W ubiegłym tygodniu Sławomir Brodziński zrezygnował z funkcji szefa służby cywilnej. Cała jego dotychczasowa kariera była związana z administracją państwową i urzędnikami. Zdecydował, że będzie teraz zajmował się całkiem innymi sprawami. Został głównym geologiem kraju. Od tej pory skupi się na szukaniu gazu łupkowego.
Były szef w liście pożegnalnym do urzędników napisał, że zamierza opracować jeszcze raport „Służba Cywilna po 5 latach od uchwalenia ustawy o służbie cywilnej z 2008 r.”. Mają być tam zawarte m.in. sukcesy, jakie osiągnął od początku urzędowania. DGP postanowił wcześniej podsumować jego działalność na rzecz członków korpusu służby cywilnej.

Nowa ustawa i szef

W marcu 2009 r. roku weszła w życie nowa ustawa o służbie cywilnej (większość przepisów została przeniesiona z poprzedniej – pierwotnie rząd do konsultacji wysłał dużą nowelizację). Wraz z nowymi przepisami, miesiąc później premier powołał szefa urzędników dla całej administracji rządowej. Dotyczy to obecnie około 122 tys. osób należących do korpusu służby cywilnej.

W maju podczas pierwszego wywiadu DGP zapytał Brodzińskiego, jak ocenia nową ustawę o służbie cywilnej. Przyznał wtedy, że to jest krok w dobrym kierunku. Zaznaczył, że ma ona mocne i słabe strony, ale te słabe można zmienić. Zapowiedział wówczas zmianę sposobu wynagradzania. Uważał, że należy odstąpić od waloryzacji kwoty bazowej, która nie jest sprawiedliwa i motywująca. Po latach w pewnej części tę zapowiedź udało mu się zrealizować, bo rząd od 2009 r. aż do tej pory zamroził urzędnikom podwyżki, a tym samym zrezygnował z waloryzacji wspomnianej kwoty bazowej.

W trakcie tej pierwszej rozmowy padła zapowiedź, że ze względu na niezgodność rozwiązań krajowych z Europejską Kartą Społeczną zmieniony zostanie sposób rozliczania nadgodzin urzędników. W wywiadzie zapowiadał też, że wynagrodzenie urzędników będzie bardziej motywujące i elastyczne. Niestety te zmiany nie zostały uchwalone.

Wszystko do kosza

Zapowiedzi przedstawione w wywiadzie dla DGP udało się tylko przenieść na papier. Przygotowane przez Brodzińskiego założenia nowelizacji ustawy o służbie cywilnej trafiły do kosza. Rząd w 2011 r. wpisał projekt na listę rezerwową, ale ostatecznie prace nie były już kontynuowane.

W kolejnej kadencji rządu do projektu nie wrócono, bo rozpoczął się spór, czy szef służby cywilnej powinien podlegać Michałowi Boniemu, szefowi nowo utworzonego resortu administracji i cyfryzacji, czy też bezpośrednio premierowi (ostatecznie stanęło na tym drugim).

Następną przeszkodą w ponownym przesłaniu do konsultacji założeń do zmiany ustawy o służbie cywilnej stała się strategia Sprawne Państwo 2020 r. opracowana przez resort administracji. Szef służby cywilnej zapowiadał powrót do tych prac dopiero po przyjęciu Strategii. Mimo, że Strategia została przyjęta - prac nie wznowiono.

Wciąż bez rekompensaty

Również zapowiedzi zmiany przepisów o nadgodzinach nie zostały uchwalone. Dotyczy to m.in. urzędników zatrudnionych w administracji podatkowej. W efekcie wciąż nie ma przepisów, które powinny obowiązywać już teraz. Brakuje np. rozwiązań, które rekompensowałyby urzędnikom pracę w godzinach nadliczbowych.

Komitet niezależnych ekspertów powołany do monitorowania wdrażania Europejskiej Karty Społecznej uważa, że urzędnicy pracujący ponad wymiar powinni mieć zapewniony dłuższy odpoczynek lub zwiększone wynagrodzenie za pracę w nadgodzinach. Dlatego nieustająco domaga się zmian w ustawie o służbie cywilnej. A ta była w międzyczasie nowelizowana przy okazji wprowadzania preferencji dla osób niepełnosprawnych, które chcą ubiegać się o pracę w administracji. Przepisów o ponadnormatywnym wykonywaniu obowiązków jednak nie zmieniono.

Obecnie pracownikowi służby cywilnej za pracę wykonywaną po normalnych godzinach przysługuje czas wolny w tym samym wymiarze. Podobnie jest, gdy nadgodziny wypadają w porze nocnej.

W praktyce pracownikowi za godzinę dodatkowej pracy przysługuje godzina wolnego. Urzędnikom mianowanym nie należy się nawet to, chyba że pracują nocą. A to oznacza, że nie mają żadnej dodatkowej rekompensaty za ponadwymiarowe wykonywanie obowiązków.

Szef służby cywilnej mimo zapowiedzi nie doprowadził do zmiany przepisów w tym zakresie.

