Samotni, z dala od bliskich, bez stabilnej pracy. Dla wielu to koszmar. Ale równie wielu świadomie wybiera takie życie, bo tak jest dla nich bezpieczniej. Już dziś jest prawie 4 mln osób samotnych, a ich liczba ciągle się zwiększa. Dzieje się tak zwłaszcza w dużych miastach, które powoli zamieniają się w skupiska samotników, kontaktujących się ze sobą za pomocą internetu, bez większych szans na stworzenie rodziny i posiadanie potomstwa.
Świat stanął na progu przepaści – media, politycy oraz eksperci każdego dnia prześcigają się w fatalistycznych diagnozach, które ukazują powszechny upadek społecznych norm. Słowem – nie ma pracy, nie ma miłości, niczego nie będzie. Cytowane wyniki statystycznych badań i naukowych opracowań wydają się potwierdzać, że rodzina i praca przestały być w naszym życiu pewnikami, że nastąpiła przemiana, wykiełkowało nowe społeczeństwo, z innymi wartościami i oczekiwaniami.
Eksperci wyliczyli, że jeśli demografia nie sprawi nam niespodzianki, to obecne trendy doprowadzą w Polsce za dwie, góra trzy dekady do sytuacji, w której 60–70 proc. gospodarstw domowych będzie liczyło najwyżej dwie osoby. Dzieci, jeśli się pojawią, będą jedynakami. Już dziś jest prawie 4 mln osób samotnych, a ich liczba ciągle się zwiększa. Dzieje się tak zwłaszcza w dużych miastach, które powoli zamieniają się w skupiska samotników, kontaktujących się ze sobą za pomocą internetu, bez większych szans na stworzenie rodziny i posiadanie potomstwa.