W ciągu sześciu lat ponad dwukrotnie wzrosła liczba pracowników, którzy otrzymują minimalne wynagrodzenie za pracę. Zdaniem ekspertów to efekt... podwyżek.
W 2013 r. co najwyżej płacę minimalną, czyli 1600 zł brutto, otrzymywało 28 proc. pracowników budowlanych, podczas gdy w przemyśle ponad dwa i pół raza mniej, bo 11 proc. – To nieprzypadkowe – uważa Jarosław Strzeszyński z Instytutu Analiz Monitor Rynku Nieruchomości. Jego zdaniem bardzo duży odsetek pracowników budowlanych z minimalnym wynagrodzeniem wynika m.in. z tego, że w tej branży zatrudnionych jest dużo osób bez formalnego przygotowania zawodowego, które wykonują bardzo proste prace polegające np. na kopaniu rowów. Ponadto wiele firm budowlanych jest w słabej kondycji finansowej, nie stać ich na wypłacanie wyższych płac, ponieważ ledwie egzystują przy rozpowszechnionych zaległościach płatniczych między kontrahentami.
Nie jest przypadkiem również to, że co czwarty zatrudniony w ochronie, handlu, hotelarstwie i gastronomii otrzymuje także co najwyżej minimalne wynagrodzenie. Bo np. w handlu występuje mordercza konkurencja. W jej wyniku małe sklepy tracą klientów na rzecz dyskontów i supermarketów. Te, które utrzymują się na rynku, mają więc często bardzo niskie przychody. Zatrudniają sprzedawców, oferując im zwykle tylko minimalne wynagrodzenie albo niższe na część etatu.