O tym, że życie zawodowe nie będzie czekaniem na emeryturę, tylko ciągłym rozwojem. A wiekowi pracownicy zostaną docenieni.
Rano na szkoleniu z użytkowania najnowszych komunikatorów internetowych. Po południu w pracy na 1/2 etatu w centrum obsługi klienta dużej firmy ubezpieczeniowej. Wieczorem u rodziców, żeby sprawdzić, jak sobie radzą, i pomóc im w trudniejszych czynnościach. To nie plan dnia dzisiejszego dwudziestolatka, lecz prawdopodobny scenariusz zajęć seniora Anno Domini 2040. Najbliższe 25-lecie właśnie tym osobom stawia jedne z największych cywilizacyjnych wyzwań – bez zwiększenia ich aktywności nie da się bowiem utrzymać ani obecnego systemu ubezpieczeń społecznych, ani świadczeń opiekuńczych. W posadach może zadrżeć także niestabilna już teraz ochrona zdrowia.
Wszystko przez demografię. W 1989 r., gdy rozpoczynała się transformacja ustrojowa i gospodarcza, 65 lat i więcej miało 3,8 mln Polaków (10 proc. ludności). Do 2013 r. liczba ta wzrosła prawie o 1,9 mln, a osoby starsze stanowią już 15 proc. ogółu społeczeństwa. Tendencja ta będzie się jeszcze nasilać. Według prognozy GUS za 25 lat seniorów będzie już ok. 9 mln (26 proc.). To podstawowa przyczyna decyzji o wydłużeniu wieku emerytalnego z 60 lat (kobiety) i 65 lat (mężczyźni) do 67. roku życia. I zapewne nie jest to ostatnie słowo rządzących – jest wielce prawdopodobne, że za jakiś czas trzeba będzie wiek ten wydłużać jeszcze bardziej, np. do 70 lat. A to oznacza prawdziwą rewolucję w zatrudnieniu osób starszych, która dokona się w ciągu najbliższego ćwierćwiecza. Na czym będzie ona polegać? Przede wszystkim na odwróceniu roli, jaką seniorzy pełnią dziś w społeczeństwie. A więc także na stopniowym obalaniu mitów, jakie obecnie w kwestii zatrudnienia takich osób są głęboko utrwalone.