Według danych polskiej straży granicznej obywatele Ukrainy stanowili największą grupę wśród osób wjeżdżających do Polski w 2020 roku (3,8 mln). Jest to spadek w porównaniu z rokiem 2019, kiedy odprawiono ok. 11 mln ukraińskich obywateli.

Jednak jednocześnie w 2020 roku w Polsce wydano Ukraińcom mniej więcej tyle samo zaproszeń do pracy co w 2019 i 2018 r. - informuje Woskobojnyk. "Można więc stwierdzić, że migracja zarobkowa znacznie się nie zmniejszyła" - wnioskuje i zaznacza, że w związku z przeciwepidemicznymi ograniczeniami osoby, które przekraczają granicę, to w większości ludzie podróżujący właśnie w celach zarobkowych.

Reklama

Rozmówca PAP zwraca przy tym uwagę, że w 2020 roku - według danych Narodowego Banku Ukrainy - wzrosła suma przelewów zagranicznych na Ukrainę od migrantów zarobkowych. Z całego świata przelano łącznie ok. 12,1 mld dolarów - o 200 mln dol. więcej niż rok wcześniej. "To było związane przede wszystkim z tym, że kraje, w których pracują Ukraińcy, podwyższają swoje standardy socjalne i poziom minimalnego wynagrodzenia" - wskazuje.

Ogólnie rzecz biorąc, migracja zarobkowa Ukraińców - bez względu na to, do jakiego kraju - ma charakter tymczasowy i cyrkulacyjny - kontynuuje. Ukraińcy preferują kraje, w których mogą zarobić jak najwięcej w ograniczonym okresie - tłumaczy.

Reklama

Krajem, do którego wyjeżdża najwięcej ukraińskich migrantów zarobkowych, pozostaje i będzie pozostawać Polska - wskazuje. Na następnych miejscach są Czechy, Włochy, Węgry, Słowacja, kraje bałtyckie. Ukraińcy chcieliby pracować w Niemczech, ale dla większości z nich otrzymanie niemieckiej wizy pracowniczej jest praktycznie niemożliwe, więc Niemcy są krajem, w którym Ukraińcy pracują nielegalnie - dodaje Woskobojnyk.

Jak mówi, w Polsce według różnych szacunków jest od 1 mln do 1,5 mln Ukraińców, w tym wielu z nich przebywa tu tymczasowo: "pracują, zarabiają i wracają na Ukrainę, sprawdzają, czy mogą zarobić podobne sumy w kraju, jeśli im się nie udaje, to znów wyjeżdżają do pracy - niektórzy do Polski, inni do innych krajów".

Zaznacza, że na Ukrainie są pewne branże, w których Ukraińcy zarabiają więcej niż mogliby zarobić w Polsce. To - jak wymienia - np. sektor IT (jest to m.in. związane ze specyfiką opodatkowania) czy branża budowlana i remontowa. Budowlańcy i wykwalifikowani spawacze mogą "dobrze" zarabiać, bo na Ukrainie jest deficyt kadrowy - fachowcy wyjechali za granicę - dodaje.

Migracja zarobkowa do Polski to w znacznej mierze wyjazdy osób, które zdobyły na Ukrainie wyższe wykształcenie, ale nie ma dla nich możliwości skorzystania z dyplomu, by zarabiać "normalne pieniądze" - kontynuuje. W Polsce przede wszystkim znajdują zatrudnienie przy pracy fizycznej - nie rozwijają swojej kariery. "To jeden z powodów tego, że część z nich powróci na Ukrainę" - prognozuje.

Pytany o to, jak pandemia wpłynęła na rynek pracy na Ukrainie, zaznacza, że podczas pierwszej fali - wiosną ubiegłego roku - liczne biznesy stanęły, a wiele osób straciło pracę. Liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotni wzrosła prawie dwukrotnie. Później biznes adaptował się do nowych warunków i podczas drugiej fali wpływ pandemii na działalność gospodarczą był znacznie mniejszy - ocenia.

Rozmówca PAP zauważa, że ogólna liczba ukraińskich migrantów zarobkowych zaczęła się zmniejszać i jest to związane nie z czynnikami ekonomicznymi, a demograficznymi. Według niego ok. 13-16 proc. ukraińskiego społeczeństwa to migranci zarobkowi i "odsetek ten będzie się utrzymywać, natomiast liczba wyjeżdżających ludzi będzie stale spadać".

Jak poinformował, według prognoz Instytutu Demografii i Badań Społecznych Narodowej Akademii Nauk Ukrainy do końca 2030 roku liczba mieszkańców Ukrainy zdolnych do pracy spadnie o prawie 3 miliony. "I nie jest to związane z migracją zarobkową, a przede wszystkim z demografią" - podkreśla.

Jeśli chodzi o czynniki ekonomiczne, niedawno szef ukraińskiej parlamentarnej komisji ds. polityki celnej i podatkowej Danyło Hetmancew stwierdził, że średnie wynagrodzenie na Ukrainie dorówna zarobkom w Polsce za 30-40 lat, pod warunkiem, że Polska będzie stać w miejscu.

Czyli jeśli za 30-40 lat Ukraina będzie w takiej sytuacji jak Polska teraz, to ludzie też będą wyjeżdżać za pracą, tak jak część Polaków poszukuje zatrudnienia za granicą obecnie - podsumowuje ekspert.