Kolejne szumne zapowiedzi

Także dopiero po czterech latach urzędowania Brodzińskiego podjęto próbę znowelizowania rozporządzeń w sprawie oceniania urzędników (trwają konsultacje społeczne, ale nie ma pewności, czy nowy szef służby cywilnej będzie chciał je kontynuować).

Od stycznia 2014 r. miał się też zmienić czas pracy urzędników. Nowelizacja zakładała, że będzie on bardziej elastyczny, a dzięki temu urzędnicy będą mogli pogodzić życie prywatne z zawodowym. Tak się jednak nie stało. Od kilku miesięcy projekt nowelizacji ustawy o służbie cywilnej utknął w konsultacjach.

Brodziński w trakcie swojego urzędowania nie doprowadził do zwiększenia limitu mianowań na urzędników służby cywilnej. Przed jego działalnością bywały lata, w których planowano go na poziomie 2,5 tys. osób. Obecnie limit ten zmalał zaledwie do 200 miejsc. Szef służby cywilnej miał też pomysł, aby w naturalny sposób zmniejszyć liczbę urzędników. Na przykład w miejsce dwóch odchodzących zatrudniać tylko jednego. Na to jednak również nie uzyskał akceptacji rządzących. W trakcie jego kadencji liczba członków korpusu służby cywilnej wzrosła o kilka tysięcy.

Brodzińskiemu nie udało się zrealizować większości jego pomysłów. W liście do urzędników przyznał jednak, że kierownictwo polityczne dawało mu wolną rękę w działaniu. Nie wspomniał tylko, że jego projekty nowelizacji spadały z planu legislacyjnego rządu lub w ogóle nie było zgody na ich wprowadzenie.

W swoim liście do urzędników pociesza ich, że wprawdzie od 2009 roku mają wciąż co roku zamrażane płace, ale są inne kraje, w których urzędnicy mają jeszcze gorzej. Tam są odgórne redukcje zatrudnienia i obcinanie środków na pensje.

Niewiele może

Urzędnicy zdają sobie sprawę, że ustępujący szef niewiele dla nich zrobił.

- Z informacji, jakie do mnie docierają, wynika, że urzędnicy bardzo się cieszą, że Brodziński zrezygnował z tej funkcji. Już dawno powinien zostać wyrzucony przez premiera. Urzędnicy nie będą już chyba mieli gorszego szefa od niego – mówi DGP Tomasz Ludwiński, przewodniczący rady Sekcji Krajowej Pracowników Skarbowych NSZZ. Dodaje, że jego rola ograniczała się do administrowania.

Podobnego zdania są eksperci, ale zaznaczają, że wina leży też po stronie przepisów, które mocno ograniczają kompetencje szefa służby cywilne.

- Słabym był szefem – kwituje dr Stefan Płażek, adwokat, adiunkt z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Przyznaje, że jest on urzędnikiem zależnym od premiera i nie może mówić swoim głosem i proponować zmian, jeśli rząd nie wykazuje woli ich przeprowadzenia.

Zdaniem ekspertów jego stanowisko porównywalne jest do dyrektora departamentu kancelarii premiera. A proponowane przez niego inicjatywy, związane ze zmianą przepisów, muszą być ustalane z szefem KPRM.

- Sławomir Brodziński wraz z nami zawsze apelował do premiera o odmrożenie płac i zwiększenie limitu – przekonuje prof. Krzysztof Kiciński, wiceprzewodniczący Rady Służby Cywilnej. Tłumaczy, że szef służby cywilnej nie ma własnego urzędu i budżetu, dlatego jego rola jest ograniczona.

Nowy szef służby cywilnej, który będzie powołany przez premiera, musi mieć tego świadomość.

Nowy szef służby cywilnej
Szef służby cywilnej nie jest wybierany w konkursie, jak pozostali urzędnicy i ich przełożeni. Mianuje go premier po zasięgnięciu opinii Rady Służby Cywilnej. Warunkiem niezbędnym jest jednak posiadanie przez kandydata statusu urzędnika mianowanego. W kraju jest kilka tysięcy osób, które posiadają takie mianowanie.

Szefem Służby Cywilnej może być osoba, która:
• jest urzędnikiem służby cywilnej;
• jest obywatelem polskim;
• korzysta z pełni praw publicznych;
• nie była skazana prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe;
• posiada tytuł zawodowy magistra lub równorzędny;
• zna co najmniej jeden język obcy spośród języków roboczych Unii Europejskiej;
• cieszy się nieposzlakowaną opinią;
• nie była karana zakazem zajmowania stanowisk kierowniczych w urzędach organów władzy publicznej lub pełnienia funkcji związanych z dysponowaniem środkami publicznymi;
• posiada co najmniej pięcioletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym w administracji rządowej lub co najmniej siedmioletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym w jednostkach sektora finansów publicznych;
• nie jest i w okresie ostatnich 5 lat nie była członkiem partii politycznej.
Ważne: Kadencja szefa służby cywilnej trwa pięć lat. Zajmowanie tej funkcji przez Sławomira Brodzińskiego planowo zakończyłaby się 14 kwietnia 2014 r.