Zgodnie z art. 331 kodeksu pracy z chwilą powrotu do firmy pracownika po czasie usprawiedliwionej nieobecności okres wypowiedzenia umowy na zastępstwo wynosi zaledwie trzy dni robocze.

– Osoba, która zastępowała pracownika, nie ma więc nawet tygodnia na znalezienie sobie innego zajęcia. Wspomniany przepis był zasadny w momencie jego tworzenia, kiedy sytuacja gospodarcza była inna, a rynek pracy nie był tak zróżnicowany. Uważam, że należałoby poprawić niniejszy przepis z korzyścią dla pracownika zastępującego inną osobę – mówi Małgorzata Adamczak, posłanka PO, która wystąpiła z interpelacją do ministra pracy.

Zapytała w niej, czy nie warto byłoby wydłużyć okresu wypowiedzenia umów na zastępstwo do np. 30 dni.

Odpowiedzi udzielił Radosław Mleczko, wiceminister pracy. Jego zdaniem proponowana regulacja nie znajduje uzasadnienia prawnego. Minister podkreślił, że maksymalny okres wypowiedzenia w przypadku pozostałych umów o pracę na czas określony wynosi dwa tygodnie. Zatem wydłużenie go do 30 dni wyłącznie dla kontraktów na zastępstwo, a co za tym idzie uprzywilejowanie tego rodzaju umów względem pozostałych terminowych, wydaje się nieprawidłowe. Taka długość okresu wypowiedzenia została bowiem przewidziana dla pracowników zatrudnionych na czas nieokreślony na co najmniej sześć miesięcy (i mniej niż trzy lata).

– Nie widzę więc potrzeby wydłużenia obowiązującego obecnie trzydniowego okresu wypowiedzenia, tym bardziej iż na gruncie przepisów prawa pracy wspomniana umowa została z zasady ukształtowana jako szczególna umowa na czas określony, zapewniająca mniejszą ochronę trwałości stosunku pracy – podkreślił Radosław Mleczko.