Rynki pracy Europy Środkowo-Wschodniej coraz bardziej upodabniają się do państw Zachodu?
Obecnie rosną nawet szybciej. Oczywiście wciąż widoczna jest pewna luka w zamożności, ale to będzie się zmieniać, choć trudno powiedzieć, czy to kwestia 20 czy 30 lat. Na pewno bardzo pomaga bliska współpraca gospodarcza w ramach UE. Przez wiele lat pensje w Polsce były znacznie niższe niż w Europie Zachodniej, ale w ostatnim czasie bardzo się to zmieniło. Zresztą widać to na przykładzie funkcjonowania naszej grupy na polskim rynku – konkurowanie wyłącznie niskimi kosztami to byłaby ślepa uliczka. Przyszłość tkwi w jakości usług i efektywności działania. To buduje wartość dodaną nie tylko nam, ale też firmom, z którymi współpracujemy. Zresztą właśnie o to chodzi w naszych działaniach względem Work Service – podnosząc jakość usług, zachowamy swoją wiodącą pozycję na polskim rynku. To się nie uda, jeśli będziemy jedynie ciąć koszty za wszelką cenę.
COVID-19 zwiększy nierówności gospodarcze?
Reklama
Pandemia jest jak wojna. Sama w sobie nie kreuje wartości dodanej. Zmienia jednak jej ulokowanie – tracą najbardziej dotknięte kraje, ale potem może nastąpić nowe otwarcie i przepływ inwestycji. Dlatego Włochy, które ucierpiały na pandemii, a wcześniej borykały się z bardzo wolnym wzrostem gospodarczym, dzięki perspektywicznym projektom mogą teraz uczynić duży skok i wyrwać się z poprzedniej pułapki. Niestety często na przemieszczeniu się inwestycji najbardziej cierpią najbiedniejsi, którzy najmocniej odczuwają wszelkie wstrząsy, podczas gdy silni dzięki konsolidacji stają się jeszcze silniejsi. To paradoks, ale tak właśnie jest.

Reklama
Jak pandemia wpłynęła na branżę outsourcingu zatrudnienia?
Sporo zmieniła. Wiele procesów zostało zamrożonych, zawieszenie było widoczne zwłaszcza od marca do czerwca ub.r. Potem faktycznie wróciliśmy do działania, choć nie było to proste, trzeba było odnaleźć się w nowej rzeczywistości. W efekcie w ostatnich miesiącach 2020 r. osiągnęliśmy jeden z największych wzrostów aktywności pod tym względem. Musieliśmy jednak zróżnicować podejście między poszczególnymi rynkami, które odmrażały się w różnym czasie i w różny sposób przetrwały COVID-19. Co zrozumiałe, ludzie też w czasie pandemii stali się ostrożniejsi i rzadziej chcą zmieniać pracę. Myślę jednak, że akcje szczepień przełożą się na późniejszy wzrost. Gdy nagle odmrozimy rynki, okaże się, że jedna trzecia pracowników będzie chciała zmienić pracodawcę. Szykujemy się wręcz na nadmiar zajęć w tym okresie. Teraz mamy czas, by się do tego przygotować. Przewidujemy też, że część branż na trwale zwiększy swoją obecność w sieci. Część dotychczas stacjonarnych firm będzie w większym stopniu bazować na pracy zdalnej, jednocześnie pracując nad utrzymaniem odpowiedniej efektywności pracowników. Musimy być gotowi na to, by im w tym pomóc.
W jaki sposób?
Cyfryzacja w naszej branży wdrażana jest w kilku wymiarach. Po pierwsze chodzi o usprawnienie wszystkich procesów wewnątrz firmy, przepływu dokumentacji i zasobów. Już wcześniej to robiliśmy, więc trudno mówić tu o jakimś przełomie. Innym elementem jest jednak cyfrowe budowanie relacji zarówno z klientami, jak i kandydatami. Komunikacja cyfrowa znacznie upraszcza te procesy, przyspiesza je i zmniejsza koszty. Odpowiednie zarządzanie wielkimi zasobami danych, jakie mamy, pomoże dopasować naszą ofertę do oczekiwań poszczególnych klientów. Tu jednak muszę zaznaczyć sceptycyzm co do wiary we wszechmoc sztucznej inteligencji. Nie wierzę, że maszyny w pełni zastąpią ludzi w poszukiwaniu pracy, choć na pewno mogą to znacznie ułatwić. Prawdziwym wyzwaniem jest umiejętne wykorzystanie narzędzi, jakie daje nam technologia przy jednoczesnym uwolnieniu kreatywności i zdolności ludzi. Do tej kombinacji należy przyszłość.
