Potwierdził to prokurator generalny Andrzej Seremet, odpowiadając 23 czerwca na pytania rzecznika praw obywatelskich w tej sprawie. Prof. Irena Lipowicz chciała ustalić skuteczność tych regulacji i ocenić, czy zasadne jest dalsze ich funkcjonowanie w obecnym kształcie. DGP pisał o problemie już w marcu.
Reklama
Ustawa określa zasady odpowiedzialności urzędników za rażące naruszenie prawa. Przewiduje, że w ciągu 14 dni od wypłaty odszkodowania poszkodowanemu obywatelowi lub firmie kierownik urzędu ma prawo złożyć do prokuratora okręgowego wniosek o przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w sprawie funkcjonariusza publicznego, który zawinił. Gdy śledczy uzna, że zachodzą przesłanki do wytoczenia powództwa o odszkodowanie przeciw urzędnikowi, to najpierw wzywa go do dobrowolnej zapłaty. Wyznacza mu w tym celu termin nie krótszy niż 7 dni, a dopiero po jego bezskutecznym upływie wytacza powództwo.
RPO zapytała prokuratora generalnego, jaki wpływ mają te przepisy na spadek rozstrzygnięć administracyjnych wydawanych z naruszeniem prawa. Chciała też wiedzieć, czy dzięki ich stosowaniu wzrosło zaufanie obywateli do organów administracji publicznej i czy poprawiły się warunki prowadzenia działalności gospodarczej.
Andrzej Seremet stwierdził, że do połowy marca 2014 r. takich postępowań w prokuraturach w ogóle nie zarejestrowano, a kolejną informację w tej sprawie otrzyma od podwładnych dopiero pod koniec roku.
Podkreślił, że prokuratorzy podejmują działania zmierzające do ustalenia odpowiedzialności majątkowej funkcjonariusza publicznego dopiero na wniosek kierownika instytucji, która wypłaciła odszkodowanie. Sami nie występują z inicjatywą w tej sprawie, sprawdzają tylko, czy działanie lub zaniechanie funkcjonariusza było zawinione.
Kiedy urzędnik odpowie za błąd GazetaPrawna.pl