Walka z piractwem staje się biznesem. Zarówno dla ścigających, jak i dla broniących internautów. – Lipiec to zazwyczaj spokojny miesiąc. W tym roku codziennie mam przynajmniej jednego klienta i kilka telefonów w sprawie wezwań od kancelarii Anny Łuczak – mówi nam krakowski prawnik. Każda porada w jego kancelarii kosztuje 100 zł.
– Tak dużo klientów zgłaszających się z prośbą o radę w jednym typie sprawy jeszcze nie miałam – dodaje mecenas Anna Rurarz z Warszawy. Udzieliła już co najmniej kilkunastu porad – każda płatna 150 zł.
Kancelarie i prawnicy wyspecjalizowani w prawie autorskim mają w ostatnich tygodniach prawdziwe żniwa. Zaczęło się od działań kancelarii Anny Łuczak z Warszawy, a potem ruch w biznesie zwiększyła także gdańska kancelaria BGST Radcowie Prawni Borek, Gajda, Tołwiński. W porozumieniu z producentami filmowymi przedstawiciele prawniczych firm zaczęli masowo składać zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa nielegalnego rozpowszechniania filmów. Anna Łuczak w imieniu producentów „Obławy”, „Czarnego czwartku”, „Last minute”, „Drogówki” i „Być jak Kazimierz Deyna” złożyła zawiadomienia w stosunku do co najmniej 103 tys. internautów. Trójmiejska kancelaria podpisała umowę z amerykańskim producentem filmu „Witaj w klubie” i w jego imieniu skierowała wnioski o ściganie kilkunastu tysięcy internautów. W efekcie tych działań prokuratury zaczęły masowo prowadzić postępowania w sprawie łamania praw autorskich i ustalać dane internautów przypisanych do adresów IP, z których miały być udostępniane te filmy.