Część zawodów zniknie na skutek cyfryzacji?
Tak, część na pewno, zwłaszcza te, które wymagają stosunkowo niskich kwalifikacji. Ale to nie wywoła kryzysu, dzięki temu będziemy mogli wykorzystać zdolności tych ludzi w innych sektorach. Rynek się zmieni, ale ludzie od dekad udowadniają, że potrafią się do tego dostosować. Utrzymywanie miejsc pracy w tradycyjnych zawodach za wszelką cenę byłoby bez sensu. My też na tym nie ucierpimy. Naszym zadaniem jest odnalezienie pracodawcom osób o odpowiednich kompetencjach. I to nadal będzie bardzo ważne zadanie, wraz z rozwojem technologicznym nie straci na swym znaczeniu, a może nawet zyskać. Wyszukiwanie ludzi o umiejętnościach, które pozwolą na rozwinięcie danej firmy będzie kluczowe.
Czy COVID-19 powstrzyma migrację w Europie na dłużej bądź zmniejszy jej skalę?
Absolutnie nie, jedynie chwilowo ją zamroził. W odniesieniu do Polski sądzę, że możliwy jest powrót do kraju wielu Polaków. Płace tutaj się poprawiają, standard rynku pracy również. To może przyciągnąć ludzi, np. z pobrexitowej Wielkiej Brytanii.
Brexit jest dla firmy dużym problemem?
Owszem, to duże wyzwanie, ale najgorsza była niepewność przed podpisaniem umowy między Wielką Brytanią a UE. Nikt nie wiedział, co nas czeka w perspektywie kilku miesięcy. Wraz z COVID-19 to jedna wielka niepewność. Tak naprawdę nie znamy jeszcze wszystkich konsekwencji brexitu, potrzeba czasu, by je ocenić. Możliwe, że wiele firm przeniesie się na kontynent i okaże się, że Europa wyjdzie z tego wzmocniona. Z drugiej strony Wielka Brytania będzie mogła zacieśniać relacje z Indiami czy Stanami Zjednoczonymi, więc też wcale nie musi znaleźć się na przegranej pozycji.
Niekorzystna sytuacja demograficzna i starzejące się społeczeństwo okażą się wyzwaniem?
Prawdziwą bolączką jest brak skutecznej recepty na zmianę tej sytuacji. Poszczególne państwa mają poważne problemy, przeznaczają duże nakłady na świadczenia rodzinne, a mimo to osiągają niskie wskaźniki urodzeń. We Francji sytuacja jest dużo lepsza niż we Włoszech, a na dobrą sprawę trudno stwierdzić dlaczego. Nigdy nie słyszałem od żadnego polityka, żeby realnie przeanalizował ten problem, wytłumaczył, dlaczego tak się dzieje i które działania faktycznie mogą zmienić sytuację. Dużo mówimy o zrównoważonym rozwoju, a pomijamy demografię. To bardzo niedobrze. Oczywiście problem jest ugruntowany kulturowo. Na przykładzie państw spoza Europy widać, że one nie mają z tym tak wielkiego problemu, tam wzrost demograficzny to szansa na przetrwanie. Jednak podkreślanie rywalizacji Europy z innymi kontynentami w tym aspekcie nic nie da, przecież dzieci nie rodzi się po to, by wygrać gospodarczo.
Potrzebujemy migrantów z zewnątrz?
