Jeden kodeks czy trzy odrębne pragmatyki urzędnicze? Zdecydowanie opowiadam się za jedną regulacją. Bo urzędnik na każdym szczeblu, czy to rządowym, czy wojewódzkim, czy w organach kontroli, czy tylko w kilkutysięcznej gminie, powinien być przede wszystkim profesjonalistą, dbać o obywateli, o interesy kraju, a w samorządach także o swoje małe ojczyzny. I wydaje mi się, że podstawowe prawa i obowiązki tych pracowników da się skodyfikować jednolicie.
Oczywiście będzie to zadanie trudne, bo odrębności jest jednak sporo i wiele z nich trzeba będzie zachować. Choćby ze względu na art. 153 Konstytucji RP, który mówi, że „w celu zapewnienia zawodowego, rzetelnego, bezstronnego i politycznie neutralnego wykonywania zadań państwa, w urzędach administracji rządowej działa korpus służby cywilnej”, a jego zwierzchnikiem jest prezes Rady Ministrów. Nie jest to więc praca na miesiąc czy dwa, wymaga zdecydowanie więcej namysłu i szerszego grona tworzących te przepisy niż dokonanie doraźnych zmian w poszczególnych ustawach urzędniczych. Podleganie takiemu kodeksowi powinno być nobilitacją dla urzędnika i jednocześnie gwarancją dla obywateli, że będzie się on dobrze wywiązywał ze swoich obowiązków. Dlatego przeglądając przepisy, warto wybrać z trzech pragmatyk rozwiązania, które się sprawdzają. I np. zmienić te regulacje dla pracowników samorządowych, które tylko pozornie zapobiegają nepotyzmowi w gminach czy powiatach.