Reklama
Sposób na oszczędności jest prosty. Najpierw pracodawca porozumiewa się z podwładnym, że ten będzie korzystał w delegacji z prywatnego auta (na własny wniosek).
Pracownikowi przysługuje wtedy zwrot kosztów przejazdu w wysokości stanowiącej iloczyn przejechanych kilometrów i stawki za jeden kilometr przebiegu. Wspomniana stawka nie może być wyższa niż określona w przepisach wydanych na podstawie art. 34a ust. 2 ustawy z 6 września 2001 r. o transporcie drogowym (t.j. Dz.U. z 2013 r. poz. 1414 ze zm.). Np. dla auta osobowego o pojemności skokowej silnika do 900 cm sześc. wynosi ona obecnie 0,5214 zł (par. 2 rozporządzenia ministra infrastruktury z 25 marca 2002 r. w sprawie warunków ustalania oraz sposobu dokonywania zwrotu kosztów używania do celów służbowych samochodów osobowych, motocykli i motorowerów niebędących własnością pracodawcy; Dz.U. nr 27, poz. 271 ze zm.).
Kiedy już pracownik zawnioskuje o odbycie podróży służbowej własnym samochodem, pracodawca ustala stawkę za 1 km przebiegu na poziomie nie tylko niższym od limitów wskazanych w przepisach, ale także od bieżących cen paliwa. Z takiego rozwiązania skorzystała jedna z firm zajmujących się usługami turystycznymi (z woj. łódzkiego). Tak określiła wspomniany przelicznik, że w rezultacie zatrudnieni z własnych pieniędzy musieli sfinansować około 1/5 kosztów zakupu paliwa przeznaczonego na odbycie delegacji.
– Pracodawcy wykorzystują to, że wskazane wyżej regulacje określają jedynie maksymalną wysokość stawki za 1 km przebiegu. To luka wynikająca z par. 3 rozporządzenia ministra pracy i polityki społecznej z 29 stycznia 2013 r. w sprawie należności przysługujących pracownikowi zatrudnionemu w państwowej lub samorządowej jednostce sfery budżetowej z tytułu podróży służbowej (Dz.U. poz. 167) – tłumaczy Małgorzata Lorenc z firmy Lorenc – Doradztwo Kadrowe.
Jej zdaniem wspomniane regulacje należy uzupełnić o wskazanie minimalnej wysokości przelicznika. Podobnie ocenia je Państwowa Inspekcja Pracy. Do inspektorów także docierały sygnały o pracodawcach, którzy zmuszali zatrudnionych do korzystania z własnych samochodów w trakcie delegacji, a następnie ustanawiali stawki zwrotu kosztów przejazdu na poziomie nieadekwatnym do cen na stacjach.