wysokie kary, łącznie z więzieniem. Ubojnie mają być monitorowane. Na poniedziałkowej konferencji prasowej szef resortu przekonywał, że sprawa sprzedaży mięsa z padłych krów została wyolbrzymiona, bo mowa o jednym przypadku. Przyznał jednak, że może on zagrozić wizerunkowi polskiego rolnictwa. Dlatego zapowiedział wiele działań naprawczych.

Kryzys wizerunkowy branży

Zdaniem ekspertów ujawniony incydent jest tylko marginalną patologią, a nie zasadą działania całego sektora. – Kryzys wizerunkowy może obniżyć zagraniczny popyt na polską wołowinę, a w konsekwencji spowodować spadek cen – ocenia jednak Jakub Olipra, ekonomista Crédit Agricole Bank Polska.
Podkreśla, że tego typu sytuacje w branży spożywczej zdarzają się nie tylko w Polsce (np. niedawna sprawa skażenia fipronilem w Holandii, która jest największym eksporterem jaj w UE). – Uwzględniając doświadczenia historyczne, można się spodziewać, że negatywny efekt będzie prawdopodobnie przejściowy. W długim okresie nie zatrzyma to dynamicznego rozwoju polskiego sektora wołowiny. Pamiętajmy, że wyprodukowane w Polsce mięso konkuruje przede wszystkim ceną, a nie pochodzeniem, i to w tej sytuacji łagodzi negatywne skutki kryzysu wizerunkowego – twierdzi Olipra.
– Efekty incydentu są już widoczne na rynku krajowym. Cena skupu żywca wołowego spadła o ok. 7 proc. Myślę jednak, że jest to chwilowe zachwianie. Spodziewam się, że w ciągu dwóch tygodni sytuacja wróci do normy zarówno na rynku krajowym, jak i zagranicznym – mówi Tomasz Rasiński, wiceprezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego.

90 proc. na eksport

Według danych Eurostatu w 2017 r. wyprodukowano w Polsce 559 tys. ton wołowiny. Ubiegły rok mógł być pod tym względem jeszcze lepszy. Według dostępnych danych po 11 miesiącach produkcja przekroczyła 525 tys. ton. Jeśli w grudniu dynamika produkcji utrzymała się tak jak od stycznia do listopada, to w całym roku wyniosła ona rekordowe 570 tys. ton. W ten sposób utrzymalibyśmy siódmą pozycję w rankingu największych producentów wołowiny w Unii Europejskiej. Przed nami są Francja (z produkcją prawie trzykrotnie większą), Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania i Irlandia.
Lepszą, bo trzecią, pozycję zajmujemy pod względem wartości eksportu – wyprzedzają nas jedynie Holandia i Irlandia. W 2017 r. wartość sprzedaży wyniosła prawie 1,6 mld euro. Natomiast w ubiegłym roku ze sprzedaży wołowiny na zagranicznych rynkach mogliśmy uzyskać ok. 1,7 mld euro, o czym świadczą wyniki po 10 miesiącach. To także rekordowy rezultat. A to oznacza, że od czasu wstąpienia Polski do Unii Europejskiej eksport tego produktu wzrósł prawie sześciokrotnie. Bez eksportu wołowiny branża bydła mięsnego nie mogłaby funkcjonować w takich rozmiarach jak obecnie. Bo do odbiorców zagranicznych trafia 90 proc. produkowanego u nas mięsa. Niewielka sprzedaż w Polsce jest związana z tym, że wołowina jest droższa od mięsa wieprzowego i drobiu.