Oczywiście. Dzięki ich pracy i zdolnościom będziemy mogli zachować tendencję wzrostową. Nie możemy pozwolić sobie na gospodarkę opartą jedynie na „białych kołnierzykach”. Zwłaszcza teraz, gdy wiele firm chce przenosić się z Chin do Europy, by skrócić łańcuchy dostaw. Wcześniej popularne było produkowanie na Dalekim Wschodzie. Teraz widzimy, że część tam zostaje, ale najbardziej zaawansowane procesy wracają do Europy. Jeśli europejskie firmy instalują się teraz w Chinach, to tylko po to, by produkować na tamtejszy rynek.
Gi Group niedawno ogłosiło wezwanie do sprzedaży akcji notowanego na GPW Work Service. Dlaczego?
Po latach borykania się z problemami, takimi jak brak kapitału, zbyt skomplikowana struktura czy niezdolność do podejmowania decyzji o długofalowym charakterze, tym wezwaniem chcemy dać Work Service nowy początek. Work Service potrzebuje solidnego planu restrukturyzacji, który wymaga maksymalnego zaangażowania zarządu, wzmocnienia synergii z Grupą Gi, a także szybkiego dostępu do finansowania. Wszystkie te działania, kluczowe dla przyszłości spółki, mogą być podjęte tylko przy silnym i przejrzystym zarządzaniu spółką, co utrudnia rozdrobniony akcjonariat. Ogłosiliśmy wezwanie, którego wyraźnym celem jest osiągnięcie pełnej kontroli nad spółką poprzez wycofanie jej akcji z obrotu na GPW.
Z czego wzięła się zła sytuacja firmy?
Poprzedni właściciele byli bardziej zainteresowani swoim interesem niż losem firmy. Jestem założycielem Gi Group. Gdy zaczynaliśmy ponad 20 lat temu, mieliśmy ok. 1 mln euro dochodów. W 2020 r. nasze skonsolidowane przychody osiągnęły 2,6 mld euro. Po drodze podejmowaliśmy dobre i złe decyzje, ale systematycznie przeznaczaliśmy środki na dalszy rozwój firmy. Spółka nie może się zdrowo rozwijać, jeżeli wypracowane w niej środki przeznaczane są na osobisty użytek jej właścicieli, a to właśnie przytrafiło się Work Service w przeszłości. Efektywność to podstawa, gdyby nie to, nigdy nie stworzylibyśmy tak wielkiej firmy. I właśnie tak chcemy teraz prowadzić biznes w Polsce.
Co, jeśli wezwanie się nie powiedzie?
Pełna kontrola nad spółką to niejedyna opcja brana pod uwagę przez Gi Group. Nawet przy większości kwalifikowanej, a w konsekwencji przy obecności akcjonariuszy mniejszościowych, Gi Group zrobi wszystko, aby zapewnić Work Service konkurencyjność w przyszłości, choć tym samym Gi Group podzieli się całym ryzykiem przyszłych inwestycji z tymi akcjonariuszami, którzy nie zdecydują się sprzedać nam swoich akcji. Gdyby Gi Group nie osiągnęła nawet większości kwalifikowanej, wówczas istniałoby niebezpieczeństwo braku przejrzystości zarządzania, co otworzyłoby przed Gi Group możliwość poważnej oceny naszego zaangażowania w Work Service.
Jaki jest potencjał polskiego rynku dla takich firm?
Polska to największy rynek Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki silnej obecności tutaj stajemy się automatycznie jednym z liderów całego regionu. Oprócz samej wielkości ważny jest również potencjał ludności – kwalifikacje i zdolności pracowników. A te w Polsce systematycznie wzrastają, co sprawia, że wartość rynku rośnie jeszcze bardziej. Widać to zresztą w tempie rozwoju gospodarczego. W ostatnich latach dynamika wzrostu PKB w Polsce była wyższa niż w bogatych krajach zachodu Europy. To sprawia, że rynek dobrze rokuje również po pandemii. Jednocześnie polski rynek pracy wciąż nie jest jeszcze nasycony w zakresie obecności dużych firm, wciąż pojawiają się nowe zarówno w przemyśle, jak i usługach. Współpraca z nimi to duża szansa dla naszej branży.