Nowe rozwiązania przewidują m.in. preferencje dla firm, które będą pierwszym miejscem pracy młodego bezrobotnego (co czwarty taki człowiek nie ma w ogóle doświadczenia zawodowego). Zdaniem ekspertów ulgi te – choć korzystne – nie są jednak wystarczające, aby w istotny sposób zachęcić firmy do przyjmowania osób bez doświadczenia zawodowego.

Co zakłada projekt

Zgodnie z rządowymi propozycjami pracodawca decydujący się na zatrudnienie osoby, która po raz pierwszy podejmie etat, może liczyć na refundację kosztów poniesionych na składki na ubezpieczenia społeczne. Musi jednak zapewnić jej pracę przez rok. Refundacja będzie obejmować okres do sześciu miesięcy, a jej wysokość nie może przekroczyć miesięcznie połowy minimalnego wynagrodzenia. Koszt refundacji to 50 mln zł. Zdaniem wnioskodawców projektu regulacja może objąć od ok. 10,4 tys. osób w przypadku, gdy pracodawca będzie wykorzystywać refundację w całości (wtedy wynagrodzenie brutto pracownika musiałoby wynosić ok. 4720 zł), do ok. 19,4 tys., gdyby przyjąć, że przeciętne wynagrodzenie osób rozpoczynających pracę wynosiło w 2013 r. 2540 zł.

– To dobre rozwiązanie. Instrumenty wspierające osoby młode w podjęciu zatrudnienia funkcjonują w krajach rozwiniętych gospodarczo, a ich celem jest poprawa sytuacji na rynku pracy – ocenia prof. Elżbieta Kryńska z Uniwersytetu Łódzkiego.

Nie wszyscy eksperci popierają jednak uprzywilejowanie konkretnych grup osób, przy braku innych rozwiązań, które ułatwiłyby decyzję o zatrudnieniu pracowników.

– Należy raczej dbać o zwiększenie podaży miejsc pracy, niż faworyzować tę czy inną grupę społeczną – wskazuje Zbigniew Żurek, wiceprezes BCC.

Podkreśla, że rozwiązaniem, które ułatwiłoby zatrudnienie, jest np. regionalizacja płacy minimalnej.

Dziś jest ona jednakowa we wszystkich województwach, choć różnice w rozwoju gospodarczym i średnich wynagrodzeniach np. między Mazowszem a Podkarpaciem są duże. Zbyt wysoka stawka najniższego wynagrodzenia, ustalana na szczeblu centralnym, dla wielu firm z uboższych regionów może blokować podejmowanie decyzji o przyjmowaniu do pracy właśnie tych osób, które mają niewielkie doświadczenie lub podejmują etat po raz pierwszy. To oni najczęściej zarabiają płacę minimalną (w pierwszym roku pracy 80 proc. tej wartości).

– Innym pomysłem jest rozdzielenie jej wysokości na różne branże – podpowiada Zbigniew Żurek.

Eksperci podkreślają też, że zatrudnienie osób na pierwszy w życiu etat byłoby też prostsze, gdyby nie dotyczyły ich wszystkie mocno wyśrubowane przepisy kodeksu pracy, np. dotyczące długości okresów wypowiedzenia czy ochrony przed zwolnieniem. Przedsiębiorcy obawiają się, że młodzi ludzie zatrudnieni na umowę o pracę chętnie skorzystają też np. z wydłużonych ostatnio urlopów rodzicielskich. A to – choć korzystne z punktu sytuacji demograficznej państwa – oznacza długie nieobecności pracowników w firmach.

To także jedna z przyczyn tego, że obecnie osobom młodym oferuje się przede wszystkim zatrudnienie pozapracownicze (na podstawie kontraktów cywilnoprawnych, a nie umów o pracę).

Ile wyniesie wsparcie dla firm na zatrudnienie

Ile wyniesie wsparcie dla firm na zatrudnienie

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Nie tylko składki

Refundacja obciążeń ZUS to jednak niejedyna propozycja zawarta we wspomnianym projekcie, która ma ułatwić zatrudnienie osób rozpoczynających karierę zawodową, którzy obecnie są bezrobotni. Pomysły ministerstwa na obniżenie kosztów ich pracy to m.in. bon szkoleniowy, stażowy, zatrudnieniowy, zasiedleniowy oraz na refundację wydatków na składki z ubezpieczenia społecznego. Ich dysponentem będą starostowie. Środki mają pochodzić z Funduszu Pracy, w którym na aktywne formy przeciwdziałania bezrobociu przewidziano na ten rok 4,5 mld zł.

– Bon jest największą szansą dla młodych ludzi szukających pracy. Pozwala lepiej dostosować się do potrzeb pracodawcy i zapewnia elastyczność w wyborze drogi zawodowej – uważa Elżbieta Kryńska.

System przyznawania bonów i refundacji jest jednak skomplikowany. Zależy od realizuje wielu przepisowych wymogów i dodatkowo umowy zawieranej ze starostą. Takie właśnie zastrzeżenia przy tzw. ustawie antykryzysowej z lat 2009–2011 (ustawa z 1 lipca 2009 r. o łagodzeniu skutków kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców, Dz.U. poz. 1035) spowodowały, że nie spełniła swoich celów. Przedsiębiorcy wykorzystali zaledwie kilkanaście milionów złotych z puli ponad 900 mln zł przeznaczonych na ten cel.