Stany Nowy Jork i Kalifornia rozpoczęły eksperyment na bezprecedensową skalę. Kalendarz podwyżek w Nowym Jorku jest ambitny. Do końca 2018 roku pracownicy nowojorskich fast foodów mają zarabiać przynajmniej 15 dol. za godzinę. To prawie o połowę więcej w stosunku do 10,5 dol., które zarabiają obecnie, i dwa razy więcej, niż wynosi obecnie federalna minimalna stawka godzinowa (7,25 dol.). Stawki minimalne w innych branżach osiągną ten poziom najpóźniej w 2021 roku.
Podwyżka jest efektem porozumienia, które wypracował gubernator stanu Nowy Jork Andrew Cuomo. Przekonał on do podwyżek członków stanowej legislacji krótko po tym, jak taka sama sztuka udała się gubernatorowi Kalifornii Jerry’emu Brownowi. Aby zminimalizować szok dla stanowych gospodarek, podwyżki będą rozłożone w czasie. W przypadku Kalifornii poziom 15 dol. za godzinę we wszystkich branżach ma zostać osiągnięty w 2022 roku.
Reklama

Reklama
Oprócz pracowników fast foodów podwyżki do 2018 roku obejmą również pracowników przedsiębiorstw działających na terenie miasta Nowy Jork, które zatrudniają przynajmniej jedenaście osób (w mniejszych firmach minimalna stawka godzinowa wyniesie 13,5 dol.). Dwa lata później poziom 15 dol. ma zostać osiągnięty również w przypadku pracowników pozostałych przedsiębiorstw w miejscowościach położonych blisko Nowego Jorku. W reszcie stanu podwyżki zatrzymają się na pozomie 12,5 dol. Na taki kompromis Cuomo musiał pójść, jeśli w ogóle chciał wprowadzić zmiany.
Podwyżki są efektem tego, że część Amerykanów ma poczucie, iż nawet ciężko pracując, nie będzie w stanie zarobić na godziwe życie. To poczucie znajduje odzwierciedlenie w statystyce. Jak wynika z danych amerykańskiego Departamentu Pracy, po 1970 roku wzrost wynagrodzeń w Stanach Zjednoczonych rozjechał się ze wzrostem produktywności. O ile w ciągu 45 lat ta druga wartość wzrosła ponad dwuipółkrotnie, o tyle mediana dochodów gospodarstw domowych poszła zaledwie o 11 proc. w górę. Z kolei rzeczywisty (z uwzględnieniem inflacji) poziom minimalnej federalnej stawki godzinowej jest niższy niż na początku lat siedemdziesiątych.
Te nastroje wyczuwają oczywiście politycy. Podniesienie stawki federalnej do 15 dol. za godzinę jest jednym z postulatów ubiegającego się o nominację prezydencką Partii Demokratycznej Berniego Sandersa. Jeszcze kilka lat temu polityk z takimi pomysłami, starający się o najwyższy urząd w państwie, zostałby odsądzony od czci i wiary. Dzisiaj jednak senator z Vermontu wciąż depcze po piętach w prawyborach byłej sekretarz stanu Hillary Clinton. Poparcie dla niego świadczy o tym, że problem jest realny.
Podstawowy argument, który wysuwają przeciwnicy wprowadzanych zmian, jest taki sam jak w Polsce: wyższy poziom minimalnego wynagrodzenia przyczyni się do wzrostu bezrobocia. Problem polega jednak na tym, że operacji takiej, jak w Kalifornii i Nowym Jorku, jeszcze nigdy nie przeprowadzano. Co roku nowojorscy i kalifornijscy urzędnicy mają więc przedstawiać raport z wpływu podwyżek na stanowe gospodarki. Gdyby doszło do recesji, władze zarezerwowały sobie możliwość zamrożenia podwyżek.
Zresztą podniesienie minimalnej stawki godzinowej cieszy się poparciem nie tylko polityków i pracowników, ale też coraz częściej biznesu – i to biznesu z pierwszych stron gazet. W ubiegłym roku Facebook i Google zadeklarowały, że ich pracownicy (a także pracownicy podwykonawców) będą zarabiać minimum 15 dol. za godzinę. Na podobny ruch zdecydowała się Aetna, gigant na amerykańskim rynku ubezpieczeń zdrowotnych, a zarazem firma z listy Fortune 100. Firma zdecydowała się podnieść stawkę minimalną do 16 dol. za godzinę.
Do podwyżek wzięły się również firmy, które dotychczas oskarżano o bardzo niskie uposażenia. Z tego względu najniższą stawką godzinową, na jaką mogą od 1 lutego 2016 roku liczyć pracownicy koncernu Walmart, jest 10 dol. To druga podwyżka w ciągu dwunastu miesięcy; w kwietniu 2015 roku firma podwyższyła minimum godzinowe do 9 dol. Przedstawiciele firmy twierdzą, że podwyżki w dłuższej perspektywie się opłacą, ponieważ ograniczą rotację kadr, a także wpłyną pozytywnie na zaangażowanie pracowników. Możliwe jednak jest też to, że Walmart zareagował po prostu na wcześniejsze podwyżki w innych dużych firmach handlowych, jak Target.
Otwarte pozostaje pytanie, jak dodatkowe koszty związane z wyższym wynagrodzeniem wpłyną na sytuację finansową przedsiębiorstw. Według Biura Statystyki Rynku Pracy w 2014 roku uposażenia stanowiły 9,5 proc. wartości sprzedaży firm z sektora handlowego. Wskaźnik ten jednak w przypadku gastronomii osiągał wartość 31,2 proc., a w przypadku hotelarstwa – 25,2 proc.
Podwyżki minimalnej stawki godzinowej nie wszędzie jednak cieszą się poparciem. Przekonali się o tym demokratyczni rajcowie z największego miasta w stanie Alabama, Birmingham. W sierpniu ubiegłego roku przegłosowali oni wprowadzenie na terenie miasta stawki minimalnej na poziomie 10,1 dol. Podwyżka miałaby zacząć obowiązywać od połowy 2017 roku.
Zachęceni tym przykładem radni z innych miast w Alabamie, jak Huntsville, Mobile, Tuscaloosa, również zaczęli rozważać przyjęcie stosownych przepisów. Te próby ucięli jednak republikanie ze stanowej legislatury, którzy w marcu za pomocą specjalnej, przyspieszonej ścieżki legislacyjnej przyjęli prawo zakazujące lokalnym samorządom ustalania poziomów płacy minimalnej. Gubernator stanu Robert Bentley, również republikanin, podpisał ustawę podobno w godzinę po tym, jak wylądowała na jego biurku.